Vinicius Junior znowu wygwizdany przez kibiców Realu
Zdumiewające sceny na Santiago Bernabeu – Vinicius Junior, mimo że zaliczył jeden z najlepszych występów w ostatnich tygodniach, opuszczał murawę przy gwizdach własnych kibiców. Brazylijczyk, który nie zdobył bramki ani nie asystował w wygranym 5:1 meczu z Betisem, ponownie spotkał się z dezaprobatą trybun Realu Madryt. W jego oczach było wyłącznie zdziwienie – zwłaszcza że jeszcze niedawno miał wsparcie publiczności. Podkreślony konflikt między skrzydłowym a fanami, kolejne spotkanie bez gola i temat wciąż nierozstrzygniętej umowy – wszystko wskazuje na narastający kryzys.
Vinicius Junior rozpoczyna nowy rok w taki sam sposób, jak skończył poprzedni: przy dźwiękach gwizdów na Santiago Bernabeu. Mimo że Real Madryt rozgromił Betis aż 5:1, to właśnie skrzydłowy drużyny królewskich ściągnął na siebie największą falę dezaprobaty ze strony własnych kibiców. Po zejściu z boiska w 77. minucie był wyraźnie skonsternowany reakcją trybun. Po raz kolejny – tym razem po meczu z Betisem, a wcześniej przeciwko Sevilli – brazylijski zawodnik poczuł, jak bardzo może być osamotniony w madryckim koloseum.
Publiczność na Bernabeu wyraźnie pokazuje, że obecnie Vinicius nie może liczyć na jej wsparcie. Choć w meczu z Sevillą nie zachwycił, tym razem przeciwko Betisowi był wręcz motorem napędowym akcji ofensywnych Realu. Skrzydłowy miał 51 kontaktów z piłką, a na lewym skrzydle niemal nieustannie szarpał i rozrywał defensywę gości. Zaliczył aż pięć udanych dryblingów na osiem prób – bardzo solidne 62%. Swoją energią co chwila rozmontowywał strukturę obronną Betisu, nieustannie napędzając ataki, a przy tym otwierając przestrzeń szczególnie Jude'owi Bellinghamowi.
Precyzja podań Viniciusa także imponowała – 27 celnych z 33 (82%), a nawet w tercji ataku utrzymał skuteczność 81%. Płynnie wplatał się w kombinacyjną grę, nie szukając jedynie solowych wejść. W defensywie także się nie ograniczał – wygrał 53% pojedynków na ziemi i dwukrotnie odzyskiwał piłkę po stratach, mocno angażując się w pressing od razu po utracie futbolówki.
Angel Ortiz z Betisu długo nie zapomni tej nocnej męczarni na swoim skrzydle. Już w 19. minucie Vinicius wywalczył rzut wolny po faulu na skraju pola karnego – sfaulowany przez obrońcę Betisu, sprowokował przy okazji żółtą kartkę i pośrednio przyczynił się do otwarcia wyniku przez Gonzala. Kilka minut wcześniej, już w 6. minucie, Vinicius również został powalony w polu karnym przez Ortiza, lecz sędzia Alejandro Hernandez Hernandez oraz obsługa VAR nie dopatrzyli się przewinienia, ku zdziwieniu zawodników, kibiców i trenera Xabiego Alonso.
Po meczu trener Realu nie miał jednak wątpliwości, kto był jednym z najlepszych aktorów widowiska. Xabi Alonso na konferencji wyraził jednoznaczne poparcie dla swojego podopiecznego, mówiąc jasno: „Vinicius miał ogromny wkład w ten mecz, wypracował kartkę, notorycznie szarpał skrzydłem i był przez cały czas groźny. Jestem zadowolony z jego gry. W Superpucharze będzie kluczowy.”
Zapytany, czy powinni wzywać kibiców do zaprzestania gwizdów, szkoleniowiec dodał: „Zdajemy sobie sprawę z presji i oczekiwań, ale Vinicius to zawodnik dojrzały, a my liczymy na niego także w najtrudniejszych momentach. Jego rola w Realu Madryt pozostaje niepodważalna – Bernabeu w końcu znów będzie mu kibicować.”
Kryzys między skrzydłowym a trybunami trwa. Trudno się dziwić, skoro to już 15. mecz – dokładnie 1191 minut – bez gola na koncie Viniciusa, a temat jego przedłużenia kontraktu na razie nie schodzi z agendy. Sprawa coraz bardziej dzieli madrycką publiczność.