Mistrz Węgier wraca po Afimico Pululu
Jagiellonia Białystok właśnie świętuje rekordowy transfer wychodzący, ale już kolejny z jej piłkarzy wzbudza spore zainteresowanie. Zespół Ferencvaros powraca po Afimico Pululu, który w tym sezonie wyróżnia się skutecznością. Madziarzy pilnie szukają następców po sprzedaży swojego snajpera, ale białostoczanie nie zamierzają się łatwo rozstać ze swoim czołowym zawodnikiem.
Jagiellonia Białystok przeżywa ostatnio wyjątkowo gorący okres. Po tym, jak klub oficjalnie potwierdził transfer Oskara Pietuszewskiego do FC Porto, na Podlasiu trwa prawdziwe święto. Pietuszewski odszedł za najwyższą w historii kwotę transferową wynegocjowaną przez żółto-czerwonych.
W tym samym czasie stale narasta zainteresowanie innym graczem z Białegostoku — Afimico Pululu. Napastnik z Demokratycznej Republiki Konga już wcześniej przyciągał uwagę, chociaż kilka ofert – między innymi od afrykańskiego Al Ahly – nie przekonało samego piłkarza, który nie był zainteresowany takim kierunkiem.
Wydawało się, że ostatnio więcej spekulacji pojawiło się wokół Widzewa, tymczasem z informacjami goal.pl wynika, że znów o Pululu przypomniał sobie Ferencvaros Budapeszt. To właśnie mistrz Węgier, który próbował już wcześniej pozyskać napastnika Jagiellonii, ponownie przystępuje do ofensywy transferowej.
Powodem ponownego zainteresowania Pululu jest fakt, że 6 stycznia Ferencvaros sprzedał do AEK Ateny swojego najlepszego snajpera Barnabasa Vargę, autora 20 goli w 29 meczach tej rundy. Transfer przyniósł Madziarom 4,5 mln euro, co umożliwiło podjęcie rozmów w sprawie nowego napastnika. To właśnie Pululu stał się jednym z głównych celów mistrza kraju.
Sprowadzenie Pululu już tej zimy oznaczałoby konieczność rozpoczęcia rozmów również z Jagiellonią. Klub nie jest jednak przekonany do rozstania z królem strzelców Ligi Konferencji UEFA na tym etapie sezonu. Utrata napastnika mogłaby oznaczać brak jakiegokolwiek zarobku na nim w przyszłości, ale wszystko wskazuje na to, że białostoczanie skłaniają się ku zatrzymaniu gwiazdy przynajmniej do końca rozgrywek.