Lewandowski i Torres walczą o skład. Trener Flick zdradza, co liczy się w Barcelonie
Czy Robert Lewandowski utracił status niezastąpionego snajpera w Barcelonie? O miejsce w ataku Blaugrany musi coraz częściej rywalizować z Ferranem Torresem. Hansi Flick nie owija w bawełnę – dla niego liczy się przede wszystkim dobro zespołu, nawet jeśli na szali stoją nazwiska tej klasy. Hierarchia w ataku Katalończyków ewidentnie się zmienia…
Robert Lewandowski przywykł do roli lidera ataku – najpierw w Bayernie, teraz od kilku sezonów w barwach FC Barcelony. Tymczasem bieżący sezon nie rozpieszcza polskiego napastnika. Pierwszy raz od dołączenia do Blaugrany, nie jest bezdyskusyjnym numerem jeden na środku ataku. Coraz mocniej naciska go Ferran Torres, który zadomowił się w wyjściowej jedenastce Barcelony.
Mandat do gry Hiszpan wypracował sobie konkretnymi liczbami. Do tej pory trafiał do siatki piętnaście razy w 26 spotkaniach, dokładając do tego jedną asystę. Lewandowski nieco odstaje – dziesięć goli plus dwie asysty. Ciekawostka? Według Mundo Deportivo, pod względem skuteczności są niemal łeb w łeb. Polak cieszy się bramką średnio co 103 minuty, natomiast Torres dorzuca swoją co 105 minut.
Atmosfery w Barcelonie nie podgrzewają same statystyki, a również atmosfera zdrowej rywalizacji, o której szerzej opowiedział Hansi Flick podczas konferencji prasowej. Niemiecki szkoleniowiec docenia sportowy charakter wyścigu o wyjściowy skład i daje jasny sygnał podopiecznym, co jest najważniejsze.
Kiedy jest taka rywalizacja, to jest zdrowo. Podoba mi się to. Na każdej pozycji na boisku mamy zawodników, którzy zaczynają w pierwszej jedenastce, i innych, którzy kończą mecze. Tego oczekuję od mojej drużyny; każdy jest ważny i każdy pomaga nam wygrywać mecze i osiągać nasze cele. Najważniejsza jest drużyna, a nie zawodnik czy trener
Słowa Flicka bezpośrednio pokazują, jaki ma priorytet. Zamiast przyznawać palmę pierwszeństwa Lewandowskiemu z sentymentów czy Torresowi na fali formy, trener rzuca wyzwanie obu – liczy się wyłącznie postawa zespołu i efektywność na boisku. Polak te realia zna z Bundesligi, ale na hiszpańskim podwórku to dla niego nowość, zwłaszcza przy tak wyrazistym konkurencie jak Torres. Flick tymczasem daje do zrozumienia, że na Camp Nou żaden numer na plecach nie gwarantuje pewnego składu, a każdy gol i każda akcja to powód do kolejnych decyzji rotacyjnych.