Piotr Zieliński: Sneijder to mój ulubiony piłkarz w historii Interu

Piotr Zieliński: „Uświadomiłem sobie, że jestem dobry”

Piotr Zieliński Elseid Hysaj
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
5 minut czytania

W programie meczowym przed spotkaniem z Fiorentiną polski pomocnik opowiedział o dzieciństwie w Ząbkowicach Śląskich, pierwszych wzlotach w Udine i bramce, która przesądziła o losach derbów z Juventusem.

Za transfer Piotra Zielińskiego do Udinese zapłacono zaledwie sto tysięcy euro. Przełomem okazał się turniej młodzieżowy w La Mandze, podczas którego zainteresowało się nim kilka włoskich klubów. Udinese zaprosiło go na testy, a po kilku treningach zdecydowało się go sprowadzić. Wcześniej talent Polaka dostrzegali skauci Liverpoolu, Rudi Völler proponował mu kontrakt młodzieżowy w Bayerze Leverkusen, pojawiały się opcje z Lechem Poznań, Legią Warszawa czy Feyenoordem. Rodzina postawiła jednak na Zagłębie Lubin, a stamtąd droga prowadziła już prosto do Włoch.

W programie meczowym przed spotkaniem Inter–Fiorentina Zieliński cofnął się pamięcią jeszcze dalej, do rodzinnych stron. „Dorastałem w Ząbkowicach Śląskich, małym mieście w Polsce. Tam zacząłem grać w piłkę i strzeliłem pierwszego gola w turnieju rozegranym we Wrocławiu” — opowiadał. Jako dziecko musiał wykonać pięćdziesiąt żonglerek piłką, żeby dostać od rodziców pieniądze na słodycze. Z czasem wymagania rosły — do stu, dwustu, wreszcie trzystu podbić. Jego ojciec Bogusław był pierwszym trenerem syna i od najmłodszych lat kładł nacisk na technikę. Piotr trenował też ze starszymi chłopcami, dzięki czemu uczył się radzenia sobie z fizyczną przewagą rywali.

Pierwszym piłkarzem, który zrobił na nim wrażenie, nie był Polak. „Jako mały chłopiec wzorowałem się na Tomášu Rosickým, czeskim pomocniku, który grał w Borussii Dortmund i Arsenalu” — przyznał Zieliński. Przyszły reprezentant Polski bywał wówczas tak nieśmiały, że podczas dwutygodniowego obozu w czeskim Trutnovie nie wydał ani korony z kieszonkowego, bo nie wiedział, jak po czesku poprosić o pieniądze.

Początki w Udine były trudne. Zieliński nie znał dobrze włoskiego, brakowało mu rodziny i przyjaciół, a kontakt z bliskimi nie był tak łatwy jak dziś. Wspominał w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”, że kiedy w planie dnia zobaczył słowo „ritiro”, nie miał pojęcia, iż oznacza ono zgrupowanie — dopiero gdy ktoś zwrócił mu uwagę, zaczął pakować się przed wyjazdem w góry. Zdarzały się momenty, kiedy chciał wracać do Polski. Pomógł mu nauczyciel włoskiego współpracujący z klubem. W programie meczowym Interu Zieliński wraca do tego okresu z ciepłem: „Zrozumiałem, że zostanę piłkarzem, kiedy dotarłem do Włoch, do Udine. W drużynie Primavera uświadomiłem sobie, że jestem dobry. Pamiętam też swój pierwszy mecz w zawodowym futbolu — z wielką emocją. Zadebiutowałem w Serie A, zmieniając Antonio Di Natale”.

Z lat spędzonych w Napoli wyniósł przede wszystkim relację z Markiem Hamšíkiem. „To zawodnik, od którego nauczyłem się w karierze najwięcej” — stwierdził krótko. Na boisku mierzył się z Messim, Neymarem i Cristiano Ronaldo. „Spośród koszulek, które wymieniłem z rywalami, chyba najbardziej cenię tę od CR7, po meczu Polska–Portugalia”. Reprezentacja zajmuje w jego opowieści szczególne miejsce: „Kiedy myślę o znaczącym zwycięstwie, pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest wygrana w barażu ze Szwecją w 2022 roku. Ten sukces dał nam awans na mundial w Katarze”.

Polak potrafi uderzać piłkę obiema nogami — nie była to jednak wyłącznie naturalna cecha. Jako dziecko regularnie ćwiczył grę słabszą nogą. Wspominał turniej, na który pojechał z mamą, bo ojciec nie mógł mu towarzyszyć. Podczas konkursu rzutów karnych zapytał ją, czy może strzelać lewą nogą. Zgodziła się, a on wykorzystał swoją próbę. Później zdarzało mu się w rozgrywkach młodzieżowych zdobywać dwie bramki bezpośrednio z rzutów wolnych — jedną prawą, drugą lewą.

W Interze musiał dostosować się do nowej roli. Wcześniej grał wyżej, bliżej bramki rywala, a w Mediolanie zaczął występować także jako głębiej ustawiony rozgrywający. Początkowo nie był przekonany, ale trener Cristian Chivu pomógł mu zrozumieć, jak może wykorzystywać swoje atuty na tej pozycji. Za najważniejsze trafienie ubiegłego sezonu uznaje gola na 3:2 z Juventusem na San Siro. „Był decydujący w ważnym meczu” — wyjaśnił. O marzeniu o dublecie mówi bez fałszywej skromności: „Nie było jednego momentu, w którym poczułem, że możemy go wygrać. Liczyłem na to od początku sezonu, bardzo chciałem zagrać dobrze”. Inter rzeczywiście zdobył i mistrzostwo, i Puchar Włoch w sezonie 2025/26, a Zieliński rozegrał w lidze 34 mecze i strzelił sześć bramek.

Zapytany o cechę, która pomogła mu najbardziej w karierze, odpowiedział jednym słowem: technika. I natychmiast powiązał ją z historią klubu. „Myślę, że to wspólna cecha łącząca mnie z Wesleyem Sneijderem, który bez wątpienia jest moim ulubionym piłkarzem w historii Interu”. Po piętnastu latach we Włoszech Zieliński nie wyobraża sobie łatwej przeprowadzki do innego kraju. Docenia włoską kuchnię, styl życia i kulturę, a Serie A od dawna traktuje jako swój pierwszy wybór. Jak żartował w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”, kwota stu tysięcy euro za jego transfer okazała się całkiem dobrą inwestycją.

Źródła: linterista.it, La Gazzetta dello Sport, StolicaSportu.pl

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie