Pomocnik szczerze o odejściu z Cracovii. "Chciałem zostać, ale życie potoczyło się inaczej" – StolicaSportu.pl

Pomocnik szczerze o odejściu z Cracovii. "Chciałem zostać, ale życie potoczyło się inaczej"

Fabian Bzdyl
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Maciej Ziółkowski
21 lipca 2026 11:20
12 minut czytania

Latem 2025 roku Fabian Bzdyl przeszedł z Cracovii do MSK Zilina. Polski pomocnik, w rozmowie ze Stolicą Sportu, opowiedział m.in. o kulisach transferu i minionym sezonie, a także o dwumeczu z GKS-em Katowice w el. Ligi Konferencji.

– Motywem mojego przejścia na Słowację była chęć dalszego rozwoju i łapania minut na boisku. Myślę, że to był główny czynnik, dlaczego tutaj przyszedłem.

– Miałem kilka innych opcji. Była m.in. propozycja z greckiego Panathinaikosu czy klubu, który w minionym roku znalazł się w TOP 5 Ekstraklasy, ale w Żylinie zobaczyłem najlepszy projekt rozwojowy i właśnie na tym najbardziej mi zależało – żeby rozwój był na pierwszym miejscu.

– Nie kierowałem się finansami, bo uważam, że to jeszcze nie jest ten czas, żeby się tym zajmować. Teraz najważniejsze jest dla mnie rozwijanie się i regularna gra. Dlatego wybrałem Żylinę.

– To także dobre miejsce do wypromowania się, ponieważ klub transferuje bardzo dużo zawodników za granicę, tak jak chociażby Jakuba Kiwiora czy wielu innych piłkarzy. Głównie ten aspekt rozwoju do mnie przemówił i dlatego zdecydowałem się na grę na Słowacji. Z perspektywy czasu uważam, że był to dobry krok.

Chciałeś zostać w Cracovii?

– Tak, lecz życie potoczyło się tak, że do tego nie doszło. Najbardziej zależało mi na grze, rozwoju. O szczegółach nie chciałbym za bardzo mówić, bo to niezbyt przyjemny temat. Wolę po prostu zostawić to dla siebie.

Gdyby kiedyś pojawiła się opcja powrotu do Cracovii, to byłbyś na to otwarty? Czy przez to, co wydarzyło się przy odejściu, raczej nie?

– Nie jestem obrażony na Cracovię. Myślę, że kiedyś chciałbym do niej wrócić. Chciałbym, żeby potoczyło się to podobnie jak w przypadku Mateusza Klicha – żeby po grze w topowych ligach wrócić pod koniec kariery do Krakowa. Na pewno byłoby to dla mnie coś wyjątkowego.

Jak mówię, nie mam żadnego żalu do klubu. Cały czas oglądam mecze, jestem kibicem, cała moja rodzina również kibicuje Cracovii, więc to się na pewno nie zmieni. Jeżeli tylko będzie okazja, to chętnie pojawię się na stadionie w tym sezonie – może nawet na derbach, zobaczymy, jak pozwoli kalendarz. Jestem kibicem Cracovii, byłem i będę nim dalej.

A od momentu transferu byłeś już na jakimś meczu Cracovii?

– Jeszcze nie było okazji. Za każdym razem, kiedy byłem w Polsce, akurat Cracovia grała na wyjeździe. Albo kiedy występowała u siebie, to mecze się nakładały albo nie miałem możliwości wrócić. Od mojego odejścia nie było mi jeszcze dane pojawić się na stadionie, ale liczę, że w tym sezonie się to zmieni i będę mógł wrócić na trybuny.

Jak oceniłbyś miniony sezon w Żylinie?

– Mogę go podzielić na dwie części. Ta pierwsza była skomplikowana. Pojawił się spory problem z moją rejestracją, ponieważ byłem jeszcze niepełnoletni i potrzebnych było wiele dokumentów. Praktycznie przez półtora miesiąca byłem bez gry, bo nie miałem wszystkich formalności i nie mogłem występować w żadnych spotkaniach – nawet w rezerwach. Trochę się to przeciągnęło. Przeszedłem we wrześniu, a pierwszy mecz, do którego zostałem zgłoszony, był bodajże 20 października.

Na pewno to nie pomogło, bo przez ten czas nie mogłem grać w meczach. Mogłem jedynie przekonywać trenera na zajęciach. Jesienią nie było więc zbyt wielu okazji do pokazania się na boisku – łapałem jakieś minuty, ale w pierwszej części sezonu bardzo pomogła mi reprezentacja Polski U-19. Dobrze się tam prezentowałem i utrzymałem rytm.

Druga runda była już zdecydowanie lepsza i wyglądała tak, jak zakładałem od początku, kiedy przechodziłem do Żyliny. Grałem więcej, udało się również wygrać Puchar Słowacji. Z wiosny mogę być bardzo zadowolony, gdyż przez cały czas byłem podstawowym zawodnikiem.

