Liga Mistrzów znów dla PSG! Zadecydowały karne
Rzuty karne zdecydowały o losie finału Ligi Mistrzów! PSG drugi rok z rzędu sięga po tytuł, tym razem po starciu z Arsenalem, które trzymało w napięciu do ostatniego strzału. Nie zabrakło kontrowersji i zwrotów akcji – decydujące miały być skuteczność Parayżan w serii jedenastek oraz dramatyczne pudła "Kanonierów".
PSG po raz kolejny sięga po trofeum Ligi Mistrzów UEFA, pokonując Arsenal w serii rzutów karnych. Finał długo nie rozczarowywał pod względem emocji, a obie drużyny serwowały kolejne zwroty akcji.
W pierwszej połowie paryżanie długo bili głową w mur, gdy podopieczni Mikela Artety cofnęli się na własną połowę stosując dobrze im znany styl nazwany już „Artenaccio”. PSG utrzymywało piłkę, jednak groźnych sytuacji prawie nie było. Najbliżej gola byli, gdy domagali się rzutu karnego po sytuacji z Saką, ale Daniel Siebert nie dopatrzył się przewinienia zawodnika Arsenalu.
Po przerwie mecz nabrał tempa. Właśnie wtedy Mosquera otrzymał żółtą kartkę za grę na czas. Chwilę później ponownie znalazł się w centrum wydarzeń, wycinając Kwaracchelię w polu karnym. Tym razem sędzia wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Dembele i nie pomylił się z jedenastu metrów, co oznaczało wyrównanie i wynik 1:1.
PSG próbowało pójść za ciosem – Kwaracchelia obił słupek, Vitinha uderzył nad poprzeczką. Kanonierzy odpowiadali kontrami, ale brakowało skuteczności – nawet rezerwowi nie potrafili wykończyć akcji po stracie paryżan. Kluczowe interwencje zademonstrował bramkarz Raya, uprzedzając Barcolę i ratując zespół przed stratą gola. Dogrywka była konieczna.
W dodatkowym czasie Arsenal próbował zaskoczyć rywala po stałych fragmentach, a PSG nie znalazło sposobu na obronę Anglików. Kontrowersji nie zabrakło także tutaj – starcie Madueke z defensorem PSG zakończyło się bez wskazania na rzut karny, a kartki obejrzał nawet sam Arteta wraz z Rice’em za protesty.
W końcówce dogrywki obrona PSG musiała radzić sobie z kilkoma strzałami londyńczyków, jednak Safonow pozostawał bezbłędny. Konieczne stały się rzuty karne.
Seria rozpoczęła się obiecująco dla PSG – trafiali Ramos, Gyokeres, Doue. Z kolei Eze pogrzebał nadzieje Kanonierów fatalnym chybieniem obok bramki. Paryżanie nie wykorzystali tej przewagi, bo Raya zatrzymał strzał Mendesa. Sytuację komplikował kolejny niecelny strzał Gabriela, który uderzył nad poprzeczką. Ostatecznie PSG wygrało serię 4:3, zdobywając drugi z rzędu tytuł Ligi Mistrzów.