Trwa koszmar pomocnika Chelsea. Maresca stawia sprawę jasno
Romeo Lavia doznał kontuzji tuż po wejściu na boisko w spotkaniu Chelsea FC z Karabachem. Belg, który od transferu do The Blues wciąż nie może wrócić do regularnej gry, musiał zejść z murawy już po ośmiu minutach meczu Ligi Mistrzów. Enzo Maresca będzie miał kolejny ból głowy związany z sytuacją kadrową, a po ostatnim gwizdku nie krył rozczarowania urazem pomocnika. Chelsea tylko zremisowała w Baku 2:2 po nerwowej końcówce.
Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem, kiedy Romeo Lavia zaczął od pierwszej minuty wyjazdowe starcie Chelsea FC z Karabachem w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Niestety, już po ośmiu minutach pomocnik znów padł ofiarą własnego organizmu i musiał zejść z boiska, dając kibicom poważne powody do niepokoju.
Lavia od transferu z Southampton latem 2023 roku praktycznie nie opuścił gabinetu medycznego. Ograniczony do zaledwie 30 występów w niebieskich barwach, był typowany do powrotu na pełne obroty. Jednak w Baku sytuacja potoczyła się boleśnie szybko. Po kilku minutach gry Belg opuścił murawę, a Enzo Maresca musiał zmieniać strategie jeszcze zanim mecz się rozkręcił.
"Żal nam go, szczególnie jego samego. Od dłuższego czasu nie jest w stanie być w pełni zdrowy. Zobaczymy, co dalej — na razie za wcześnie, by ocenić rodzaj urazu, ale wygląda na to, że ma problem z czworogłowym."
Jeszcze przed spotkaniem Maresca podkreślał, że musi każdą minutę i dzień kontrolować stan Lavii, przywołując casus Reece’a Jamesa sprzed roku. Trener tłumaczył, że jego głównym celem na ten moment jest po prostu utrzymanie pomocnika w zdrowiu, a przeciążenia skutkują długimi przerwami od futbolu.
Zeszłotygodniowy mecz z Nottingham Forest to dla Lavii zaledwie 45 minut. Z Ajaxem wytrzymał godzinę. W spotkaniu z Tottenhamem pokazał się z niezłej strony, co napawało optymizmem. Sztab nie ryzykował, planując dokładnie czas gry. Maresca wyjaśniał, że tylko regularność treningów pozwoli docelowo wprowadzić Belga na stałe do podstawowego składu.