Janusz Niedźwiedź: Chcę, żeby Miedź wróciła do Ekstraklasy
– Czujemy niedosyt po zeszłym sezonie – mówi Janusz Niedźwiedź. Trener Miedzi Legnica nie ukrywa, że jego zespół chce w obecnych rozgrywkach zrobić kolejny krok. W rozmowie poruszyliśmy między innymi temat dobrego początku, zmian w systemie gry, letnich transferów oraz ewentualnych kolejnych ruchów kadrowych.
Zacznijmy od podsumowania Pańskiego pierwszego roku w Miedzi. Jak Pan ocenia ten czas?
— Gdy przychodziłem, zespół był po trzech meczach – bez zwycięstwa i bez punktu. Słabszy okres z wieloma porażkami zaczął się już parę miesięcy wcześniej.
W zeszłym sezonie, po pięciu pierwszych meczach mieliśmy jeden punkt i 15 straconych bramek. Dzisiaj, po sześciu spotkaniach, mamy 13 oczek i trzy stracone gole. Progres jest wyraźny.
Jesienią ub.r. punktowaliśmy bardzo dobrze. Z ostatniego miejsca przesuwaliśmy się w górę, żeby doskoczyć do miejsc barażowych. W tabeli panował duży ścisk. Wiosną mieliśmy dobre momenty, ale było też kilka gorszych. W paru meczach wypuściliśmy z rąk punkty, jak u siebie z Polonią Bytom czy z Górnikiem Łęczna, których nie mieliśmy prawa wypuścić. W ostatnich czterech kolejkach zdobyliśmy 9 punktów i byliśmy naprawdę blisko baraży. Zabrakło niewiele i stąd niedosyt.
Myślę, że całościowo wykonaliśmy z zespołem dużo dobrej pracy. Zaczynaliśmy w głębokim kryzysie, wyszliśmy z niego szybko, budowaliśmy miesiącami naszą tożsamość, a teraz potrzeba kontynuacji, stabilizacji projektu i dalszego rozwoju.
Jeśli chodzi o zmiany przed nowym sezonem, to były one nie tylko personalne, ale też w ostatnim czasie zmieniliśmy system gry. Ten proces trwa od momentu, gdy dołączyłem do Miedzi. Cały czas wprowadzamy mniejsze lub większe zmiany i pracujemy nad tym, żebyśmy byli jeszcze bardziej powtarzalni i skuteczni. W futbolu chodzi o to, żeby wygrywać mecze i być skutecznym. Do tego dążymy każdego dnia.
Co dobrze funkcjonowało w poprzednim sezonie i co będziecie chcieli kontynuować?
— Myślę, że w wielu elementach zrobiliśmy progres, ale największe różnice w naszej grze widać w defensywie. W pierwszych pięciu meczach zeszłego sezonu zespół stracił 15 bramek. Przy takiej liczbie straconych goli priorytetem było ulepszenie działań w obronie. Myślę, że nasze działania weszły na inny poziom — jeśli chodzi o obronę pola karnego czy obronę niską, kompaktowość. Zrobiliśmy kilka kroków do przodu, ale to nie koniec i nadal chcemy tę pracę kontynuować.
Jesteście na pierwszym miejscu w pierwszej lidze. To dobry start. Czy w klubie celujecie już stricte w awans do Ekstraklasy, czy podchodzicie do tego spokojnie?
— Przede wszystkim chcieliśmy dobrze zacząć, zdecydowanie lepiej niż w zeszłym sezonie. Cały czas chcemy wygrywać i wyciskać w każdym meczu maksimum. Dzisiaj nie uważam, że bycie liderem po szóstej czy siódmej kolejce ma wielkie znaczenie. To pokazuje, że idziemy we właściwym kierunku, ale na dziś różnice są niewielkie i nadal trzeba punktować, bo konkurencja goni. Musimy być gotowi i głodni kolejnych zwycięstw. Kluczowe są regularność i serie.
Latem przeprowadziliście trochę mocnych ruchów. Pozyskaliście piłkarzy z 1. Ligi, czyli Gustafa Norlina z ŁKS-u, a także Igora Korczakowskiego czy Karola Noiszewskiego z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Czy jeszcze będziecie chcieli coś zrobić na finiszu okna?
— Przede wszystkim dajmy czas wszystkim zawodnikom, którzy do nas dołączyli. Czasem jest tak, że ktoś potrzebuje go więcej, żeby pokazać pełnię swoich umiejętności, czasem ten proces postępuje szybciej. Chcieliśmy pozyskać piłkarzy, którzy znają już tę ligę, wiedzą, z czym się ona wiąże, a przede wszystkim są jakościowi i mogą nas wzmocnić pod względem piłkarskim.
Celowaliśmy też w zawodników w dobrym wieku, który pozwala na dalszy rozwój. Jak widać, nasza kadra zdecydowanie się zmieniła również pod względem wieku. Chcieliśmy ludzi, którzy mają swoje ambicje, którzy rzeczywiście chcą grać w Miedzi, a także walczyć o coś więcej niż tylko występy w Betclic 1. Lidze. Chodziło o zawodników, którzy po latach spędzonych na poziomie pierwszoligowym, chcą trafić do PKO BP Ekstraklasy albo do niej wrócić, tak jak w przypadku Myro Mazura.
Kogoś by Pan jeszcze potrzebował?
— W ostatnich tygodniach zmieniliśmy system gry, a wraz z tym zmieniły się również pozycje niektórych zawodników. Teraz gramy systemem czwórkowym, który daje możliwość gry trzema środkowymi pomocnikami, a wcześniej graliśmy dwoma. Możemy grać dwoma napastnikami, a wcześniej był jeden. Ponadto gramy teraz klasycznymi skrzydłowymi, a to zmienia optykę na sytuację kadrową.
Igor Korczakowski jest zawodnikiem z potencjałem. Pokazał się z dobrej strony w tej lidze. Niedawno grał przeciwko nam i zrobił dobre wrażenie. Wiele rzeczy złożyło się więc na to, że został przez nas pozyskany.
Do końca okna jest jeszcze kilka dni. Jesteśmy otwarci na jeszcze jeden ruch, aby w nowym ustawieniu mieć więcej rywalizacji na pozycjach.
Trwają obecnie jakieś rozmowy transferowe? Ktoś jest może bliżej Miedzi? Czy coś rzeczywiście może się niebawem wydarzyć?
— Transfery lubią ciszę i wszyscy o tym dokładnie wiemy. Rozmawiamy w klubie, patrzymy, jacy piłkarze są dostępni na rynku i jeśli będzie odpowiedni kandydat, to dokonamy wzmocnienia.
Rozmawiacie z kimś z Ekstraklasy, 1. Ligi, 2. Ligi czy z zagranicy?
— Można zawodnika znaleźć w Betclic 1. Lidze, jak i w PKO BP Ekstraklasie. Ale przede wszystkim patrzymy na jakość i na to, czy pasuje do naszego DNA.
Trochę zawodników Was opuściło. Czy z tego grona chcieliście kogoś zatrzymać?
— Wszystkie ruchy i decyzje były wcześniej przemyślane i zaplanowane. Niektóre z nich oczywiście były trudne i być może dla kogoś kontrowersyjne, natomiast dla mnie i dla ludzi w klubie były zgodne z tym, co wcześniej ustalaliśmy i czego chcieliśmy w ten sposób dokonać.
A jest obecnie na rynku jakiś zawodnik, którego bardzo Pan ceni i chciałby mieć w zespole, ale na ten moment jest to trudne do zrealizowania, czy to ze względów finansowych, czy z jakiegoś innego powodu?
— Przede wszystkim skupiam się na moich piłkarzach i na tym, żeby pracować z tą grupą, którą mam do dyspozycji.
Jestem zadowolony z obecnej kadry i poza tym, że może dołączyć do nas jeszcze jeden piłkarz, to w takim kształcie będziemy funkcjonować do grudnia.
A ktoś może Was jeszcze opuścić na finiszu okna?
— Okienko trwa do 9 września, więc oczywiście, jak to w futbolu, zawsze coś może się wydarzyć. Ktoś może być niezadowolony ze swojej pozycji w zespole i chcieć grać więcej.
