Gerrard odsłania karty: wybrał najlepszych partnerów z Liverpoolu i reprezentacji
„Suarez był zwierzęciem” – przyznał Steven Gerrard, ujawniając swoich najlepszych partnerów do gry w piłkę z czasów Liverpoolu i reprezentacji Anglii. Ikona The Reds ułożyła dwie piątki marzeń.
Steven Gerrard bez wahania wskazuje, z kim chciałby znów wyjść na murawę w meczu pięcioosobowym. Boiskowa legenda Liverpoolu wyraźnie miała twardy orzech do zgryzienia, bo z tak imponującej listy nazwisk niełatwo wybrać ścisłą elitę.
Kibice The Reds nie zapomną ogromnego wkładu Gerrarda w sukcesy drużyny – 186 goli w 710 występach, kolekcja ośmiu trofeów i sceny z pamiętnej nocy w Stambule. Sam zainteresowany przyznaje, że szczególnie trudno było mu zestawić idealną piątkę kolegów tylko z Liverpoolu, więc do rozmowy z Rio Ferdinandem podszedł nietypowo: wskazał dwie mocno subiektywne piątki – osobno z czasów gry w klubie i osobno z kadry Anglii.
W linii defensywnej przy Anfield postawił na Sami Hyypię, „wielki transfer za śmieszne pieniądze”, który spędził w czerwonych barwach całe dziesięciolecie i zaliczył ponad 450 występów. Środek pola, bez niepotrzebnego kombinowania: duet Xabi Alonso – błyskotliwy i precyzyjny w rozegraniu oraz Didi Hamann, którego kapitan określił jako mocno niedocenianego. Z przodu sprawa była o wiele bardziej klarowna. „Suarez, tak, i muszę dać także Torresowi” – pada bez wahania. To zestawienie daje mieszankę waleczności, zadziorności i piłkarskiej klasy.
Gerrard o swoich wyborach nie owijał w bawełnę. Zapytany o różnicę między dwójką napastników, stwierdził: „Patrząc całościowo – Suarez. On był zwierzęciem” i od razu dodał, że poziom Torresa czy nawet Robbiego Fowlera przypadał na okresy szczytowej formy. Oceniając, kto był lepszy, zaznaczył jak trudno było wybrać między ich wyjątkową efektywnością.
Nieco innymi kryteriami Gerrard kierował się przy wytypowaniu angielskiej piątki marzeń. Tu miejsce w obronie oddał Ashley'owi Cole’owi, którego wskazał jako możliwe, że najlepszego lewego obrońcę świata w trakcie ich wspólnej gry. W środku pola oczywiście – Paul Scholes i Frank Lampard. Gerrard wręcz rozpływał się nad Scholesem:
Scholesy, dla mnie, był kontrolerem gry, potrafił rozrzucać piłkę, kończyć akcje i decydować o tempie meczu. W dzisiejszej Premier League miałby wszystkich postrachu, mówię poważnie – byłby absolutnie najlepszym pomocnikiem w lidze.
Napastników reprezentacji Anglii Gerrard nie musiał długo szukać. Wybrał rekordzistów: Alana Shearera, którego liczby, jak przyznał, „mówią same za siebie” i Wayne’a Rooneya, legendarnego snajpera z Manchesteru United i lidera pod względem występów w ataku kadry Synów Albionu.