Pogoń Grodzisk i transfery: zmiany kadrowe, współpraca z Legią, nowe twarze – StolicaSportu.pl

Pogoń chce zawodnika Legii. Prezes zdradził konkretne nazwisko

Pogoń Grodzisk Mazowiecki
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Maciej Ziółkowski
Obserwuj
6 sierpnia 2026 12:29
20 minut czytania

Pogoń Grodzisk Mazowiecki była jednym z największych pozytywnych zaskoczeń poprzedniego sezonu 1. Ligi. Prezes klubu, Jakub Dębiec, opowiedział Stolicy Sportu o kulisach transferu Rafała Adamskiego do Legii Warszawa, zmianach kadrowych, współpracy z Wojskowymi oraz o tym, dlaczego utrzymanie było większym sukcesem, niż część kibiców chciała przyznać.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Jak podsumowałby Pan pierwszy sezon Pogoni Grodzisk Mazowiecki w 1. Lidze?

– Myślę, że drużyna sprostała naszym wewnętrznym oczekiwaniom. Zrobiła też dużą niespodziankę, bo tak naprawdę byliśmy typowani przede wszystkim do spadku. Patrzono na naszą historię, możliwości finansowe i infrastrukturę czy to, że większość składu stanowili zawodnicy, którzy chwilę wcześniej występowali w 2. Lidze.

Paweł Kieszek był dla wielu wielką niewiadomą. Pojawiały się pytania, czy jest jeszcze w stanie rywalizować na poziomie 1. Ligi. Rafał Adamski również nie przychodził z łatką supersnajpera, tylko zawodnika, który odbił się od Ekstraklasy oraz 1. Ligi. Było więc sporo obaw.

Runda jesienna zaskoczyła jednak wszystkich. Myślę, że również sztab, który nie spodziewał się, jak świetnie nowi zawodnicy wkomponują się w zespół i jak wiele każdy z nich wniesie. Piłka nożna nie jest matematyką. Nie zawsze dwa plus dwa daje cztery – czasami daje osiem, a czasami półtora. Są kluby z dużo większym budżetem i lepszymi nazwiskami, a poziom sportowy wcale nie idzie za tym w parze.

Oczywiście na dłuższą metę trudno rywalizować bez szerokiej kadry i odpowiedniego budżetu. Z każdym kolejnym meczem było więc jasne, że wszystko zacznie się wyrównywać. Nasze bardzo wysokie miejsce po rundzie jesiennej rozbudziło apetyty, ale później zostały one dość brutalnie zweryfikowane. Gdybyśmy przez cały sezon byli w strefie spadkowej i w ostatnim meczu wywalczyli utrzymanie, to byłaby wielka euforia wśród kibiców. Ostatecznie spotkaliśmy się z czymś odwrotnym – bardzo dużo osób mocno krytykowało zarząd, zawodników, klub.

Apetyt był chyba niewspółmierny. Nastąpiło też przewalutowanie możliwości. Bądźmy szczerzy: gdzie nam do Ekstraklasy bez stadionu, zamożnego sponsora i dużego budżetu. To nie miało prawda tak zadziałać.

Ale po tak udanej jesieni w klubie pojawiły się myśli, że uda się powalczyć nawet o czołową szóstkę?

– Myślę, że sami zawodnicy również byli zdumieni tym, jak dobrze wszystko się układa. Przede wszystkim zadziałała chemia w drużynie. Piłkarze świetnie się dogadywali, stworzyli prawdziwy monolit i bardzo dobrze uzupełniali się na boisku. W wielu sytuacjach rozumieli się bez słów, a to dawało nam przewagę.

Patrzyliśmy na to z pokorą. Mówiliśmy sobie: „Kurczę, jeśli uda się złapać baraże, to będzie coś niesamowitego”. Z czasem było widać, że w rundzie wiosennej tego paliwa zaczyna brakować. Wpływ miało zmęczenie zawodników. Nie mieliśmy szerokiej kadry. Gdy wszyscy byli zdrowi, praktycznie od razu było wiadomo, jaka będzie wyjściowa jedenastka.

Jak duży wpływ na rundę wiosenną miało odejście Rafała Adamskiego?

Bardzo duży. Odszedł tuż przed zamknięciem okna transferowego, co mocno ograniczyło nasze możliwości ofensywne. Staś Gieroba, który miał być zmiennikiem i stopniowo zbierać doświadczenie, nagle stał się naszym podstawowym napastnikiem, bo był jedynym zawodnikiem na tej pozycji. Nie mieliśmy już czasu, żeby znaleźć wartościowego następcę Rafała Adamskiego. Zimą transfery są dużo trudniejsze, a wszystko wydarzyło się praktycznie na ostatnią chwilę.

Coraz większą rolę odgrywała też analiza. Dzisiaj, przy Wyscoutach, kamerach taktycznych i innych narzędziach, przeciwnicy z każdym kolejnym meczem wiedzą o tobie coraz więcej. Znają twoje mocne i słabe strony, wiedzą, jak cię zneutralizować i gdzie próbować zaskoczyć.

My nie wzmocniliśmy się zimą, a wręcz przeciwnie – straciliśmy ważnego zawodnika. Do tego mieliśmy dość wąską kadrę. Zastanawialiśmy się, na ile jeszcze wystarczy nam sił. Z drugiej strony, gdyby receptą na awans była wąska kadra i mały budżet, to wszyscy budowaliby drużyny właśnie w ten sposób. Dlatego uważam, że przy naszych możliwościach był to naprawdę duży sukces.

Czy może Pan powiedzieć coś więcej o transferze Rafała Adamskiego do Legii? Za ile odszedł?

– Kwoty są już gdzieś dostępne w internecie, bo każdy klub przedstawia takie dane w procesie licencyjnym. Prawdą jest, że Legia podzieliła tę kwotę na dwie transze, co wcześniej negocjowaliśmy. Widać też, że sytuacja finansowa Wojskowych mocno się zmieniła. Jeszcze rok czy dwa lata temu płacili milion, półtora czy dwa miliony za zawodników. Dziś wiele transferów realizują bez kwoty odstępnego, co pokazuje, że polityka transferowa wygląda już inaczej.

Cała sytuacja z Rafałem pojawiła się dopiero pod koniec zimowego okna transferowego, więc byliśmy trochę zaskoczeni. Po bardzo udanej rundzie jesiennej próbowaliśmy rozmawiać z Adamskim o przedłużeniu kontraktu, ale oczekiwania finansowe przedstawione przez jego agenta były dla nas całkowicie poza zasięgiem. Musielibyśmy bardzo mocno przekroczyć nasze możliwości finansowe, a przecież nigdy nie ma gwarancji, że zawodnik będzie przez kolejne lata utrzymywał ten sam poziom czy ominą go kontuzje. Kluby z dużym zapleczem finansowym mogą podejmować takie ryzyko, my nie.

Poza tym Rafał wiedział, że wzbudził zainteresowanie wielu klubów i chciał wysłuchać ofert z rynku. Nawet gdybyśmy byli w stanie zaproponować podobne pieniądze, to jeśli inny klub oferuje wyższy poziom sportowy, jest naturalne, że zawodnik będzie chciał zrobić kolejny krok w karierze.

Finalnie wyszło 50 tysięcy euro, w dwóch transzach?

– My rozmawialiśmy w złotówkach, ale mniej więcej był to taki poziom. Jakie miał inne opcje? Z Czech wpłynęła do nas oficjalna oferta, natomiast o zainteresowaniu z Niemiec wiedzieliśmy jedynie od agenta. Kiedy Rafał dowiedział się, że chce go Legia, praktycznie przestał być zainteresowany innymi kierunkami.

Nie każdy chce wyjeżdżać za granicę, uczyć się języka czy odnajdywać w nowym środowisku. Rafał nadal mieszka w Grodzisku, odwiedza nas, więc myślę, że dla niego było to najlepsze rozwiązanie. Dlatego wybrał Legię. To, że Czesi byli gotowi zapłacić więcej, a Niemcy jeszcze więcej, przestało mieć znaczenie, bo Adamski jasno powiedział, że chce trafić do Legii. W takiej sytuacji mogliśmy albo zaakceptować ofertę, albo poczekać kilka miesięcy i pozwolić mu odejść za darmo, tak jak stało się w przypadku Zjawińskiego.

Wiem, że pojawiło się sporo negatywnych opinii na temat zaakceptowania tej kwoty. Natomiast naprawdę wynegocjowaliśmy tyle, ile było możliwe. Z perspektywy czasu porównałem sobie dwie sytuacje. Po rundzie jesiennej trzech najlepszych napastników ligi to byli Rodado, Zjawiński i Adamski. Finalnie zarówno Łukasz, jak i Rafał trafili do Legii. My jednak otrzymaliśmy za Adamskiego – jak na nasze możliwości – sporą kwotę. Polonia za Zjawińskiego nie dostała nic. Pytanie więc, czy rzeczywiście podjęliśmy złą decyzję.

Ktoś powie, że Zjawiński pograł jeszcze pół roku i pomógł drużynie. To prawda, ale celem Polonii była walka o Ekstraklasę. Tego celu nie osiągnęli, więc ostatecznie znaleźli się dokładnie w tym samym miejscu co my – rozpoczynają kolejny sezon w 1. Lidze.

Wspomniał Pan o ofertach z Czech i Niemiec. Może Pan zdradzić, o jakie kluby chodziło?

– Tego już Panu nie powiem. Jeśli chodzi o Czechy, sprawdzałem wtedy ten klub. To nie była jakaś czołowa drużyna – zajmowała trzecie miejsce od końca w ekstraklasie. Natomiast jeśli chodzi o Niemcy, mieliśmy tylko informację od agenta, że chodziło o 2. Bundesligę. Oficjalnej oferty nie było. Z Czech oferta trafiła do mnie na maila, z podpisami prezesa, ale nie chcę podawać nazwy klubu, żeby czegoś nie przekręcić.

Po sezonie odeszli pierwszy i drugi trener Pogoni, czyli Piotr Stokowiec i Dariusz Rolak. Dlaczego?

Myślę, że trener Piotr Stokowiec przyszedł do Pogoni przede wszystkim po to, żeby odbudować swoje nazwisko. Przypomnijmy, że po nieudanym okresie w ŁKS-ie, przez półtora roku pozostawał bez pracy. Jest takie powiedzenie: „Na bezrybiu i rak ryba”. Pogoń Grodzisk pewnie nie była jego wymarzonym miejscem pracy, biorąc pod uwagę doświadczenie, jakie ma w Ekstraklasie. Natomiast podjął to wyzwanie i okazało się, że bardzo dobrze poukładał zespół. Myślę, że trener wyczuł odpowiedni moment. Wypromował się, pojawiły się lepsze oferty i z nich skorzystał.

Jeśli chodzi o Darka Rolaka, wiem, że bardzo zależy mu na dostaniu się na kurs UEFA Pro. Praca jako asystent w klubie pierwszoligowym daje cenne punkty w procesie rekrutacji. Myślę, że to również miało znaczenie.

Na pewno dostali też lepszą ofertę finansową. Nie znam szczegółów, bo nie rozmawialiśmy o konkretnych kwotach. Polonia jest bardziej stabilnym klubem pod względem finansowym i organizacyjnym, ma większe możliwości i bogatszą historię na wysokim poziomie, więc pewnie długo się nie zastanawiali.

Jak długo trwały poszukiwania nowego trenera? Ilu kandydatów było na liście? Wiadomo, że rozmawialiście między innymi z Filipem Raczkowskim.

Filip Raczkowski nie miał pewności, jak będzie wyglądała dalsza współpraca z Legią. Miał świadomość, że mimo sukcesów z rezerwami Wojskowych była to jednak bardzo młoda drużyna, bardziej przypominająca zespół juniorski niż typowo seniorski. Chciał trafić do miejsca, w którym będzie miał odpowiednie warunki do osiągnięcia kolejnego sukcesu. To bardzo ambitny i pracowity trener.

Spotykaliśmy się kilka razy. Rozmawialiśmy przez około tydzień, ale ostatecznie uznał, że nie chce podejmować takiego ryzyka. Nie wiedział, czy nadal będzie mógł liczyć na zawodników z Legii. Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie Olewiński, Szczepaniak, Adkonis, Jędrasik czy Gieroba stanowili bardzo ważną część naszego zespołu. Trzech lub czterech z nich regularnie wychodziło w podstawowym składzie. Było też wiadomo, że Legia ma swoje problemy finansowe, część zawodników została wystawiona na listę transferową, więc nie było pewności, jak ta współpraca będzie wyglądała.

Rozmawialiśmy również z Dariuszem Żurawiem. To było bardziej spotkanie zapoznawcze. Przedstawił swój pomysł na zespół, my go wysłuchaliśmy. Trener bardzo profesjonalnie podchodzi do budowy sztabu szkoleniowego, ale koszty takiego rozwiązania zdecydowanie przekraczały nasze możliwości finansowe. Chciał pracować według standardów ekstraklasowych, co jest całkowicie zrozumiałe, ale dla nas byłoby to zbyt duże obciążenie.

W tym samym czasie pojawiła się kandydatura Tomasza Kafarskiego. Odbyliśmy kilka spotkań. To osoba bardzo otwarta, doświadczona zarówno w 1., jak i 2. Lidze. Doskonale rozumie nasze realia, bo choć gramy w 1. Lidze, to organizacyjnie i finansowo często funkcjonujemy jak wiele klubów drugoligowych. Trener Kafarski był najbardziej konkretny, najbardziej rzeczowy i najbardziej elastyczny w kwestiach, które wspólnie omawialiśmy. Dlatego uznaliśmy, że na ten moment jest najlepszym kandydatem.

Spojrzeliśmy też na naszą historię. Awanse osiągaliśmy z doświadczonymi szkoleniowcami, czyli z trenerem Chrobakiem, Sasalem czy Stokowcem, a nie z przedstawicielami najmłodszego pokolenia trenerów. Doszliśmy do wniosku, że właśnie taki profil szkoleniowca najlepiej sprawdza się w Grodzisku, a Tomasz Kafarski idealnie wpisuje się w ten model.

Oprócz zmian w sztabie doszło też do wielu zmian w kadrze. Czy na finiszu okna transferowego można się jeszcze spodziewać kolejnych ruchów?

– Myślę, że jedyne, co jeszcze może się wydarzyć, to jakieś wypożyczenie z Legii Warszawa. Rozmawiamy o jednym, może dwóch nazwiskach, natomiast na razie nie chcę ich ujawniać. Skoro Legia jeszcze oficjalnie o tym nie mówi, to my również nie będziemy.

Wiemy, o jakich zawodnikach mowa, ale są tam jeszcze kwestie do ustalenia, między innymi związane z przedłużeniem kontraktów. Jeśli komuś umowa wygasa za rok, to Legii nie opłaca się wypożyczać takiego piłkarza bez wcześniejszego przedłużenia kontraktu. Tak działa wiele dużych klubów – czy to Real, czy Barcelona. Jeśli zawodnik ma iść na wypożyczenie, najpierw przedłuża się z nim umowę, żeby klub nie stracił na jego wartości.

Jeżeli menedżerowie, zawodnicy i kluby dojdą do porozumienia, to być może jeszcze ktoś do nas trafi na zasadzie wypożyczenia. Chyba że wcześniej ktoś od nas odejdzie, bo okno transferowe trwa jeszcze do 9 września i wszystko może się wydarzyć.

