Siemieniec bez ogródek. Jasny powód porażki Jagiellonii z Fiorentiną
Już po przerwie stało się jasne, kto rządził na boisku w Białymstoku – Fiorentina pokazała, że braki kadrowe nie mają dla niej większego znaczenia. Jagiellonia, choć w pierwszej połowie trzymała poziom, została srogo wypunktowana po stałych fragmentach. Adrian Siemieniec bez zbędnych wymówek uznał, że różnica w piłkarskiej jakości przesądziła o losach spotkania, a jego zespół nie potrafił zamienić kontroli w realne zagrożenie pod bramką rywali.
Jagiellonia Białystok weszła w starcie z Fiorentiną z nadzieją na niespodziankę, szczególnie że rywale zjawili się w Polsce lekko osłabieni – na murawie zabrakło choćby Moise Keana czy Davida De Gei. Tyle tylko, że włoska drużyna błyskawicznie rozwiała wszelkie złudzenia kibiców z Podlasia.
Przez pierwsze 45 minut białostoczanie utrzymywali remis i, jakby nie patrzeć, nie dopuszczali Fiorentiny do klarownych okazji. Bramkarz Sławomir Abramowicz też miał swoje pięć minut, ratując zespół w końcówce tej części gry. Jednak po zmianie stron defensywa gospodarzy pękła, a goście z Florencji bezlitośnie to wykorzystali. Trzy gole, wszystkie po stałych fragmentach – Jagiellonia została odprawiona bez choćby jednej bramki, a Fiorentina z solidną zaliczką wróciła do siebie.
Adrian Siemieniec po ostatnim gwizdku nie był skłonny szukać tanich wymówek. Sam przyznał, że jego drużyna trafiła na ekipę wyżej notowaną piłkarsko, która bezlitośnie wypunktowała każdy błąd.
Dla narracji może dobrze by było, żebym mówił, że to był dobry mecz, popełniliśmy błędy, które rywal swoją jakością wykorzystał. Wiedzieliśmy, z kim gramy i znając moją drużynę, wiem, że stać nas na lepszą grę niż dzisiaj. Pierwsze 45 minut – duża kontrola z posiadaniem piłki, przeciwnik praktycznie bez zagrożenia, poza jedną sytuacją na koniec, wybronioną przez Abramowicza. To był taki mecz, gdy mieliśmy kontrolę, ale brakowało czegoś, co się dzieje w polu i pod polem karnym. Tworzyliśmy za mało zagrożenia. Nie przełożyliśmy posiadania i kontroli na sytuacje bramkowe. Włosi byli cierpliwi, wypunktowali nas jak na ringu trzema stałymi fragmentami. Fiorentina była jak wytrawny bokser, jakością indywidualną wykorzystała swoje momenty i wycisnęła maksa z tego meczu pod względem wyniku. Gratuluję im tego