Pierwszego maja zdobyłeś Puchar Słowacji, a trzy dni później pisałeś maturę z matematyki i wieczorem zdobyłeś pierwszą bramkę w Żylinie…

– Na pewno był to bardzo szalony dzień. Miałem wtedy maturę, mecz, udało się jeszcze strzelić gola i wrócić do Polski na kolejny egzamin.

Podejrzewałem, że ze względu na maturę nie dostanę możliwości gry w tym spotkaniu, ale trener zapytał mnie, czy byłaby opcja, żebym przyjechał, bo mnie potrzebuje. Powiedziałem, że jest taka możliwość. We wtorek napisałem maturę z matematyki, a po szkole czekał na mnie tata. Wsiedliśmy w samochód, pojechaliśmy na Słowację, zagrałem i szybko trafiłem do siatki.

Myślę, że było to zwieńczenie całego dnia i wszystkich wysiłków – zarówno związanych z maturą, jak i podróżą na Słowację tego samego dnia. Zwyciężyliśmy, fajnie się to wszystko potoczyło.

Matury poszły bardzo dobrze, znam wyniki i jestem zadowolony. Wszystko ułożyło się perfekcyjnie.

Co z dalszą edukacją?

– Na razie spokojnie, jeszcze za bardzo o tym nie myślałem. Chciałbym skupić się w stu procentach na piłce. Chcę też zacząć uczyć się jeszcze jakiegoś nowego języka. Nie ukrywam, że nie mam teraz konkretnego pomysłu na studia, a iść na nie tylko po to, żeby iść, trochę mijałoby się dla mnie z celem.

Sama matura zawsze daje możliwość, żeby w przyszłości pójść na studia i zrobić coś dodatkowo, jeśli będzie taka potrzeba. Natomiast teraz chcę skupić się przede wszystkim na piłce i nauce języka.

Prawo jazdy już zdałeś?

– Jeszcze nie. W maju miałem dopiero końcowe godziny jazdy. Egzamin teoretyczny mam już zdany, więc teraz został mi tylko egzamin praktyczny. Niestety, jeszcze nie miałem okazji do niego podejść, bo terminy są dość odległe. Trochę utrudnia to również fakt, że jestem na Słowacji i tak naprawdę planuję wszystko z tygodnia na tydzień. Nie mogę sobie zaplanować tego z dużym wyprzedzeniem.

Jeżeli trafi mi się kilka dni wolnego, to przyjadę do Polski i spróbuję znaleźć jakiś termin. Jeśli nie, to będę musiał przełożyć to na grudzień. Nie ukrywam, że bardzo ułatwiłoby mi to życie, bo mógłbym nawet na jedno popołudnie czy wieczór przyjechać do Polski.

Co robisz najczęściej w czasie wolnym?

– Generalnie moje życie bardzo mocno kręci się wokół piłki. W sezonie oglądam dużo meczów – głównie Ekstraklasy, ale również lig zagranicznych. Lubię też sobie pograć w Counter-Strike’a, szczególnie kiedy jestem sam na Słowacji. Często gram z kolegami, sprawia mi to frajdę. Często odwiedza mnie ktoś z Polski, więc lubię też spędzać czas ze znajomymi i rodziną.

Czy w tym oknie transferowym miałeś już jakieś opcje z innych klubów?

– Wstępne zainteresowanie się pojawiało, ale myślę, że co roku coś takiego się dzieje. Na ten moment nie było jednak żadnej konkretnej oferty. Nie napinam się też na wyjazd za wszelką cenę – czy miałby on nastąpić teraz, za pół roku czy za rok, trzeba po prostu trafić na odpowiedni moment. Jeżeli pojawi się satysfakcjonująca oferta zarówno dla mnie, jak i dla klubu, to na pewno będę się nad nią zastanawiał.

Tak jak mówiłem, między innymi po to tutaj przyszedłem – żeby się wypromować. Myślę, że taki transfer – prędzej czy później – nastąpi. Na razie muszę robić wszystko, żeby trafić do jak najlepszego klubu pod kątem rozwoju i każdego dnia, na każdym treningu oraz meczu, dawać z siebie maksimum, żeby taka oferta się pojawiła.

Chciałbyś zagrać kiedyś w konkretnej lidze lub klubie?

– Moim nadrzędnym celem jest wystąpić w lidze hiszpańskiej. Uważam, że to moje miejsce na ziemi. Bardzo podoba mi się styl gry, który panuje w Hiszpanii, dlatego docelowo chciałbym tam trafić.

Jeśli chodzi o konkretny klub, to chciałbym zagrać w Betisie. Kibicuję mu od dziecka i na pewno moim marzeniem byłoby wystąpić kiedyś w jego barwach. Czy stanie się to od razu, czy będzie trzeba przejść po drodze kilka kroków – zobaczymy. Natomiast finalnie chciałbym znaleźć się w lidze hiszpańskiej.

Znam język hiszpański, bardzo często bywam w Hiszpanii, więc uważam, że to idealne miejsce dla mnie – zarówno do życia, jak i do gry w piłkę.

