Patryk Sikora wrócił do Ruchu Chorzów po 870 dniach przerwy
„Wróciłem do tego, co kocham robić” – przyznał Patryk Sikora, który po ponad 870 dniach przerwy wszedł znów na ligowe boisko w barwach Ruchu Chorzów. Jego powrót to nie tylko sportowa historia, ale też opowieść o uporze, walce z przeciwnościami i niełatwych emocjach. Dla 26-letniego pomocnika poniedziałkowy występ miał znacznie większą wagę niż zdobyte trzy punkty.
Patryk Sikora musiał czekać aż osiemset siedemdziesiąt dni, by znów założyć niebieską koszulkę Ruchu i wystąpić w meczu ligowym. W poniedziałek, w spotkaniu z Unią Skierniewice, pojawił się na murawie w 85. minucie, czym przypieczętował swój długo wyczekiwany powrót po ponad dwuletniej walce z kontuzjami. Dla pomocnika z Chorzowa to nie był zwykły mecz – to była osobista wygrana, o której marzył przez cały okres rekonwalescencji.
Sikora szczerze przyznał w rozmowie z Goal.pl, że powrót na boisko przyniósł mu ulgę i spokój. Jak sam powiedział: „Wróciłem do tego, co kocham robić. Dążyłem do tego celu bardzo długo. Ponad dwa lata i wreszcie to wyjście na boisko miało miejsce. Towarzyszą mi spokój i ulga” – zdradził, nie ukrywając, że powrót do trenowania był dla niego żmudną przeprawą.
W piłce nożnej dwa lata to niemal wieczność. Przez ten czas zmieniają się składy, realia, hierarchie – a Sikora przez ten czas musiał skupiać się wyłącznie na walce o zdrowie. Otwarcie mówi, że wielu mogłoby się poddać: „Nie będę ukrywał, to nie był łatwy czas dla mnie. Myślę, że niejeden mógłby machnąć ręką i już podziękować” – zapewniał, podkreślając, jaką cenę przyszło mu zapłacić za marzenie o powrocie.
Powrót ważniejszy niż ligowe punkty
Kibice z czasem zaczynali wątpić, czy jeszcze zobaczą Sikorę na boisku, ale dla 26-latka liczyła się tylko systematyczna praca poza światłami. Opinie z zewnątrz starał się ignorować, bo – jak sam przyznał – „opinia ludzi, którzy nie są mi bliscy, nie jest dla mnie istotna”. Właśnie wejściem na murawę udowodnił, że jest w stanie pokonać wszelkie trudności.
Po przekroczeniu granicy na powrót do pierwszego zespołu Sikora wie, że rehabilitacja nie kończy się wraz z jednym występem. Organizm potrzebuje jeszcze czasu, by przyzwyczaić się do ligowych obciążeń. Sam zawodnik zaznacza, że nie jest miłośnikiem sztucznej nawierzchni – ale jeśli będzie mógł pomóc drużynie, „jest na ten mecz” bez oglądania się na okoliczności. To ważny sygnał w kontekście zbliżającego się spotkania derbowego z Polonią Bytom.
W Ruchu zachodziły w ostatnich miesiącach poważne zmiany. Nowi gracze, inna szatnia, trener układa drużynę niemal od zera. Sikora zamiast wybiegów w przyszłość, skupia się na najbliższych zadaniach i podkreśla, że chce pomagać zespołowi tu i teraz.
Kapitan, ale na razie bez opaski
W mediach pojawiły się pytania o opaskę kapitańską. Sikora kiedyś pełnił tę funkcję, ale w meczu z Unią zagrał już bez niej. Nie przywiązuje do tego większej wagi, podkreślając, że „w ferworze walki i meczu to w ogóle o tym nie myślałem”. Zmiany w drużynie, nowe twarze i odejścia starych znajomych nie były dla niego poważną barierą; zna zespół na tyle, że swobodnie wrócił do szatni. – „Wiadomo, że dużo się zmieniło. W każdym razie byłem w szatni i trenowałem z drużyną. Wszystkich znam, więc tutaj nie ma najmniejszego problemu” – wyjaśniał Sikora.
Nowych kolegów ocenia jako zawodników „prezentujących niezłą jakość”, podkreślając, że dobrze zostali przyjęci przez drużynę. Na koniec dodał, że żółto-niebieska tożsamość wciąż jest silna w klubie, a piłkarze z regionu trzymają się razem.
Już w sobotę o 15:30 Ruch Chorzów zmierzy się z Podbeskidziem Bielsko-Biała w kolejnym meczu Betclic 1. Ligi. Dla Patryka Sikory najważniejsze, by dalej robić swoje i nie spuszczać z tonu.