Alexander-Arnold traci miejsce w Realu, Liverpool śledzi sytuację

Trent Alexander-Arnold do Liverpoolu?!

Trent Alexander-Arnold
fot. UEFA.com
Domyślna grafika
Igor
2 minuty czytania

Trzy kolejne mecze bez minuty na boisku i Fede Valverde preferowany na prawej stronie obrony. Pozycja Trenta Alexandra-Arnolda w hierarchii Jose Mourinho słabnie z tygodnia na tydzień, a w tle pojawia się Liverpool z konkretnym problemem kadrowym.

41 meczów, 8 asyst i zero goli. Bilans Trenta Alexandra-Arnolda w Realu Madryt po roku od transferu z Liverpoolu wygląda poprawnie, ale w żadnym razie nie rewelacyjnie. Dla porównania, w ostatnim pełnym sezonie na Anfield (2023/24) Anglik zanotował 14 asyst w samej Premier League. Spadek produktywności jest widoczny gołym okiem.

Jeszcze bardziej wymowne są ostatnie tygodnie. Alexander-Arnold trzy kolejne spotkania spędził w całości na ławce rezerwowych. Początkowo jego głównym rywalem do składu był sprowadzony z Interu Denzel Dumfries, ale Jose Mourinho poszedł o krok dalej. Ostatnio Portugalczyk stawia na prawej stronie obrony Fede Valverde, czyli zawodnika, który w naturalny sposób operuje w środku pola. To sygnał, że Mourinho szuka na tej pozycji przede wszystkim dyscypliny taktycznej i pracy bez piłki, a nie kreatywności w rozegraniu.

I tu tkwi sedno problemu. Alexander-Arnold przez całą karierę budował swoją wartość na unikatowej zdolności do kreowania sytuacji bramkowych z głębi pola. 93 asysty i 23 bramki w 354 meczach dla Liverpoolu to liczby absolutnie wyjątkowe jak na prawego obrońcę. Tyle że w systemie Mourinho, który tradycyjnie stawia na solidność defensywną i kontrolę przestrzeni za plecami wahadłowych, te atuty schodzą na dalszy plan.

Kontrakt Anglika obowiązuje do 2031 roku, więc Real Madryt nie jest pod żadną presją sprzedaży. Jeśli jednak tendencja się utrzyma i Trent pozostanie trzecim wyborem na swojej pozycji, ekonomia ławki w końcu przemówi. Zawodnik z kontraktem wartym fortunę, który nie gra, to martwy kapitał.

Według portalu TeamTalk sytuację uważnie śledzi Liverpool. Klub z Anfield ma ku temu bardzo konkretny powód. Andoni Iraola zmaga się z kontuzjami obu nominalnych prawych obrońców: Conor Bradley i Jeremie Frimpong są poza grą. W efekcie na tej pozycji występuje Ronald Araujo, środkowy obrońca z bardzo ograniczonym wkładem ofensywnym. Różnica między profilem Araujo a profilem Alexandra-Arnolda w kontekście budowania ataków pozycyjnych jest przepaścią.

Źródło: TeamTalk

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie