Lechia Gdańsk rozbija Polonię na wyjeździe. Drugi triumf z rzędu spadkowicza
Po fatalnym wejściu w sezon z jednym punktem w czterech meczach gdańszczanie złapali wiatr w żagle. Na Konwiktorskiej strzelili cztery gole i udowodnili, że ich kryzys dobiegł końca.
Wójtowicz potrzebował zaledwie dziewięciu minut, żeby wprawić w ruch machinę, która ostatecznie zmiotła Polonię Warszawa z własnego boiska. Lechia Gdańsk wygrała na wyjeździe 4:2 i po raz drugi z rzędu zgarnęła komplet punktów. Spadkowicz z Ekstraklasy wreszcie zaczyna wyglądać tak, jak powinien wyglądać faworyt rozgrywek.
Początek sezonu był dla gdańszczan brutalny. Cztery mecze, jeden punkt, narastająca frustracja. Teraz jednak w drużynie coś się przełamało, a wizyta w Warszawie potwierdziła zmianę tendencji.
Lechia od pierwszych minut narzuciła swoje warunki. Wójtowicz zaskoczył obronę Polonii uderzeniem po bliższym słupku i już w 9. minucie dał gościom prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli tuż przed przerwą. W 43. minucie Terpiłowski, po asyście Skrabba, doprowadził do wyrównania.
Druga połowa przyniosła paradoks. Polonia miała znacznie większe posiadanie piłki, ale to Lechia regularnie oddawała celne strzały. W 61. minucie Mena obsłużył podaniem Dodaja, który zdobył swojego premierowego gola w nowych barwach. Jedenaście minut później Sakh podwyższył na 3:1.
W 80. minucie Weirauch popisał się kapitalną paradą, gasząc jedną z nielicznych groźnych prób Polonii. Po drugiej stronie Mena dwukrotnie próbował pokonać Jelenia, ale dopiero za trzecim razem, w 87. minucie, Kolumbijczyk dopiął swego i ustalił rozmiary zwycięstwa na 4:1. Dadok zdołał jeszcze trafić w doliczonym czasie gry, lecz jego gol miał charakter wyłącznie honorowy.
Lechia zgromadziła siedem punktów. To wciąż mniej niż dziesięć Polonii, ale trajektoria obu zespołów zmierza w przeciwnych kierunkach. Warszawianie w ostatnich kolejkach wyraźnie tracą impet, a gdańszczanie dopiero się rozpędzają.