Krzysztof Piątek szczerze o Milanie. Zmiany zniszczyły jego karierę w wielkim klubie
Już od pierwszych dni w Mediolanie Krzysztof Piątek błyszczał skutecznością i wydawało się, że jego kariera tylko przyspieszy. Dlaczego jednak po tak obiecującym początku wszystko się rozsypało? Zawodnik odsłania kulisy.
Krzysztof Piątek jeszcze niedawno był maskotką trybun na San Siro, po transferze z Genoi za niemałą kwotę 35 milionów euro. Ledwo przekroczył próg klubu, a już strzelał gole jak na zawołanie – pierwsze cztery mecze, cztery trafienia. Niewielu napastników potrafiło tak gładko wejść do jedenastki AC Milan, a skuteczność Polaka rozbudziła oczekiwania wśród fanów i zarządu.
To właśnie ten początek Piątek wspomina jako najlepszy moment we włoskim futbolu: "Pierwsze miesiące były bardzo pozytywne. Mieliśmy trenera z jasną wizją gry i pasowałem do jego systemu" – przyznaje, wspominając współpracę z Gennaro Gattuso. Niestety, już w kolejnym sezonie pojawiły się schody. Klub przeszedł spore roszady, a na ławce pojawił się Marco Giampaolo. "Byłem wtedy bardzo młody, kupili mnie za duże pieniądze i miałem ogromną presję na głowie i nogach... To nie było proste. Patrząc dziś z perspektywy czasu, wiem, że stać mnie było na więcej" – zdradził napastnik w rozmowie z włoskimi mediami.
Zmiany szkoleniowca i kierownictwa zbiegły się też z oczekiwaniami, które wręcz rosły z tygodnia na tydzień. Piątek przyznaje, że już wtedy czuł, jak ciężar przejętej „dziewiątki” zaczyna go przygniatać, a sprzyjający mu na początku Milan nagle stał się miejscem coraz trudniejszym do gry. Brak stabilizacji i stale rosnące wymagania, jego zdaniem, były przełomowe dla dalszych losów na Półwyspie Apenińskim.
Wspominając dalej swoje włoskie przygody, Piątek szczególnie wyróżnia pół roku w Genui: "Strzelałem tam niemal w każdym meczu, a kibice niesamowicie mnie wspierali. Tych chwil nie zapomnę" – tłumaczy. Milan zaś jawi mu się jako klub z ogromną tradycją i niepowtarzalnym klimatem stadionu, do którego, jak sam stwierdził, bardzo tęskni.
Aktualnie Piątek występuje już poza włoską Serie A, ale do tej ligi i dawnych klubów ciągle wraca myślami przed ekranem. Zdradził, że na bieżąco śledzi wyniki Genoi, Milanu i Fiorentiny. O czołowych „Rossonerich” mówi wprost: "Milan wykonuje świetną robotę i życzę im sukcesów. Pozostałe ekipy muszą jeszcze popracować". Zapytany o przesłanie dla kibiców, nie wahał się ani chwili: "Brakuje mi atmosfery na San Siro. Mam nadzieję, że Milan sięgnie po scudetto. To wielki klub i zasługuje na tytuł".
"Pierwsze miesiące były bardzo pozytywne. Mieliśmy trenera z jasną wizją gry i pasowałem do jego systemu. Z czasem wszystko się zmieniło, a otoczenie nie sprzyjało już takim wynikom".