W jakich okolicznościach nauczyłeś się hiszpańskiego i dlaczego od dziecka kibicujesz Betisowi?

– Myślę, że język hiszpański zaszczepił we mnie mój tata, który kiedyś mieszkał i pracował w Hiszpanii. Do tego dochodziło to, że od dawna kibicuję Betisowi i często bywam w Hiszpanii, więc była to dla mnie dodatkowa motywacja, żeby nauczyć się języka. Uczę się głównie przez internet, mam zajęcia online i w taki sposób go opanowałem.

Jeśli chodzi o Betis, to nie ma jednego konkretnego powodu, dlaczego zacząłem mu kibicować. Po prostu od początku ten klub przypadł mi do gustu i z czasem coraz bardziej się z nim utożsamiałem. Kiedy byłem młodszy, często wybierałem go też w FIFie i myślę, że właśnie wtedy ta sympatia jeszcze bardziej się we mnie zakorzeniła. Do dziś jest to mój ulubiony zagraniczny klub.

Skoro już rozmawiamy o marzeniach związanych z ligą hiszpańską, to dopytam jeszcze o reprezentację. Zakładam, że skoro grasz w kadrze U-19, to liczysz na to, że krok po kroku będziesz piął się w hierarchii i docelowo trafisz do pierwszej reprezentacji.

– Myślę, że jak każdy zawodnik chciałbym zagrać w pierwszej reprezentacji Polski. To na pewno ogromny zaszczyt i będę do tego dążył krok po kroku. Na razie występowałem w kadrze U-19, a teraz trzeba zrobić kolejne kroki do przodu, żeby znaleźć się w pierwszej reprezentacji.

Jeśli chodzi o największe reprezentacyjne marzenie, to chciałbym zagrać na mistrzostwach świata. Uważam, że to zdecydowanie najważniejsze wydarzenie w piłce reprezentacyjnej. Najpierw chciałbym zadebiutować w pierwszej kadrze, a później pojechać z nią na mundial. Do tego będę dążył.

Przed Żyliną ciekawy dwumecz z GKS-em Katowice w eliminacjach Ligi Konferencji. Jak podchodzisz do tych spotkań?

– Nie ukrywam, że kiedy zobaczyłem, że jest szansa zagrać z GKS-em, bardzo się ucieszyłem. Polski rywal, plus opcja gry na stadionie w Katowicach, to dla mnie dodatkowy smaczek.

Myślę, że GKS to bardzo dobra drużyna – nieźle ułożona taktycznie i przygotowana fizycznie. Czeka nas na pewno trudne zadanie. Jako klub oczywiście chcemy awansować i będziemy walczyć ze wszystkich sił, ale zdajemy sobie sprawę z jakości przeciwnika. Myślę, że to będzie ciekawy dwumecz.

Bardzo się cieszę z możliwości gry na polskiej ziemi. Szczególnie patrząc na to, jakich kibiców ma GKS, bo atmosfera na ich stadionie jest niesamowita. Miałem okazję być tam wcześniej z Cracovią, więc wiem, czego się spodziewać. Cieszę się, że przyjedzie ich duża grupa, bo z tego, co słyszałem, oficjalnie około 2,5 tysiąca kibiców ma pojawić się z Katowic. Oczywiście pewnie będzie też wielu fanów, którzy przyjadą indywidualnie.

Liczę, że uda nam się przejść dalej. Nie ukrywam, że już chciałbym zagrać ten mecz.

W minionym sezonie grałeś w Lidze Młodzieżowej i strzeliłeś gola Liverpoolowi, a ostatnio wystąpiłeś na stadionie w Splicie przeciwko Hajdukowi. Jak wspominasz te doświadczenia?

– Na pewno Liga Młodzieżowa UEFA była dla mnie czymś nowym, bo pierwszy raz w życiu miałem okazję w niej wystąpić. Było to bardzo fajne doświadczenie i klub bardzo poważnie do tego podchodził.

Jesienią nałożyły się nam mecze Pucharu Słowacji i Ligi Młodzieżowej. Wszyscy zawodnicy, którzy kwalifikowali się wiekowo, zostali wysłani na UYL, do Belgradu. Było widać, że klub bardzo priorytetowo traktuje te rozgrywki. Dla mnie było to naprawdę cenne doświadczenie.

Udało mi się strzelić gola Liverpoolowi, a atmosfera na stadionie była wtedy świetna. Bodajże pojawiło się około 11 tysięcy kibiców, podczas gdy na naszych meczach ligowych zazwyczaj nie ma nawet połowy tej liczby. Możliwość sprawdzenia się na tle zawodników szkolących się w jednym z największych klubów na świecie była dla mnie wartościowym przeżyciem.

Mecz z Hajdukiem również był wyjątkowy. Stadion w Splicie jest legendarny – stary, duży, a atmosfera na nim jest niesamowita. Było to naprawdę fajne doświadczenie zarówno dla mnie jako zawodnika, jak i człowieka. Bardzo podoba mi się, kiedy kibice żyją spotkaniem i dopingują swoją drużynę z całych sił.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie