Pogoń obroniła punkt grając w osłabieniu
67 minut gry w przewadze jednego zawodnika i ani jednego gola. Zagłębie Lubin po czerwonej kartce dla Filipa Cuicia przejęło kontrolę nad meczem, ale na nic się to zdało wobec zorganizowanej defensywy Pogoni i Valentina Cojocaru między słupkami.
Zagłębie Lubin przez 67 minut grało w przewadze jednego zawodnika. Efekt końcowy: 0:0. To wynik, który bardziej mówi o bezradności gospodarzy niż o heroizmie gości, choć Pogoń Szczecin też zasługuje na uznanie za organizację defensywną po czerwonej kartce.
Przed meczem obie drużyny miały identyczny dorobek siedmiu punktów z czterech spotkań i identyczny bilans ostatnich tygodni: remis 0:0 w poprzedniej kolejce. Waldemar Fornalik i Oscar Garcia zamieszali w składach. U Zagłębia na boisku pojawiło się dwóch nowych pomocników i napastników, u Pogoni zabrakło Grosickiego, Ulvestada i Wahlqvista. Opaskę kapitana przejął Patryk Dziczek, grający dopiero piąty mecz w klubie.
Pierwsze 20 minut należało do Pogoni. Szczecinianie spokojnie wymieniali podania, kontrolowali tempo, choć brakowało im ostatniego podania. Najbliżej groźnej akcji był Kellyn Acosta, który w 21. minucie otrzymał piłkę na wolne pole, ale uderzył niecelnie. To był punkt, w którym Pogoń jeszcze miała plan ofensywny.
Dwie minuty później wszystko się zmieniło. Filip Cuić wbił korki w brzuch leżącego rywala. Ruch był na tyle wyraźny, że sędzia Paweł Raczkowski nie wahał się z czerwoną kartką. Decyzja wywołała falę żółtych kartek po obu stronach i podniosła temperaturę na trybunach, ale z perspektywy czysto taktycznej postawiła Pogoni jasne zadanie: zamknąć środek i bronić się kompaktowym blokiem.
I Pogoń to zadanie do przerwy wykonała niemal bezbłędnie. Zagłębie niby przejęło inicjatywę, niby częściej utrzymywało się przy piłce, ale nie potrafiło tego przełożyć na realne zagrożenie pod bramką Cojocaru. Brakowało prostopadłych podań, ruchów między liniami, zmiany rytmu. Jedenastu na dziesięciu wyglądało momentami jak jedenastu na jedenastu, tyle że z większym posiadaniem piłki. Pogoń zdołała nawet odpowiedzieć niecelnym strzałem Paula Mukairu po wrzutce Husseina Aliego.
Po przerwie Fornalik wprowadził Sebastiana Kerka i to przyniosło pierwszy celny strzał. Niemiec przymierzył z rzutu wolnego prosto w Cojocaru. Chwilę później Marcel Reguła ograł Attilę Szalaia i również sprawdził rumuńskiego bramkarza. W 60. minucie piłka wpadła do siatki Pogoni po dobitce uderzenia Reguły, ale sędzia odgwizdał spalonego. To był moment, który mógł odblokować mecz, lecz przepisy są jednoznaczne.
Od tego momentu Zagłębie zaczęło tracić rozpęd, a Pogoń poczuła, że punkt jest w zasięgu. W 77. minucie to goście przeprowadzili najładniejszą akcję meczu. Biegański i Mukairu zgrali na Dziczka, który strzelił minimalnie obok słupka. Zagłębie odpowiedziało próbami Filipa Szymczaka wprowadzonego z ławki, jednak żadna z nich nie zmierzała w światło bramki.
O podziale punktów przesądziła końcówka doliczonego czasu, kiedy Cojocaru popisał się kapitalną interwencją. Rumuński bramkarz uratował Pogoni remis w sytuacji, gdy wydawało się, że gospodarze wreszcie znajdą lukę.
Warto zwrócić uwagę na marginalne detale. W trakcie przedostatniego kwadransa właściciel Pogoni Alex Haditaghi wszczął awanturę z sędzią technicznym i stewardami. Nerwowa atmosfera nie pomagała ani jednej, ani drugiej stronie.
Obie drużyny kończą kolejkę z ośmioma punktami. Zagłębie czeka wyjazd do Krakowa na mecz z Wieczystą, Pogoń podejmie u siebie Wisłę Płock. Wcześniej obie ekipy rozegrają spotkania w Pucharze Polski: Miedziowi z trzecioligową Siarką Tarnobrzeg, Portowcy ze Śląskiem Wrocław.