Odrodzenie Daniela Mikołajewskiego. Debiut w Serie A coraz bliżej
„Nie dostałem zaufania” – tak Daniel Mikołajewski wspomina swój czas w Zagłębiu Lubin. Teraz jest jednym z najbardziej skutecznych napastników w Parmie U-20 i lada moment może zadebiutować w Serie A. Jego imponujący bilans, nowy kontrakt i szybka zmiana klimatu po niezbyt udanym pobycie w Ekstraklasie pokazują, jak odmienne potrafią być losy piłkarza.
Daniel Mikołajewski przeżywa obecnie najlepszy okres w swojej młodej karierze, choć nie tak dawno nie potrafił się odnaleźć w Zagłębiu Lubin. Dzisiaj Polak błyszczy wśród rówieśników w zespole Parmy do lat 20, a klub już nagrodził go przedłużeniem kontraktu do połowy 2030 roku.
Statystyki mówią same za siebie: 16 bramek i trzy asysty w 24 meczach – to dorobek Mikołajewskiego w klubie z regionu Emilia-Romania. Parma docenia formę swojego młodego snajpera i według najnowszych informacji, już po przerwie reprezentacyjnej 20-latek zacznie stopniowo dostawać szanse w dorosłej drużynie, która pewnie zmierza w stronę awansu do Serie A.
Jeszcze rok temu nastroje były zgoła odmienne. Podczas wypożyczenia do Zagłębia Lubin napastnik nie potrafił przebić się do pierwszego składu. W barwach „Miedziowych” zaliczył ledwie 12 występów, dostając zaledwie 318 minut. W tym czasie nie wpisał się na listę strzelców ani nie zaliczył asysty.
W rozmowie z TVP Sport Mikołajewski wyjaśnia powody swoich problemów w Polsce. Stwierdził, że nie czuł, by trafił do Ekstraklasy za wcześnie: „Myślę, że to był taki sezon w Zagłębiu Lubin, gdzie nic się nie układało. Cały czas byliśmy zagrożeni spadkiem i myślę, że to spowodowało przede wszystkim, że gdzieś tych minut potem nie zbierałem za dużo” – mówi.
Początki wyglądały obiecująco, bo na starcie zyskał sporo szans na grę. Wraz z kryzysem zespołu, kiedy „nasza gra przestała wyglądać dobrze i przestaliśmy zbierać punkty”, jak wspomina napastnik, został odstawiony na boczny tor. Na pytanie, czy mógł lepiej wykorzystać ten okres, odpowiada jednoznacznie: „Nie dostałem takiego zaufania i po prostu trener wolał stawiać na innych zawodników”.