Endrick opuszcza Real Madryt – po powrocie czeka go prawdziwe wyzwanie
Rezygnacja Endricka z gry w Realu Madryt i wybór Lyonu jako nowego przystanku zaskoczyła fanów. Młody Brazylijczyk chce zdobyć minuty na boisku, ale statystyki nie pozostawiają złudzeń – napastnicy wypożyczani przez Królewskich rzadko stają się później ważnymi postaciami pierwszej drużyny. Czy Endrick zdoła przełamać ten niechlubny trend, czy czeka go los poprzedników?
Endrick opuszcza Real Madryt po trudnej jesieni, decydując się na wypożyczenie do Lyonu. Ten ruch ma dać młodemu Brazylijczykowi większą szansę na grę na najwyższym poziomie, lecz jak wynika z analiz MARCA, nie musi to wcale oznaczać końca jego historii w stolicy Hiszpanii.
Wydaje się jednak, że przed Endrickiem stoi zadanie, na które mało kto znajduje przepis. Środkowi napastnicy, którzy trafiali na wypożyczenia z Realu Madryt, praktycznie nigdy nie wracali na Santiago Bernabeu, by odegrać kluczową rolę w pierwszej drużynie.
Wypożyczenia – przekleństwo napastników Królewskich?
Świeże przykłady są bezlitosne. Alvaro Rodriguez, Juanmi Latasa czy Borja Mayoral postawili na wypożyczenia, licząc na rozwój i minuty, ale drzwi do pierwszej jedenastki pozostały dla nich zamknięte. Nawet napastnicy kupieni za wielkie pieniądze, jak Luka Jović – sprowadzony za 63 miliony euro – po chwilowym powrocie do Frankfurtu ostatecznie został sprzedany do Fiorentiny.
Mariano Diaz, ironicznie, najlepiej radził sobie właśnie w Lyonie. Po powrocie do Madrytu spędził jednak pięć przeciętnych sezonów, zdobywając raptem siedem bramek. Jakby tego było mało, jeszcze wcześniej podobny los spotkał takich snajperów jak Roberto Soldado, Javier Portillo czy niezapomnianego Samuela Eto’o, dla których powrót do Realu kończył się bardzo szybko.
Wyjątkiem od tej ponurej reguły jest Alvaro Morata. Po odejściu do Juventusu wrócił i wybiegł w pierwszym składzie w sezonie 2016/17, kiedy Królewscy zdobyli podwójną koronę pod wodzą Zinedine’a Zidane’a. Mimo to sam piłkarz i tak zdecydował się na kolejne rozstanie.
Co ciekawe, sukces na miarę legendy osiągnął dopiero Ramon Grosso – mowa o latach 60., gdy po znakomitym wypożyczeniu w Atletico Madryt na dobre wpisał się do historii Realu.