Znowu gol Brunesa. Raków coraz bliżej lidera
Raków Częstochowa w meczu z GKS Katowice przez ponad godzinę nie potrafił oddać celnego strzału. Dopiero w 67. minucie futbolówkę do siatki skierował Jonatan Braut Brunes – i jak się okazało, była to jedyna skuteczna próba tego popołudnia. Spotkanie, które przez większość czasu raczej nie przyciągało kibiców na skraj foteli, ostatecznie znalazło swojego bohatera i zwycięzcę.
W niedzielny wieczór Raków Częstochowa podejmował u siebie GKS Katowice i choć wiele osób liczyło na łatwe zwycięstwo gospodarzy, rzeczywistość okazała się bardziej wymagająca. Po pierwszej połowie można było żartować, że golkiperzy nudzili się przy swoich bramkach, bo celnych strzałów brakowało po obu stronach. Piłkarze Medalików sprawiali wrażenie niemrawych, a jedyną poważniejszą sytuację stworzyli katowiczanie, ruszając trzech na jednego w kontrze. Problem w tym, że chyba nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za kluczowe podanie i piłka zamiast wpaść do bramki Zycha, nawet nie poleciała w jej kierunku.
O ile pierwsza połowa nie rozpieszczała kibica, druga część spotkania przyniosła więcej ożywienia na boisku. Zespół z Częstochowy w końcu zaczął przejmować kontrolę, a rywale wyraźnie tracili rezon. Trwało to jednak aż do 67. minuty, gdy Jonatan Braut Brunes w końcu wpakował futbolówkę do siatki, zamieniając na gola pierwsze celne uderzenie w całym meczu.
Kibice GKS-u Katowice próbowali poderwać swój zespół do wyrównania i rzeczywiście goście ruszyli do ataku. Najgroźniej zrobiło się, gdy piłka po jednym z ich uderzeń obiła obramowanie bramki gospodarzy, ale to był maks ich możliwości tego wieczoru.
Raków mógł odetchnąć z ulgą – trzy punkty zostają więc pod Jasną Górą, choć wygrana przyszła po spotkaniu, które raczej szybko nie zapisze się w pamięci jako ofensywne widowisko sezonu. Jonatan Braut Brunes po raz kolejny pokazał jednak, że nawet w szarych meczach nie zawodzi, kiedy dostaje swoją szansę.