Brunes zaskoczony zmianą, a Papszun wyjaśnia decyzję po meczu Śląsk – Raków – StolicaSportu.pl

Brunes zaskoczony zmianą, Papszun wyjaśnia decyzję po wygranej Rakowa

Marek Papszun Raków Częstochowa - Legia Warszawa 1:1
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Eryk
3 grudnia 2025 23:09
2 minuty czytania

Już trzeci raz z rzędu Raków Częstochowa sięga po zwycięstwo poza własnym stadionem – tym razem zostawiając za sobą wymagającego rywala, jakim był Śląsk Wrocław. Po emocjonującej 1/8 finału Pucharu Polski Marek Papszun nie ukrywa, że zespół wystawiony był na próbę, a decyzja o zmianie Jonatana Brauta Brunesa nie była łatwa.

Raków Częstochowa wpisuje się w grono drużyn, które nawet podczas wyraźnych turbulencji potrafią zachować boiskowy chłód. Mimo intensywności ostatnich tygodni, jak i spekulacji dotyczących przyszłości Marka Papszuna, ekipa z Częstochowy nie spuszcza z tonu. W środowy wieczór piłkarze Medalików udowodnili, że na krajowej arenie są jak najbardziej do rzeczy, pokonując Śląsk Wrocław 2:1 w 1/8 finału Pucharu Polski.

Po ostatnim gwizdku Papszun przypomniał, że seria zwycięstw na wyjeździe zasługuje na uwagę. – Gratulacje dla drużyny za wygraną. Trzecie zwycięstwo na wyjeździe w sześć dni – to duży wyczyn. To był trudny mecz. Gratulacje dla Śląska, bo naprawdę zagrał dobrze i ten mecz kosztował nas dużo wysiłku. Szacunek dla przeciwnika – przekazał szkoleniowiec na konferencji.

Niewielu trenerów mierzy się z tak napiętym grafikiem meczów. Papszun nie ukrywał, że „to chyba nasze 28. spotkanie w sezonie” i nieco sarkastycznie dodał, iż „cały czas grają ci sami zawodnicy”. Nie krył jednak uznania: drużyna gra na trzech frontach, a mimo wąskiej kadry ciągle realizuje cele.

Najwięcej pytań po meczu wywołała decyzja o zdjęciu Jonatana Brauta Brunesa już po godzinie gry. Norweg, znany z nieodpuszczania i chęci przebywania na murawie do samego końca, patrzył nieco zaskoczony w kierunku ławki. Jak sam trener przyznał, napastnik „jest ambitnym zawodnikiem. Chce grać wszystko od deski do deski. To cecha piłkarzy klasowych. Nie zadowala go, że strzeli jednego gola i schodzi”.

Papszun dodał, że „była to decyzja przemyślana, bo wydawało mi się, że siadł fizycznie, a musieliśmy nadążyć za Śląskiem, który wyglądał świeżo”. Podobne przypadki, jak wspomniał trener Medalików, przerabiał już wcześniej z Ivim Lopezem – i wie, że takie sportowe „pazerności” trzeba w drużynie pielęgnować.

– Był zaskoczony, bo minut zostało sporo, ale wydawało mi się, że siadł fizycznie, a musieliśmy nadążyć za Śląskiem. Postanowiłem go zmienić i to była dobra decyzja, bo zostawiłem Makiego. Finalnie nam się to opłaciło. Nie ma tu złej krwi. To po prostu ambicja zawodnika i jego „pazerność” na kolejne gole, co mi się podoba
Marek Papszun po meczu, za Goal.pl
Źródło: Goal.pl

Wybrane dla Ciebie