Fredi Bobić: Legia nie będzie otwartym portfelem. Ostra diagnoza dyrektora – StolicaSportu.pl

Fredi Bobić. Legia już nie będzie otwartym portfelem dla wszystkich

Fredi Bobić Marek Papszun
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Maciek
7 sierpnia 2026 18:39
3 minuty czytania

– Legia była wielką strefą komfortu. Tutaj nie chodziło już o walkę o mistrzostwo, lecz o wygodne, przewidywalne funkcjonowanie – przyznaje Fredi Bobić. Nowy dyrektor sportowy Legii stawia twarde warunki i nie gryzie się w język – przyznaje, że klub musiał zostać całkowicie przebudowany, by wrócić do gry o najwyższe cele. Wspomina także o kuli śniegowej wydatków, kulisach zatrudnienia Marka Papszuna i ostrych słowach skierowanych do zespołu w najtrudniejszych chwilach minionego sezonu.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Fredi Bobić, nowy dyrektor sportowy Legii Warszawa, od początku nie owija w bawełnę. – Legia, którą zastałem, to była wielka strefa komfortu – stwierdza bez ogródek w rozmowie z WP SportoweFakty. Już na wstępie przyznaje, że priorytetem musi być walka o mistrzostwo Polski, a nie marazm i przyzwyczajenie do gry w europejskich pucharach bez większej presji. Jak sam mówi, przez lata w klubie brakowało prawdziwego głodu zwycięstw.

Bobić wszedł do Legii w jednym z najczarniejszych momentów ostatnich lat – szybką porażką w pucharach, bez awansu z ligi czy Pucharu Polski oraz z serią roszad na ławce trenerskiej. – Sytuacja była już tak zła, że klub musiał się wymyślić na nowo – mówi. W tym kryzysie właściciel Dariusz Mioduski i prezes Marcin Herra przekazali mu pełną władzę nad sekcją piłkarską, a nad drużyną – Marek Papszun, sprowadzony z Rakowa Częstochowa po twardych negocjacjach.

Nie ukrywa, że wchodząc do klubu musiał na nowo poznawać realia ligi, kraju i samej Legii. – Legia była miejscem, gdzie skupienie na piłce po prostu zniknęło – ocenia. Mioduski i Herra zgodzili się z nim, że taka sytuacja nie może mieć dłużej miejsca.

Do wyboru trenera Papszuna przekonał się po pięciu miesiącach intensywnej pracy w Polsce. Choć styl futbolu preferowany przez nowego szkoleniowca nie do końca mu odpowiada, docenia jego dopasowanie do realiów Ekstraklasy oraz fakt, że od pierwszego spotkania udało się uzyskać pełne porozumienie. Marek Papszun ma – według Bobicia – idealny profil, by wydobyć drużynę z marazmu. Jednocześnie dyrektor sportowy zaznacza, że decyzje o ewentualnych roszadach trenerskich podejmuje wyłącznie on.

Bobić nie ukrywa swojej fascynacji specyfiką ligi. – Ekstraklasa bywa szalona. Każdy może zostać mistrzem, każdy spaść. Czegoś takiego nie doświadczyłem nigdzie indziej. Jego Legia, pod wodzą Papszuna, musiała wypracować nowy styl: mniej techniczny, bardziej oparty na pasji i walce.

Jeśli chodzi o transfery i zarządzanie budżetem, Bobić nie zamierza być pobłażliwy. Głośne wydatki – jak te na Miletę Rajovicia – kwituje krótko: – Trzy miliony euro to w futbolu nic. Zaraz potem wylicza, że wcześniej ograniczenia kadrowe przyniosły klubowi aż 20 milionów zarobku. Zapowiada definitywny koniec rozrzutności: „Legia już nie będzie otwartym portfelem dla wszystkich”. Winą za finansowe przeciążenie obarcza wieloletnią politykę transferową, która – jak mówi – przypominała narastającą kulę śniegową.

– My wydaliśmy za dużo pieniędzy nie w lecie 2025 na transfery, tylko przez poprzednich pięć lat. To było jak kula śniegowa wydatków, to rosło i rosło. A sukcesów brakowało. Klub piłkarski zawsze wyda cały budżet, ale tu nie chodziło o jeden rok, tak było przez pięć lat.
Fredi Bobić dla WP SportoweFakty
Źródło: WP SportoweFakty

Wybrane dla Ciebie