Marek Papszun szczerze po ostatnim meczu Rakowa. Emocje i rozstanie
„Bardzo mi ich szkoda i jestem z nich naprawdę dumny” – te słowa Marka Papszuna po przegranym meczu z Zagłębiem Lubin oddały całą mieszankę emocji, która towarzyszyła szkoleniowcowi Rakowa Częstochowa. Walka o pozycję lidera, rozczarowanie wynikiem, a w tle rozstanie, które na długo zapadnie w pamięć kibiców Czerwono-niebieskich.
Raków Częstochowa przystępował do zaległego meczu czwartej kolejki Ekstraklasy przeciw Zagłębiu Lubin ze świadomością, że wygrana przybliży klub do pozycji lidera przed zimową przerwą. Czerwono-niebiescy nie sprostali jednak zadaniu i po meczu z Miedziowymi nie wykorzystali szansy na objęcie pierwszego miejsca w tabeli.
Trener Marek Papszun nie krył, że to spotkanie, prawdopodobnie ostatnie w roli szkoleniowca Rakowa w Ekstraklasie, zostawiło spory niedosyt. – Po meczu mogę powiedzieć to, co powiedziałem zawodnikom w szatni. Tak po prostu bardzo mi ich szkoda i jestem z nich naprawdę dumny z tego, co pokazali – z mentalności i charakteru – przyznał otwarcie podczas konferencji prasowej.
Raków przez 55 minut grał w osłabieniu, mając w nogach zaledwie 66 godzin od ostatniego starcia w europejskich pucharach. To był już 31. mecz sezonu i jak zauważył Papszun, „nie było widać różnicy na boisku. Jeśli już kogoś miałbym wskazać, to bardziej nas, ale taka jest piłka. Jedna akcja przesądziła o wyniku”.
Szkoleniowiec Rakowa o relacjach z kibicami
W ostatnich tygodniach atmosfera wokół trenera była daleka od ideału. Kibice jasno wyrażali swoje niezadowolenie, co nie pozostawało niezauważone przez Papszuna. W rozmowach z dziennikarzami nie uciekał od tematu: „Mimo sytuacji, jaka miała miejsce pod koniec, do większości ludzi mam tutaj szacunek i tak już pozostanie. Jeśli ktoś nie miał szacunku do mnie, ja również nie będę miał do niego. To normalne”.
Doświadczony szkoleniowiec nie ukrywał, że ogromne znaczenie miał dla niego czas spędzony z zespołem. „Spędziłem tu dobre chwile, wracając z celem odbudowy drużyny i ponownej walki o najwyższe cele. To się udało. Wicemistrzostwo przegrane jednym strzałem jest sukcesem. Do tego europejskie puchary, awans w Pucharze Polski i walka o mistrzostwo. Łączenie trzech rozgrywek to dla mnie ogromna satysfakcja i cenne doświadczenie. Wszystko, co tu przeżyłem – zarówno pozytywne, jak i negatywne – odbieram finalnie jako coś, co mnie wzmocniło i zacieśniło więzi z ludźmi, którym ufam. To największa wartość ostatnich tygodni”, podsumował Papszun.
Przed Rakowem jeszcze tylko jedno spotkanie w tym roku – w czwartkowy wieczór zespół zmierzy się w Lidze Konferencji z Omonią Nikozja. Pierwszy gwizdek o 21:00.