Lech Poznań zremisował z Mainz! Niewykorzystana przewaga i emocje do końca
Lech Poznań mógł zgarnąć komplet punktów w meczu Ligi Konferencji przeciwko FSV Mainz, ale mimo gry w przewadze przez ponad 20 minut nie potrafił przechylić szali na swoją stronę, remisując 1:1.
Mecz Lecha Poznań z FSV Mainz w 5. kolejce Ligi Konferencji okazał się widowiskiem pełnym napięcia i niezrealizowanych okazji. Od początku obie drużyny narzuciły wysokie tempo i postawiły na ofensywę, przez co kibice nie mogli narzekać na brak sytuacji podbramkowych.
W 28. minucie stadion przy Bułgarskiej zamarł, gdy Japończyk Sota Kawasaki, który dopiero co pojawił się na boisku, otworzył wynik na korzyść gości. Akcję napędził Benedict Hollerbach, a Kawasaki wyprzedził obrońców z Poznania i bezlitośnie umieścił piłkę w siatce.
Chwilę potem kibice z Poznania mogli przeżyć prawdziwy rollercoaster. Gol Hollerbacha nie został uznany – sędzia dopatrzył się spalonego. Lech wziął się w garść i jeszcze przed przerwą wyrównał. Luis Palma został sfaulowany w polu karnym, a po długiej analizie VAR arbiter podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł niezawodny Mikael Ishak – i to z jaką pewnością! Kapitan Kolejorza z zimną krwią wykonał podcinkę i wyrównał wynik na 1:1.
Po zmianie stron piłkarze Nielsa Frederiksena coraz częściej utrzymywali się przy piłce, ale ich ataki kończyły się na dobrze zorganizowanej defensywie przeciwnika. W 67. minucie kibice Lecha poderwali się z miejsc – Nikolas Veratschnig obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, co otwierało Kolejorzowi drzwi do zwycięstwa.
Tyle że „Lechici” nie umieli przekuć przewagi liczebnej na gola. Kluczową sytuacją była kapitalna parada golkipera Mainz po strzale Rodrígueza. Chwilę później dogodną okazję miał Antoni Kozubal, jednak piłka znów nie znalazła drogi do siatki.
Do końca spotkania gospodarze mieli sporo z gry, lecz zabrakło wykończenia i odpowiedniego „zimnego łba”. Pobladłe miny wśród zawodników po ostatnim gwizdku mówiły wszystko.