Górnik Zabrze po 38 latach sięga po Puchar Polski. Raków bez szans – StolicaSportu.pl

Górnik Zabrze zdobywcą Pucharu Polski

Michal Gasparik
Domyślna grafika
Maro
2 maja 2026 18:07
3 minuty czytania

Roberto Massimo w końcu doczekał się swojego momentu – jego gol otworzył drogę Górnikowi Zabrze do historycznego triumfu na PGE Narodowym. Zabrzanie po 38 latach przerwy sięgnęli po Puchar Polski, pokonując Raków Częstochowa 2:0. Mimo że mecz nie rozgrzał trybun piłkarskimi fajerwerkami, finał zapamiętają kibice obu drużyn na długo. Spotkanie zwieńczył efektowny występ Maksyma Chłania i symboliczny udział Lukasa Podolskiego, dla którego trofeum może być zwieńczeniem pięcioletniej przygody w klubie.

Od pierwszego gwizdka to Górnik Zabrze narzucił warunki gry, podczas gdy Raków Częstochowa sprawiał wrażenie zespołu, który odkłada ofensywne atuty na później. Emocje na Stadionie Narodowym początkowo nie porywały – rywalizacja miała raczej majówkowy klimat, a obie ekipy długo nie potrafiły się rozpędzić.

Do klarownych sytuacji dochodzili sporadycznie – Marcela Łubika próbował zaskoczyć Jonatan Braut Brunes, jednak bez efektu. Drugą stroną boiska próbował odpowiedzieć Patrik Hellebrand, lecz tu również zabrakło precyzji. Gdy pojawiło się nieco więcej dynamiki, to właśnie Roberto Massimo wyróżniał się energią na skrzydle. Każda groźniejsza akcja Górnika zaczynała się od rajdu byłego zawodnika Stuttgartu, choć długimi fragmentami jego dogrania nie przynosiły jeszcze efektu.

W końcu jednak Massimo dopiął swego. Po stałym fragmencie gry, dośrodkowaniu Erika Janzy z rzutu rożnego, dynamicznie znalazł się przy pierwszym słupku i precyzyjnym strzałem głową pokonał bramkarza Rakowa, otwierając wynik meczu. Zawodnicy z Częstochowy, dotąd znani z żelaznej defensywy, zupełnie się pogubili, a błąd kosztował ich utratę gola.

Na ławce Rakowa zareagował Lukas Podolski, symbolicznie pokazywał kolegom, że na świętowanie jest jeszcze za wcześnie. Massimo czekał jednak na ten moment bardzo długo. Po kłopotach zdrowotnych i rzadkich występach w tym sezonie, właśnie w finale Pucharu Polski znalazł klucz do bramki rywali.

Zabrzanie złapali wiatr w żagle. Jeszcze przed przerwą Sondre Liseth miał szansę podwyższyć prowadzenie, ale zabrakło mu siły w strzale. Po zmianie stron Liseth znów stanął przed okazją, lecz przeciągał zbyt długo moment strzału, pozwalając obrońcom Rakowa na interwencję.

Drugie trafienie przyszło jednak po dość chaotycznej sytuacji w polu karnym Rakowa. Bramkarz Oliwier Zych nie dogadał się z linią obrony, piłka trafiła do Maksyma Chłania i on technicznym uderzeniem przy słupku ustalił wynik na 2:0. Od tego momentu Raków rzucił wszystko na jedną szalę, długo nie schodził z połowy Górnika, ale defensywa zabrzan nie pękała – Marcela Łubika zdołał nawet powstrzymać Brunesa, choć okazało się, że i tak był spalony.

Ostatnie minuty upłynęły pod znakiem walki o utrzymanie korzystnego wyniku przez Górnika. Raków kończył mecz w osłabieniu – Jonatan Braut Brunes obejrzał czerwoną kartkę. Na murawie pojawił się jeszcze Lukas Podolski, kapitan zabrzan. Podolski, dla którego był to piąty sezon w klubie, jako pierwszy podniósł z drużyną wyczekiwany od 38 lat Puchar Polski.

Górnik Zabrze - Raków Częstochowa 2:0 (1:0)
1:0 Roberto Massimo 32
2:0 Maksym Chłań 65

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie