Lukas Podolski zderza się z murem w Górniku Zabrze. Klub na rozdrożu
Kibice widzą w Górniku Zabrze drużynę gotową na walkę o mistrzostwo, ale zza kulis słychać zgrzyt żelbetowych ograniczeń. Lider Ekstraklasy nie może wykorzystać swojego potencjału przez miejskie zwłoki z prywatyzacją. Nawet Lukas Podolski, legenda futbolu i od lat twarz klubu, pozostaje bez odpowiedzi na swoją ofertę kupna.
Kibice Górnika Zabrze z zachwytem patrzą na tabelę – ich zespół, pod wodzą Michala Gasparika, jest obecnie liderem Ekstraklasy. Ale za kulisami dzieje się coś, co przytłumia nawet największą euforię. Klub pod rządami miasta funkcjonuje jak w żelbetowym pokoju – sufit mamy tuż nad głową, a każde podskoczenie grozi rozbiciem głowy. W tej konstrukcji, mimo sukcesów sportowych i przebłysków talentu, opcji rozwoju właściwie nie ma. Brak prywatyzacji zamyka Górnikowi drogę do zimowych wzmocnień, a każdy kolejny sezon bez zmian może się okazać gorzkim rozczarowaniem.
Obecnie klub korzysta jeszcze z pieniędzy zarobionych na transferze Dominika Sarapaty do FC Kopenhagi – część z 4 milionów euro pozwoliła przetrwać jesień, ale z nowym rokiem nad Zabrzem znów zawisną ciemne chmury finansowe. Bez kolejnych sprzedaży, Górnik stanie pod ścianą. Konkurencja, taka jak Lech Poznań, Raków czy Jagiellonia, dziś pozbywa się piłkarzy z zupełnie innych pobudek – w Zabrzu problemem pozostają konieczność i łatanie budżetu. Na stadionie pojawiają się radni, lecz biznesmeni omijają klub szerokim łukiem. Sama obecność miasta daje trwanie, ale nie rozwój.
Poczucie niedosytu towarzyszy wszystkim, którzy na co dzień budują drużynę. To właśnie ono doprowadziło do rozstania z Janem Urbanem – uznano, że możliwości tej drużyny są wyższe niż dotychczas prezentowane. Michal Gasparik zdążył odcisnąć swoje piętno na zespole – potrafi samotnie godzinami analizować ustawienie drużyny, co sprawia, że Górnik coraz rzadziej daje się zaskoczyć. Jednak nie zmienia to faktu, że nikt w klubie nie przeskoczy sufitów wyznaczonych przez lokalną politykę.
Miasto w kolejnych komunikatach zapewnia o chęci sprzedaży klubu, lecz na deklaracjach się kończy. Gdy pojawia się Lukas Podolski, rozmowy kończą się pamiątkowym zdjęciem, nie kontraktem czy konkretną propozycją. W Zabrzu latami udaje się, że kwestia prywatyzacji jest poważnie traktowana, lecz prawdziwego ruchu brak. W kontraście do tego Korona Kielce wystarczyły dwa tygodnie, by zamknąć sprzedaż klubu.
Lukas Podolski nie kryje frustracji. W wywiadzie dla Interii otwarcie przyznaje: 'Wysłałem moją pierwszą ofertę i właściwie nie mam na nią odpowiedzi.' Jak podkreśla, przedstawił konkretną wizję i odpowiadał na pytania ze strony miasta, ale po ostatniej wymianie wiadomości zapanowała cisza. Zewnętrznie urzędnicy mówią o chęci sprzedaży, lecz gdy temat może wejść w fazę konkretów, rozmowy zamierają lub sprawa zostaje rozmyta.
To nie tak, że załatwiam wszystko od początku do końca. To praca zespołowa z moim udziałem. Najpierw jest skauting - siadamy i rozmawiamy. Potem dostaję prośbę: zadzwoń do agenta, albo bezpośrednio do piłkarza. Ale jednocześnie Łukasz Milik wsiada w swoją skodę i jeździ nią po całym świecie – mówił Podolski.
Podolski rozważa nawet start w wyborach na prezydenta miasta jako desperacką próbę przełamania impasu. Jego wizja nie kończy się na pierwszej drużynie – planuje inwestycje w akademię, infrastrukturę i budowanie drużyny na solidnych fundamentach. Ale i tu, na każdym kroku, natrafia na pretekstowe blokady urzędników. Fundacja byłego reprezentanta Niemiec mogłaby sfinansować rozwój młodzieży – odmówiono ze względu na przepisy.
Pieniądze przekazywane z miasta znikają błyskawicznie – pokrywają stare długi. Zabrze nie staje już w kolejce po więcej – Górnik sam zarabia na swoje utrzymanie, choć jednocześnie każdy nadwyżkowy zysk natychmiast przeznaczany jest na spłatę zobowiązań. Czasy, gdy inne miasta, jak Wrocław czy Katowice, musiały pilnie wspierać swoje kluby, powoli odchodzą w przeszłość.
Dla lidera Ekstraklasy właśnie teraz otwiera się okno możliwości, które bez odważnych decyzji może szybko się zamknąć. Obecna polityka miasta jest krótkowzroczna – daje lokalnym władzom chwilowy blask sukcesu, lecz długofalowo zatrzymuje rozwój. Przy okazji wypacza sens potencjalnej piłkarskiej odnowy w Zabrzu. I nie wiadomo, jak długo jeszcze Górnik wytrzyma jazdę po cienkim lodzie, zanim sufit nie okaże się naprawdę nie do przebicia.