Kalvin Phillips z Manchesteru City na ratunek w Sheffield United
Jeszcze niedawno Kalvin Phillips uchodził za kluczowego pomocnika reprezentacji Anglii, dziś natomiast stanął na krawędzi piłkarskiego niebytu. Po nieudanym transferze do Manchesteru City i widmie całkowitej absencji w składzie, Anglik szuka ratunku w Sheffield United, wypożyczony bez możliwości wykupu. Jego ostatni występ w błękitnej koszulce trwał ledwie osiem minut i wygląda na to, że los przygotował dla niego kolejny piłkarski egzamin – tym razem w Championship.
Jeszcze kilka lat temu Kalvin Phillips był ulubieńcem angielskich kibiców, środkowym pomocnikiem, którego nazwisko wykrzykiwały trybuny na Wembley. Jednak od transferu z Leeds United do Manchesteru City w 2022 roku jego kariera przeszła totalny zwrot – i to bynajmniej nie na korzyść.
U Pepa Guardioli Anglik miał być solidnym zapleczem dla środka pola, ale rzeczywistość napisała całkiem inny scenariusz. Trener „Obywateli” najzwyczajniej w świecie nie cenił potencjału Phillipsa i rzadko korzystał z jego usług. Świeżo upieczony gracz Manchesteru City szybko zapadł się w ławce rezerwowych i nie potrafił już wrócić na szczyt.
20/21 sezonów później sprowadzono go z powrotem na murawę, ale były to zaledwie epizody. Najpierw półroczny pobyt w West Hamie United, potem wypożyczenie do Ipswich Town – oba niezbyt udane. Phillips nie przypominał już siebie z czasów „Pawi”, kiedy był podporą środka pola i zapracował na miano „profesora” w Championship.
Tego sezonu praktycznie nie istnieje w oczach Guardioli – tylko jedno wejście na boisko, ledwie osiem minut w meczu EFL Cup przeciwko Huddersfield we wrześniu. Ostatnie miesiące to brak nawet obecności w kadrze meczowej.
Jak donosi Fabrizio Romano, Phillips rzutem na taśmę chwyta się nadziei – resztę rozgrywek spędzi na wypożyczeniu w Sheffield United na poziomie Championship. Transfer nie zakłada żadnej opcji wykupu.
Status formy Phillipsa to obecnie wielka tajemnica. Nawet na drugim poziomie rozgrywkowym Anglii może być mu ciężko odzyskać dawny błysk. I choć zaplecze Premier League nieraz dało drugą szansę zapomnianym gwiazdom, tutaj można odnieść wrażenie, że dla Anglika to naprawdę ostatni dzwonek przed całkowitym zniknięciem z piłkarskiego radaru.