Kalvin Phillips wypchnięty z Manchesteru City. Dwa kluby chętne na transfer
Kalvin Phillips – do niedawna solidny środkowy Leeds United, dziś już wyraźnie niechciany na Etihad Stadium. Manchester City, rozczarowany brakiem postępów piłkarza, daje mu zielone światło do odejścia. Zainteresowani już ustawili się w kolejce – w tym Wolverhampton i Burnley. Wszystko rozgrywa się tuż przed zamknięciem zimowego okna transferowego, a sytuacja Anglika budzi emocje, bo to jeden z kosztowniejszych nabytków ostatnich lat w klubie.
Manchester City żegna się z Kalvinem Phillipsem bez żalu. Piłkarz, który miał wnieść nową jakość do środka pola 'Obywateli', coraz szybciej pakuje walizki – i trudno się dziwić, patrząc na liczby.
Kiedy Anglik dołączał do Manchesteru City po dobrym okresie w Leeds United, działacze nie szczędzili na niego środków – aż 50 milionów euro poszło na stół. Od tego czasu minęły już ponad trzy lata, a Phillips na Etihad rozegrał zaledwie 32 mecze, notując przy tym tylko jedną asystę. Kto by się spodziewał takiego zwrotu po zawodniku, którego nazwisko w Premier League wciąż jeszcze kilka sezonów temu robiło furorę?
Obecny sezon to już totalny zjazd. W trykocie City Phillips pojawił się na boisku właściwie symbolicznie – siedem minut w Pucharze Ligi Angielskiej, i to na tle trzecioligowego Huddersfield Town. Pep Guardiola jasno dał do zrozumienia, że możliwości Anglika absolutnie nie mieszczą się w jego planach na resztę rozgrywek.
Jak podaje Pete O'Rourke, sytuację natychmiast wyczuły ekipy szukające wzmocnienia w środku pola. Wolverhampton Wanderers i Burnley podjęły rękawicę, nie oglądając się na medialne prześmiewki o 'niewypale transferowym'. Ciekawostka – oba zespoły znajdują się na samym dole tabeli Premier League. I właśnie tam widzą dla siebie szansę na reaktywację Phillipsa.
Patrząc na to, jak niewiele Anglik miał do powiedzenia w Manchesterze, trudno uwierzyć, że może grymasić na ofertę z ekip walczących o utrzymanie. Najwyraźniej, jak to czasem bywa w futbolu, czas wrócić do punktu wyjścia i odżyć w nowych barwach – może nawet na przekór starym szefom z Etihad.