Michniewicz o aferze premiowej: przeprosiny premiera i kulisy zamieszania
„Premier do mnie dzwonił, przepraszał za całe zamieszanie” – te słowa Czesława Michniewicza długo nie padły publicznie. Dopiero po ponad trzech latach od mundialu w Katarze trener zdecydował się ujawnić kulisy głośnej afery premiowej. Ta historia do dziś rozgrzewa kibiców i miała realny wpływ na losy selekcjonera reprezentacji Polski oraz atmosferę w drużynie narodowej.
Czesław Michniewicz po latach zdecydował się powiedzieć wprost, co naprawdę działo się w kadrze podczas słynnej „afery premiowej” po mundialu 2022. W rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem na antenie RMF FM przywołał zaskakujące kulisy kontaktu z samym premierem. Selekcjoner zdradził, że usłyszał wtedy słowa przeprosin i zapewnienie, iż nie powinien ponosić konsekwencji rozkręconego zamieszania.
Dla kibiców i dziennikarzy w Polsce mundial w Katarze długo był powodem dumy – w końcu reprezentacja Polski pod wodzą Michniewicza wyszła z grupy po raz pierwszy od ponad trzech dekad. Jednak zamiast o sporcie, żyliśmy wtedy sensacją wokół premiowania piłkarzy. Wpływ tych wydarzeń na przyszłość trenera trudno przecenić: umowy z kadrą nie przedłużono, a „afera premiowa” skutecznie przyćmiła sukces sportowy.
Ponad trzy lata po wybuchu skandalu Michniewicz odsłonił karty. Opowiadał w RMF FM, jak ówczesny szef rządu sam zadzwonił do selekcjonera, by wyrazić skruchę za chaos, jaki wybuchł wokół drużyny. Trener podkreślił, że żadnych prób „zbierania numerów kont” nie było – a medialne plotki na ten temat nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.
Premier do mnie dzwonił, po tym, jak się okazało, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Przepraszał mnie za całe zamieszanie. Mówił, że przez to straciłem pracę, a nie powinienem. Ja czy Ty nie jesteśmy niczemu winni. Nie wyciągaliśmy ręki po premie, nie prosiliśmy o nią. Pukał ktoś do Ciebie, żebyś dał numer konta? – zapytał Michniewicz. – Nie – odpowiedział stanowczo Krychowiak w RMF FM.
Wersję trenera potwierdził sam zainteresowany, czyli Grzegorz Krychowiak. Były reprezentant przyznał, że nie spotkał się z opisywanymi przez media sytuacjami – nikt nie biegał po pokojach, nie żądał przekazywania danych bankowych, a atmosfera nie miała nic wspólnego z wojennym chaosem, który przedstawiano w prasie.