Na dziś nie planujemy jednak żadnych dużych ruchów. To, co miało się wydarzyć, wydarzyło się praktycznie do końca czerwca. Bardzo intensywnie działaliśmy na rynku. Zawodnicy, którym kończyły się kontrakty, odchodzili seryjnie, a my staraliśmy się jak najszybciej uzupełniać te braki, żeby trener miał możliwie szybko skompletowaną kadrę i mógł przygotowywać zespół, a nie tylko testować kolejnych piłkarzy.

Na jednej z konferencji trener Legii, Marek Papszun, mówił, że wypożyczeni mogą zostać Maciej Ruszkiewicz, Aleksander Wyganowski i Stanisław Gieroba. Czy chodzi Wam o te nazwiska?

– Tak. Skoro trener Papszun o tym powiedział, to mogę potwierdzić, że poruszamy się właśnie wokół tych nazwisk. Ostateczna decyzja będzie jednak zależała od tego, co zaproponuje Legia i czego my będziemy potrzebowali.

Czyli prowadzicie rozmowy dotyczące całej tej trójki?

– Na razie czekamy na informacje z Legii. To są jej zawodnicy, więc najpierw Legia musi poukładać swoje sprawy i dać zielone światło. Dopiero wtedy będziemy mogli przejść do konkretnych rozmów.

Ruszkiewicz, Wyganowski i Gieroba to zawodnicy, których chcielibyście pozyskać?

Myślę, że najbardziej pożądanym zawodnikiem byłby Maciek Ruszkiewicz, bo na tej pozycji mamy największe potrzeby. Jeśli chodzi o Wyganowskiego i Stasia Gierobę, czas pokaże. Jeżeli Legia da zielone światło, a trener uzna, że potrzebuje większej rywalizacji na tych pozycjach, to pewnie będziemy chcieli ich pozyskać.

Jeżeli jednak trener stwierdzi, że ma już to, czego potrzebował, i nie chce zbyt dużej konkurencji, to również będzie to zrozumiałe. Zbyt liczna kadra i wielu niezadowolonych zawodników siedzących poza kadrą meczową też nie jest zdrowe dla drużyny. Ostateczna decyzja należy więc do trenera i jego koncepcji budowy zespołu.

A z rozmów z trenerem Kafarskim wynikało, że chciał jeszcze sprowadzić z Legii kogoś innego?

– Nie. Spośród zawodników, którzy byli dostępni, rozmawialiśmy właśnie o tych nazwiskach.

Oczywiście było zainteresowanie Olewińskim i Szczepaniakiem. Mateusz został jednak włączony do kadry pierwszego zespołu. Z kolei słyszałem, że Oliwier dostał propozycję przedłużenia kontraktu z Legią i podobno odmówił, dlatego został w drugim zespole. Szkoda, bo u nas naprawdę świetnie funkcjonował. Bardzo dobrze wpasował się w klub. Polubiliśmy go nie tylko jako piłkarza, ale też jako człowieka – to bardzo sympatyczny i uśmiechnięty chłopak.

Wiedzieliśmy już, że Olewiński i Szczepaniak odpadają. Adkonisowi wygasł kontrakt, natomiast Jędrasika przedłużyliśmy, bo widzimy w nim duży potencjał.

Czyli słyszał Pan, że Olewiński dostał propozycję przedłużenia kontraktu z Legią?

– Tak słyszałem. Czy to prawda? Tego nie wiem. Uważam, że zawodnik, który wyróżniał się w 1. Lidze, naturalnie powinien zrobić kolejny krok. Widocznie albo konkurencja na jego pozycji jest zbyt duża, albo nie wpisuje się w model gry trenera i dlatego zostaje w drugim zespole.

Moim zdaniem, gdyby miał jeszcze trzy lub cztery lata kontraktu, a wygasa mu za rok, to w interesie Legii byłoby wypożyczenie go do Ekstraklasy albo mocnego klubu 1. Ligi, żeby regularnie grał. Skoro jednak zostaje w rezerwach, to najwyraźniej tam jest obecnie potrzebny.

Niedawno ogłosiliście kontynuację współpracy z Legią. Wcześniej pojawiało się jednak sporo dyskusji, czy to partnerstwo będzie trwało dalej.

