Lionel Messi w emocjonalnym liście żegna zmarłego ojca Jorge
Nagle, cały piłkarski świat wstrzymał oddech. Lionel Messi stracił ojca, który przez lata był nie tylko rodzicem, ale i nieustępliwym towarzyszem w jego kariery. Nieobecność Jorge Messiego podczas mundialu od razu wzbudziła niepokój wielu osób. Z czasem okazało się, że 68-latek przebywał w klinice w Rosario. W piątkowy wieczór odszedł, zostawiając po sobie pustkę, którą trudno będzie zapełnić. Syn, przejęty żalem, opublikował w mediach społecznościowych niezwykle osobisty list.
Lionel Messi przeżył głęboki wstrząs po śmierci swojego ojca Jorge, który przez dekady był przy nim nie tylko jako rodzic, lecz również oddany menedżer i przyjaciel. Wieść o tym, że Jorge Messi nie pojawił się na mundialu w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Meksyku, szybko wzbudziła niepokój wśród kibiców i dziennikarzy. Dopiero z czasem potwierdzono, że spędzał ostatnie dni w klinice w Rosario, nie będąc w stanie jeszcze raz towarzyszyć synowi podczas wielkiego piłkarskiego święta.
"Tato, wciąż nie mogę uwierzyć, że odszedłeś. Nie dociera to do mnie, a właściwie nie chcę, żeby dotarło. Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że już więcej cię nie zobaczę, że już więcej nie porozmawiamy. Wiem, że cierpiałeś i że tak jest najlepiej, ale odszedłeś zdecydowanie za wcześnie. Mieliśmy jeszcze tyle rzeczy, którymi mogliśmy się razem cieszyć.
Tak bardzo prosiłeś mnie, żebym zagrał na ostatnim mundialu, a kilka dni przed jego rozpoczęciem twój stan się pogorszył. To był pierwszy raz, kiedy nie miało cię być na turnieju, ale mama mówiła mi, że poczujesz się lepiej i będziesz w stanie podróżować. Mówiłem ci, że dojdziemy do finału, żebyś mógł przyjechać.
Po każdym meczu czekałem na twoją wiadomość i brakowało mi jej. Wtedy zdałem sobie sprawę, że sytuacja naprawdę jest poważna. Mimo wszystko nie przestawałem myśleć o tym, żeby zajść jak najdalej, dać ci czas i sprawić, żebyś zobaczył choć jeden mecz. Dotarliśmy do finału, ale nie mogłeś tam być. Chciałem go wygrać, żeby przywieźć ci trofeum i pokazać ci kolejne. Nie udało się, moje nogi nie dawały już rady. Tym razem próbowałem walczyć z własnym organizmem, ale nie mogłem. Ani przez chwilę nie czułem się dobrze.
Kiedy wróciłem, myślałeś, że przegraliśmy finał po rzutach karnych. Nie mogliśmy porozmawiać o wszystkim, co się wydarzyło. Nie mogłeś niczego przeżyć razem ze mną. Nie zostaliśmy mistrzami, ale nie masz pojęcia, jak bardzo cieszyliśmy się każdym meczem. Po raz kolejny miałeś rację: musiałem tam być i zagrać na tym mundialu.
Opowiadam ci o tym, bo to jedyna rzecz, o której nie zdążyliśmy porozmawiać, bo całą resztę już wiesz. Rozmawialiśmy codziennie i widywaliśmy się, kiedy tylko pozwalały mi na to moje obowiązki.
Nie wiem, co zrobię bez ciebie, nie wiem, jak mam iść dalej. Ja po prostu grałem w piłkę, a teraz mam sporo wątpliwości, czy jeszcze długo będę to robił. Byłeś przy mnie od samego początku, do końca zostało tak niewiele. Dlaczego nie wytrzymałeś jeszcze tej odrobiny czasu, żebyśmy mogli skończyć to razem?
Wiem, że twoim szczęściem było widzieć, że twoja rodzina ma się dobrze: twoja żona, twoje dzieci, a przede wszystkim - tak, żeby inni się nie dowiedzieli - oglądać mnie na boisku…
Od kiedy byłem mały, zawsze tak było. Woziłeś mnie na wszystkie treningi, gdy tylko wracałeś z pracy. Na wiele z nich zabierała mnie mama, bo ty wtedy pracowałeś.
Oczywiście nie opuściłeś ani jednego meczu. Jak bardzo cierpiałeś, oglądając mnie, i jak bardzo się tym cieszyłeś, choć nigdy nie szczędziłeś mi zbyt wielu pochwał.
Byłeś tatą, przyjacielem i agentem. Zawsze byłeś dokładnie taką osobą, jaką trzeba było być w danym momencie, i nigdy się w niczym nie pomyliłeś. Pomijając kilka pretensji czy kłótni, zawsze miałeś rację. Ostatecznie wszystko kończyło się tak, jak mówiłeś.
Będę za tobą bardzo tęsknił, ale zawsze będziesz obecny, przede wszystkim w wychowaniu moich dzieci, bo uczę je i wychowuję tak, jak wy wychowaliście mnie.
Spoczywaj w pokoju i opiekuj się nami z góry tak, jak robiłeś to tutaj. Dziękuję ci za wszystko.
Kocham cię, tato".