Jakub Zieliński z Wolfsburga z piekła do nieba. Było blisko kompromitacji
Czwartoligowe Altglienicke dwukrotnie prowadziło z drugoligowym Wolfsburgiem i zmusiło go do dogrywki, a potem rzutów karnych. O losach awansu przesądził polski bramkarz, który wcześniej sam ułatwił rywalom zdobycie bramki.
Jakub Zieliński w ciągu jednego wieczoru przeszedł drogę z piekła do nieba. Drugoligowy Wolfsburg pokonał czwartoligowe Altglienicke 3:3 po dogrywce, a następnie 6:5 w rzutach karnych i wywalczył awans w Pucharze Niemiec.
Gospodarze zaskoczyli faworyta już w 6. minucie, kiedy Jonas Nietfeld otworzył wynik. Po przerwie, w 55. minucie, Maximilian Arnold doprowadził do wyrównania, ale kwadrans później Wolfsburg sam wpadł w tarapaty. Zieliński podał piłkę wprost pod nogi Jonasa Saligera, który nie zmarnował prezentu i było 2:1 dla Altglienicke.
Arnold ponownie przyszedł z pomocą. W 83. minucie strzelił swojego drugiego gola, doprowadzając do remisu. Podstawowy czas gry zakończył się wynikiem 2:2, co oznaczało dogrywkę.
W 109. minucie kibice Altglienicke znów mieli powody do radości. Mehmet Ibrahimi trafił na 3:2. Wolfsburg odpowiedział dopiero w 119. minucie za sprawą Hauke Wahla.
W konkursie jedenastek przez pierwsze trzy serie obie drużyny były bezbłędne. W czwartej serii Fabian Reese nie trafił, co dało przewagę gospodarzom. Zieliński rozpoczął jednak swoją rehabilitację, broniąc strzał Sonnenberga w piątej serii, podczas gdy Alessio Besio wykorzystał swoją próbę po stronie Wolfsburga.
Szósta seria ponownie zakończyła się remisowo. Decydujący okazał się siódmy podejście. Zieliński zatrzymał uderzenie Ibrahimiego, a Kilian Fischer pewnie wykończył swój strzał. Wolfsburg awansował dalej.