Trener Porto uspokoił kibiców. Pietuszewski miał problemy żołądkowe
Oskar Pietuszewski momentalnie stał się jedną z rewelacji FC Porto, ale niedzielny mecz z Moreirense wzbudził niepokój wśród kibiców. Polak zszedł z boiska w 55. minucie, wyraźnie rozbity. Wyjaśnienia trenera tuż po ostatnim gwizdku wlały jednak trochę spokoju w serca sympatyków – w grę wchodził nie uraz, a ostatnie problemy żołądkowe młodego skrzydłowego.
Transfer Oskara Pietuszewskiego tej zimy do FC Porto za osiem milionów euro wstrząsnął nie tylko białostocką Jagiellonią. Szybkie wejście Polaka do portugalskiej ekipy wielu zaskoczyło, bo już od debiutu był wyróżniającą się postacią drużyny. Skrzydłowy wyraźnie nabiera rozpędu, a jego popisowa, indywidualna akcja i trafienie w starciu z Benfiką szybko przeszły do lokalnych kronik. W spotkaniu z Moreirense nie tylko rozpoczął akcję na pierwszego gola, ale kilkanaście minut później sam wpisał się na listę strzelców.
Właśnie wtedy przydarzył się moment, który odebrał fanom FC Porto spokój ducha. Pietuszewski w 55. minucie usiadł na murawie z wyraźnym grymasem i poprosił o pomoc sztab medyczny. Portugalskie media natychmiast zaczęły spekulować o ewentualnych problemach mięśniowych. Jednak – jak szybko wyjaśnił szkoleniowiec drużyny – powód zejścia Polaka z boiska był inny.
Trzy czy cztery dni temu miał infekcję wirusową i problemy żołądkowe. W przerwie meczu poczuł się źle, przez co musiał zejść z boiska