Florentino Perez pod ścianą. Real Madryt potrzebuje transferu już w styczniu
Brak wizji w środku pola – taki obraz Realu Madryt rysuje się po ostatnich miesiącach. Choć indywidualności często wystarczają, by pokonać słabszych rywali, to kiedy przychodzi do poważnych spraw, brakuje kogoś, kto mógłby pociągnąć zespół do przodu. Właśnie to zmartwienie wraca jak bumerang i coraz mocniej dobija się do drzwi Florentino Pereza.
Wielkie nazwisko, legendarne sukcesy, ale… coraz trudniej nie zauważyć chaosu w środku pola Realu Madryt. Od początku sezonu powtarza się stara bajka – Królewscy potrafią ograć słabszych rywali siłą indywidualności, lecz gdy trzeba zdominować mecz na poważniejszym poziomie, raz po raz wychodzą stare braki. Mecze z Rayo Vallecano jeszcze mocniej obnażyły ten problem. Grający odważniej przeciwnicy przestali mieć wobec Realu kompleksy. Wystarczyło podnieść linie, pressować wyżej, żeby stara maszyna się zacięła. Ani klarownych okazji, ani groźnych strzałów – to już przestało być przypadkiem.
Nie jest tajemnicą, że Królewscy znów wyglądają na ekipę bez steru. Odpowiedzialność za budowanie akcji spada na barki wybrańców, których brakuje – brakuje lidera-reżysera, który nada kierunek, odciąży defensywę i otworzy drogę napastnikom. Takiego piłkarza nie sprowadzono latem. Część kibiców liczyła, że zmiana szkoleniowca i inny układ taktyczny dadzą lepsze efekty, ale rzeczywistość zweryfikowała te oczekiwania.
Nawet w starciu z Rayo Vallecano (gdzie przecież faworytem byli Los Blancos), zabrakło choćby jednej klarownej groźby pod bramką rywala. Ceballos, który dostał swoją szansę, był chyba jedynym, który coś ożywił. Po jego wejściu gra środka pola nabrała nieco sensu, pojawiły się próby rozgrywania i lepsze przejście z obrony do ataku. Wydaje się, że to najprostsze, najbliższe rozwiązanie dla szkoleniowca, ale czy wystarczające na ligę i Europę?
Problem wyraźnie dostrzegają także decydenci w Valdebebas. Zdają sobie sprawę, że jeśli nie udało się znaleźć topowego rozgrywającego latem, trzeba szukać alternatywy choćby tymczasowej. Ale wydanie fortuny w styczniu to scenariusz, którzy rzadko bywa efektywny – Real nie lubi sięgać po drogie zimowe transfery, jeszcze rzadziej daje pole do popisu wychowankom. Przykład Gonzalo, króla strzelców ostatnich Klubowych Mistrzostw Świata, mówi sam za siebie – nawet jeśli młody „wbija drzwi” do pierwszej drużyny, nie znaczy to automatycznie, że dostanie szansę. A gdy zespół pilnie potrzebuje napastnika i środka pola...
Florentino Perez staje dziś przed dylematem – czy kolejny słabszy sezon będzie jeszcze usprawiedliwiony, czy jednak presja kibiców i zarządu wymusi zdecydowane ruchy? Głos decydujący należy do niego, bo to właśnie on odpowiada za kształt kadry, a z każdą kolejką coraz wyraźniej widać, że obecny projekt nie funkcjonuje tak, jak oczekiwano.