– Mam wrażenie, że te dyskusje toczyły się głównie wśród dziennikarzy i kibiców. Porozumienie podpisane rok temu jest bardzo ogólne i otwarte. Nie ma tam zapisów dotyczących konkretnej liczby zawodników, wartości piłkarzy, wsparcia finansowego czy korzystania z infrastruktury. To bardziej ramowa umowa o współpracy.

Mówiłem już kiedyś, że przed poprzednim sezonem Legia była w zupełnie innej sytuacji finansowej i kadrowej. Mogła sobie pozwolić na więcej. Teraz jest w innej rzeczywistości. Jeśli najpierw musi uporządkować własne sprawy, to my to doskonale rozumiemy. Mamy świadomość, że jesteśmy blisko siebie i ta współpraca będzie trwała. LTC nie zniknie z Książenic, a my nie wyprowadzimy się z Grodziska. Może nie jest już tak intensywna jak rok temu, ale pozostajemy w stałym kontakcie – z prezesem Herrą, Bartkiem Zalewskim, Fredim Bobiciem czy Piotrem Zasadą. Praktycznie nie ma tygodnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali.

Rok temu Legia mogła zaoferować nam więcej i wtedy bardziej tego potrzebowaliśmy. Dziś sytuacja wygląda inaczej, ale absolutnie nie mamy o to pretensji. Sami też chcemy się rozwijać i być coraz bardziej samodzielni w 1. Lidze.

Jakiego wsparcia ze strony Legii oczekiwalibyście, gdyby było to możliwe?

– To bardzo szerokie pytanie. Zawsze można powiedzieć, że przydałoby się więcej dostępu do infrastruktury, większe wsparcie sponsorów, więcej pieniędzy czy więcej zawodników. Każdy klub chciałby mieć więcej.

Dziś najbardziej koncentrujemy się na znalezieniu mocnych sponsorów, którzy ustabilizują nas finansowo. Legia zadeklarowała wsparcie w tej kwestii. Gra na wyjeździe jest dla nas ogromnym kosztem. Sam dzień meczowy w poprzednim sezonie kosztował nas około 1,35 miliona złotych. Oczywiście nie oznacza to, że całą tę kwotę zaoszczędzilibyśmy, grając u siebie, bo własny stadion też generuje koszty. Myślę jednak, że oszczędność wyniosłaby około miliona złotych.

To pokazuje, jak drogie jest dla nas granie w Pruszkowie. Dodatkowo praktycznie wszystkie mecze od września były klasyfikowane przez policję jako imprezy podwyższonego ryzyka, co oznaczało znacznie wyższe koszty ochrony. Nawet jeśli na mecz przyjeżdżało trzech kibiców gości albo głównie dzieci z rodzinami, i tak obowiązywały podwyższone środki bezpieczeństwa. To były pieniądze, które po prostu uciekały z naszego budżetu. Dlatego dziś bardzo intensywnie rozmawiamy z potencjalnymi sponsorami.

Rozpoznawalność Pogoni bardzo wzrosła. Transfer Rafała Adamskiego, awans z 3. do 1. Ligi, miejsce w czołówce tabeli – to wszystko sprawiło, że zaczęli interesować się nami kibice, media i partnerzy biznesowi. Nie udało nam się jeszcze przełożyć tego na nowych sponsorów, ale cały czas prowadzimy rozmowy. Wierzę, że możemy zaoferować potencjalnym partnerom naprawdę ciekawy projekt.

Czy obecnie któryś z zawodników Pogoni ma konkretne oferty? Wie Pan o zainteresowaniu ze strony jakichś klubów?

– Nie. O wszystkich sytuacjach, które się pojawiały, wiedzieliśmy. Najwięcej działo się w czerwcu. Bardzo głośno mówiło się, również za sprawą agentów, że Kuba Konstantyn przeniesie się do Odry Opole, a Kacper Łoś do Polonii Bytom. Ostatecznie żaden z tych klubów nawet nie złożył oficjalnego zapytania, nie mówiąc już o konkretnej ofercie. Temat po prostu sam się rozmył i ucichł.

