Chicago Fire odpadło z Leagues Cup. Monterrey wygrało po golu w końcówce
Przygoda Chicago Fire w Leagues Cup zakończyła się na etapie ćwierćfinału, choć drużyna Roberta Lewandowskiego wcześniej pokonała aż trzy meksykańskie zespoły, w tym mistrza Meksyku Cruz Azul. Decydujący cios zadał Orbelín Pineda spektakularnym trafieniem w końcówce spotkania.
Chicago Fire odpadło z Leagues Cup po porażce 1:2 z meksykańskim CF Monterrey w ćwierćfinale rozgrywanym na SeatGeek Stadium w Bridgeview. Mecz rozstrzygnął Orbelín Pineda, który w końcówce popisał się fenomenalnym strzałem, dającym Rayados awans do półfinału i szansę na kwalifikację do CONCACAF Champions Cup.
Szczególny smak tej porażce nadaje obecność Hugo Cuypersa w szeregach Monterrey. Belgijski napastnik poprosił o odejście z Chicago Fire zaledwie miesiąc temu, tuż po tym, jak klub sprowadził Roberta Lewandowskiego. Na SeatGeek Stadium stanął więc po drugiej stronie barykady.
Trudno jednak mówić o nieudanym turnieju w wykonaniu Fire. Drużyna z Illinois imponowała w fazie grupowej, pewnie pokonując Necaxę 2:0, a następnie odwracając losy meczu z Santos Laguną i wygrywając 3:1. Prawdziwą sensacją było jednak zwycięstwo nad mistrzem Meksyku Cruz Azul 2:1, w którym bohaterem został południowoafrykański skrzydłowy Puso Dithejane, strzelając dwa gole.
To były pierwsze oficjalne zwycięstwa Chicago Fire nad meksykańską drużyną od 16 lat. Ostatni raz Fire pokonał rywala spoza MLS w 2010 roku, gdy wygrał z Pumas w rozgrywkach SuperLiga. Sam ćwierćfinał na arenie kontynentalnej był pierwszym od 2004 roku.
Turniej dał też sztabowi szkoleniowemu czas na wkomponowanie Lewandowskiego w zespół. Polak grał jako jedyny napastnik w ustawieniu 4-3-3, które jednocześnie pozwoliło rozkwitnąć pomocnikom Djé D'Avillowi, Antonowi Salétrosowi i Sergio Oregelowi Jr. Cała trójka pokazała się z bardzo dobrej strony w fazie grupowej.
Teraz Fire wracają do rozgrywek MLS. Już w sobotę czeka ich wyjazd do przeżywającego trudności Seattle Sounders na Lumen Field. Po eliminacji z Leagues Cup liga pozostaje jedyną areną rywalizacji Chicago do końca sezonu.