W momencie, w którym rozmawiamy, nie mamy w planach żadnych odejść.
Odkąd objął Pan Miedź, miał Pan jakieś propozycje — mniej lub bardziej konkretne — z innych klubów?
— Moje myśli, działania — wszystko u mnie jest skupione na jednym: żeby Miedź funkcjonowała jak najlepiej i na tym koncentruję całą energię.
Wracając do pytania, nie było konkretnych działań skierowanych w moją stronę, a przynajmniej nic do mnie nie dotarło od mojego agenta Piotra.
A zanim przejął Pan Miedź, były jeszcze jakieś inne opcje poza Legnicą?
— Po pobycie w Stali Mielec chciałem do września poświęcić czas na reset, rodzinę. Od 11 lat jestem praktycznie cały czas w tym zawodzie, więc miał to być taki krótki moment, żeby złapać dystans. Na początku sierpnia zadzwonił jednak dyrektor Marek Ubych, później spotkałem się z właścicielem Andrzejem Dadełło i po tym spotkaniu uznałem, że Miedź to miejsce i projekt, do którego dobrze będzie dołączyć.
Na razie jest Pan w pierwszej lidze, wcześniej prowadził Pan trzy kluby w Ekstraklasie — Stal, Ruch i Widzew. Były różne momenty: z Widzewem awansował Pan do Ekstraklasy, z Ruchem spadł z Ekstraklasy do pierwszej ligi. Tych doświadczeń było więc sporo. Jakie największe lekcje wyciągnął Pan z pracy w tych klubach?
— Z każdej pracy można coś wyciągnąć dla siebie, jeśli dociekasz, chcesz się rozwijać i analizujesz swoją pracę. Ja chcę stawać się lepszym, chcę być skuteczny. Pracujemy z ludźmi — zarówno jeśli chodzi o zarządzających klubem, jak i piłkarzy. W każdym miejscu jest inna grupa osób.
Ta praca jest też taka, że wiele rzeczy, które dzieją się w zespole, nie jest widocznych dla osób z zewnątrz. Drużyna to żywy organizm i cały czas, tydzień w tydzień, następują w niej zmiany. Trzeba zarządzać wieloma sytuacjami. Taka praca bardzo rozwija pod kątem bycia menedżerem i zarządzania ludźmi, ale też nowych pomysłów, nowych idei, rozwiązań taktycznych, treningu czy motoryki.
W każdym klubie, w którym pracowałem, podchodziłem do tego w ten sposób. Tak jak Pan powiedział — są czasem lepsze, czasem gorsze momenty. Było dużo dobrych chwil, na które wspólnie ciężko pracowaliśmy, i wiele pozytywnych rzeczy. Mówią, że porażki uczą najwięcej, podobnie jak popełnione błędy. Ważne, żeby w każdym takim momencie zawsze wyciągać z nich jak najwięcej na przyszłość.
A czy na tę chwilę udało się Panu wyciągnąć coś konkretnego właśnie z pracy w Stali, Ruchu czy Widzewie?
— W ostatnich latach po prostu ewoluowałem. Sporo zmieniłem w kwestii zarządzania meczem.
Jestem trenerem ofensywnym, takim, który chce dominować z piłką, który jest odważny w grze. Wcześniej byłem bardzo mocno zero-jedynkowy, jeśli chodzi o wysoki pressing, totalną dominację. Nadal to lubię i dążę do tego, ale w ostatnich latach widzę, że drużyna ma różne momenty. Mocniej dostrzegłem pozytywy w grze kompaktowej, w niskiej obronie i w czekaniu na szanse w kontrataku.
Jeśli miałbym wskazać jedną najbardziej jaskrawą rzecz w moim rozwoju jako trenera, to uważam, że to właśnie to.
A jeśli chodzi o Pana marzenia i kolejne kroki w karierze — jak Pan na to patrzy? Ma Pan jakiś konkretny cel?
— Moje plany są związane z Miedzią. Zrobię wszystko, żeby Miedź wróciła do PKO BP Ekstraklasy i żebym również ja ponownie tam się znalazł.