Kounde ratuje Barcelonę. Gole obrońcy, wygrana z Eintrachtem
Jeszcze w pierwszej połowie FC Barcelona notowała poważne przestoje, ale o wszystkim przesądziła zmiana tuż po przerwie. Najpierw asysta Marcusa Rashforda, potem aktywność Lamine’a Yamala i dwa trafienia Julesa Kounde – wszystko zamknęło się w ledwie trzech minutach. Robert Lewandowski – choć znalazł się w wyjściowym składzie i miał kilka okazji – tym razem nie błysnął skutecznością.
FC Barcelona długo nie potrafiła wejść na właściwe obroty – zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy Eintracht Frankfurt świetnie wytrącał rywalom argumenty z rąk. To podopieczni Hansiego Flicka prowadzili grę i mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale klarownych sytuacji po ich stronie praktycznie brakowało. Zamiast tego, po błędach Gerarda Martina i Aleksa Balde goście wyprowadzili zabójczą kontrę. Nathaniel Brown ruszył z piłką, dograł do Ansgara Knauffa, a ten pewnym strzałem nie dał szans Joanowi Garcii.
Pierwsze 45 minut było dla Barcy bardzo nerwowe. Przewaga w rozegraniu nic nie dawała, a sami gospodarze kilka razy mogli stracić kolejne gole. Tuż przed przerwą Ellyes Skhiri minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką – trybuny wyraźnie odetchnęły.
W przerwie Flick zdecydował się na kluczową roszadę: Marcusa Rashforda w miejsce Fermina Lopeza. Ta zmiana odmieniła oblicze gry. Ledwie kilka minut po wznowieniu Anglik rozegrał szybki atak, wrzucił celnie w pole karne, a Jules Kounde wykorzystał błąd krycia i głową wyrównał stan meczu.
Barcelona wyczuła moment, gospodarze ruszyli za ciosem. Już trzy minuty później Kounde po raz drugi wpisał się na listę strzelców – tym razem po precyzyjnym dograniu Lamine’a Yamala. Trzeba przyznać, że dla młodego Hiszpana była to rzadko udana zagrywka tego dnia, resztę meczu miał znacznie mniej wyrazistą.
Goście z Niemiec nie bardzo wiedzieli, jak odpowiedzieć. Co prawda, do końca meczu próbowali atakować, ale pod samą bramką brakowało im konkretu. Jedyną groźną szansę w pierwszej połowie miał właśnie Skhiri, jednak piłka minęła poprzeczkę o centymetry.
Robert Lewandowski, który rozpoczął mecz od pierwszej minuty, miał swoje momenty. W pierwszej połowie wpakował piłkę do siatki, jednak sędzia słusznie odgwizdał spalonego. W innej sytuacji Polak źle trafił w piłkę w polu karnym i zmarnował okazję, a po godzinie gry opuścił plac na rzecz Ferrana Torresa. Tym razem „Lewy” nie mógł zaliczyć spotkania do najbardziej udanych.
Sam przebieg meczu nie zachwycił tempem. Po początkowej przewadze Blaugrany i szybkim ciosie Eintrachtu rywale długo nie potrafili sforsować defensywy gości. Dopiero w drugiej połowie gospodarze rozkręcili się na dobre. Był moment, w którym Raphinha miał piłkę meczową, lecz minimalnie chybił, a Rashford tuż po wejściu został zablokowany w polu karnym.
Nerwów do końca nie brakowało – Eintracht bił głową w mur, za to Barca skutecznie utrzymywała wynik. Ostatecznie to gospodarze mogli świętować komplet punktów. Po sześciu kolejkach drużyna Flicka uzbierała 10 „oczek”, co jednak na razie nie daje miejsca w czołowej ósemce.
FC BARCELONA - EINTRACHT FRANKFURT
0:1 Ansgar Knauff (21)
1:1 Jules Kounde (50)
2:1 Jules Kounde (53)
FC Barcelona: Joan Garcia – Jules Kounde, Pau Cubarsi, Gerard Martin, Alex Balde (89’ Andreas Christensen) – Lamine Yamal (89’ Roony Bardghji), Eric Garcia, Pedri, Fermin Lopez (46’ Marcus Rashford), Raphinha (66’ Frenkie de Jong) – Robert Lewandowski (66’ Ferran Torres).
Eintracht Frankfurt: Michael Zetterer – Rasmus Kristensen, Robin Koch, Arthur Theate, Nathaniel Brown – Ritsu Doan (89’ Jessic Ngankam), Hugo Larsson (68’ Mahmoud Dahoud), Ellyes Skhiri, Mario Goetze (77’ Jean-Matteo Bahoya), Fares Chaibi (77’ Can Uzun) – Ansgar Knauff (68’ Elye Wahi).