FC Porto żegna się z Pucharem Portugalii – Sporting CP górą w meczu z Polakami – StolicaSportu.pl

Głową w mur. Porto odpada z Pucharu Portugalii

Oskar Pietuszewski
fot. FC Porto
Domyślna grafika
Igor
22 kwietnia 2026 23:57
3 minuty czytania

Napięcie od pierwszych minut – Porto nie zdołało odwrócić losów półfinału z Sportingiem i żegna się z marzeniami o Pucharze Portugalii. Polscy defensorzy, Jan Bednarek i Jakub Kiwior, rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski walczył o zmianę wyniku w ofensywie. Mimo przewagi gospodarzy na starcie oraz licznych kontrowersji w polu karnym, dwumecz zadecydował gol ze stolicy. Sporting, choć walczył z problemami kadrowymi, wytrzymał presję. Ostatni akcent to czerwona kartka dla Alana Vareli i smutek Porto, którego liczby w ataku wciąż nie przekładają się na sukcesy.

Półfinał Pucharu Portugalii między FC Porto i Sportingiem CP zapowiadał się na klasowe starcie, zwłaszcza że pierwszy mecz zakończył się jednostronnie dla drużyny z Lizbony. Na Estádio do Dragão gospodarze od początku rzucili się do odrabiania strat, mając w swoich szeregach Polaków: Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora i młodego skrzydłowego Oskara Pietuszewskiego.

Porto weszło w mecz z impetem, próbując wykorzystać stałe fragmenty gry i zamieszanie w okolicach pola karnego. Inicjatywę w ofensywie miał ciągnąć Kiwior, którego wejścia z piłką rzeczywiście dawały gospodarzom przewagę w bocznych sektorach. Pierwsza dobra okazja nadarzyła się po dośrodkowaniu z kornera, ale zabrakło precyzji w wykończeniu.

Sporting już w 11. minucie musiał dokonać wymuszonej zmiany – Goncalo Inacio doznał urazu, a na murawie zameldował się Zeno Debast. Podopieczni z Lizbony nie zamierzali jednak oddać kontroli, potrafili ustawić się głębiej i błyskawicznie przerywać zapędy Porto. Przed przerwą emocji nie brakowało; rozgorzały sporne sytuacje w szesnastce, szczególnie po przepychance z udziałem Alberto Costy. Gospodarze domagali się rzutu karnego, ale sędzia pozostał niewzruszony, co wywołało żywą reakcję na ławce Smoków oraz trybunach.

W statystykach pierwszej połowy uderzał brak celnych strzałów – 0:0 nie tylko na tablicy wyników, ale i w liczbie skutecznych prób. Oba zespoły prezentowały solidność w destrukcji, choć rozchwiane tempo gry, kolejne przerwy na interwencje medyczne i żółte kartki rozbijały rytm spotkania. Doliczone cztery minuty nie przyniosły przełomu.

Początek drugiej połowy znowu pechowy dla Sportingu; Morten Hjumland już po kilku minutach gry musiał zejść z kontuzją, co wprowadziło nerwowość w środku pola. Porto rzuciło do ataku wszystkich ofensywnych graczy – w 71. minucie pożegnał się z boiskiem Oskar Pietuszewski, zmieniony przez Rodrigo Morę. Ofensywa Smoków nadal biła głową w mur, nie potrafiąc realnie zagrozić bramce Rui Silvy.

Najbliższej poważnej zmiany wyniku byliśmy przy awanturze po kolejnym spięciu w polu karnym i po faulu Alana Vareli. Pomocnik Porto otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę tuż przed końcem regulaminowego czasu – efektem był brak pomysłu na ostatni zryw.

Ostatecznie wynik 0:0 premiował Sporting, który dzięki wygranej w pierwszym meczu (1:0) melduje się w finale Pucharu Portugalii. Polscy obrońcy Bednarek i Kiwior wytrzymali całe 90 minut, starając się wyprowadzać zespół z głębi pola. Pietuszewski nie miał okazji do wykazania się pod bramką rywala. Jeśli chodzi o statystyki – Porto co prawda częściej utrzymywało się przy piłce, ale nie oddało żadnego celnego strzału w drugiej połowie.

Końcowa faza spotkania to walka z czasem i kolejne żółte kartki: Rosario, Gomes i Bednarek dla Smoków oraz Hjumland, Silva i Mangas po stronie gości. Sędziował Miguel Nogueira, w trudnych momentach nie ulegając presji trybun.

FC Porto – Sporting CP 0:0 (pierwszy mecz 0:1, awans: Sporting)

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie