Adrien Rabiot wraca na boisko. Kulisy transferowej gry Milanu z Interem
Milan przez ostatnie tygodnie musiał sobie radzić bez Adriena Rabiota, co od razu odbiło się na wynikach i organizacji gry zespołu. Francuz, który wraca po kontuzji, był realnie rozpatrywany także przez Inter, ale ostatecznie zyskała go ekipa z Mediolanu.
Na taki powrót Milan czekał niemal cały miesiąc. Adrien Rabiot, ulubieniec Massimiliano Allegriego, dołącza ponownie do składu tuż przed pierwszym w sezonie derbowym starciem z Interem Mediolan. Mecz, który może nadać ton całej rundzie, zyskuje dodatkowego bohatera – a przecież losy Francuza mogły potoczyć się zupełnie inaczej.
Rabiot, pomocnik mogący odmienić środek pola, wraca po kontuzji łydki, odniesionej podczas meczu Francja–Azerbejdżan. Nie próżnował w trakcie absencji – treningi indywidualne i pełny reżim rehabilitacyjny sprawił, że był gotowy szybciej, niż wielu się spodziewało. Zawodnik przez ostatnie dwa tygodnie pracował na pełnych obrotach, nawet podczas pauzy kolegów z zespołu. Do ostatniego gwizdka nie zagrał ani minuty, rezygnując z udziału w sparingu z Virtus Entella, by dopiąć swoje przygotowania na ostatni guzik.
Liczby jasno pokazują, jak bardzo Milan potrzebuje Francuza – w czterech pierwszych spotkaniach, gdy był zdrowy i grał w podstawowym składzie przeciwko Bologni, Udinese, Napoli oraz Juventusowi, zespół zgarnął 10 z 12 możliwych punktów. Przy tym aż trzykrotnie Mike Maignan zachowywał czyste konto, a defensywa straciła tylko jedną bramkę – po rzucie karnym wykonanym przez De Bruyne'a. Od jego nieobecności Milan dostał wyraźnej zadyszki –
- Pięć kolejnych meczów bez Rabiota,
- średnia punktów spada z 2,6 do 1,8 na spotkanie,
- tylko jedno czyste konto (z Romą),
- aż sześć bramek straconych w czterech pozostałych starciach.
Brak kontroli w centrum boiska, niestabilna gra defensywy – to wszystko zaczęło się nasilać z każdą kolejką. Jakby powiedział ktoś z klubu: drużyna bez Rabiota po prostu traci równowagę między atakiem a obroną.
Rabiot teraz stanowi dla Milanu zastrzyk siły w sam raz na derby. Trener ma jeszcze wątpliwości: postawić Francuza od pierwszej minuty, czy – po długiej przerwie – wprowadzić go na boisko z ławki? W tle tej dyspozycyjności rysuje się historia transferowa, która wcale nie była przesądzona na korzyść Rossonerich.
W końcówce sierpnia, gdy zawodnik rozstał się już definitywnie z Olympique Marsylia, był szeroko polecany nie tylko Milanowi, ale także Interowi. Szansa pozyskania go za kwotę sięgającą 10 mln euro (wliczając bonusy) wydawała się kusząca. Jednak, jak podano, ograniczenia finansowe narzucone przez fundusz Oaktree sprawiły, że działacze Nerazzurrich skupili się na młodszych i tańszych piłkarzach (finalnie postawili na Dioufa). Mało brakowało, a to właśnie Inter miałby dziś tego środkowego pomocnika, podobnie zresztą jak w 2017 roku, gdy klub z Via della Liberazione na chwilę myślał o przejęciu go z PSG. Żadna z tych prób nie doczekała się jednak realizacji – a Milan, w przeciwieństwie do lokalnego rywala, wykorzystał okazję.