Czy jeszcze coś się wydarzy? Zobaczymy. Bardzo dobrze rozpoczęliśmy sezon, od dwóch zwycięstw. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że trafiliśmy na rywali mających swoje problemy, ale my na to nie patrzymy. Nawet jeśli przeciwnik ma kłopoty, to wcale nie oznacza, że łatwo zdobywa się punkty. Mam nadzieję, że nasi zawodnicy będą dobrze prezentować się również w sierpniu i we wrześniu. Okno transferowe jest jeszcze otwarte, więc wszystko może się wydarzyć. Na dziś piłkarze mają ważne kontrakty z klubem. Jeżeli pojawi się naprawdę interesująca oferta, wtedy będziemy się nad nią zastanawiać.

Rafał Gikiewicz. Czy rzeczywiście był temat jego transferu do Pogoni?

– Tak, rozmawialiśmy kilkukrotnie. Rafał to naprawdę świetny człowiek. Poznałem go osobiście, bo razem uczestniczymy w kursie dla dyrektorów sportowych. Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie – to pozytywna, rzeczowa, skrupulatna i pracowita osoba.

Spotkaliśmy się kilka razy i rozmawialiśmy również w klubie. Omawialiśmy jego oczekiwania finansowe i to, jak taka współpraca mogłaby wyglądać. W tzw. międzyczasie pojawiła się możliwość pozyskania Krzysztofa Kamińskiego. Trener uznał, że to będzie lepsze rozwiązanie.

Trzeba też pamiętać, że Rafał był po zabiegu i przez pewien czas nie trenował z zespołem. My natomiast potrzebowaliśmy bramkarza, który od razu wejdzie do treningu, rozpocznie rywalizację i będzie gotowy do gry. Dlatego trener zdecydował, że zamykamy ten temat. Uważam jednak, że byłaby to bardzo ciekawa opcja. Tak klasowego bramkarza w 1. Lidze dawno nie było. Rafał z pewnością stanowiłby dla nas ogromną wartość.

Z drugiej strony, Krzysiek Kamiński również prezentuje bardzo wysoki poziom. W pierwszym spotkaniu nie mógł zagrać, bo pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniego sezonu, ale później – w meczu z Puszczą Niepołomice – miał kapitalną interwencję. Za takie obrony naprawdę należą mu się słowa uznania. Oby takich interwencji było u nas jak najwięcej.

Czy w tym oknie było tak, że chcieliście pozyskać jeszcze innych zawodników, ale finalnie nie doszło do tego z różnych względów?

– Było dwóch takich piłkarzy. Nie chcę podawać nazwisk. Jeden z nich to bardzo ciekawy obrońca z 2. Ligi, ale jak jego klub dowiedział się, że jest dogadany z Pogonią, to przepłacił go tak, że nie chciałem nawet podejmować rozmów. To dla mnie abstrakcja, żeby wykładać tak duże pieniądze.

Był też młody chłopak ze Znicza Pruszków, ale agenci rzucili takie kwoty, że to przesada. Powiedzieliśmy, że nie będziemy płacić takich prowizji. Piłkarz wylądował w innym pierwszoligowcu.

W ostatnich latach pokazaliśmy, że potrafimy np. odbudować zawodników. Uważamy, że znowu zbudowaliśmy konkurencyjną drużynę. Bardzo baliśmy się poprzedniego sezonu, bo trzon naszego zespołu grał w 2. Lidze, ale na zapleczu Ekstraklasy też dał radę. Teraz też mamy ciekawą obronę, dobry środek pomocy, konkurencyjne skrzydła i dwóch interesujących napastników. Damian Jaroń i Radosław Majewski strzelili gole w pierwszym meczu, w kolejnym też wyszli w napadzie. Ktoś się śmieje, że dziadki biegają w ataku, bo jeden ma 36, a drugi 39 lat, ale oni ponownie pokazali jakość. Zaczęła się fajna rywalizacja w zespole.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie