Widzew Łódź szastał gotówką. Adamczuk podaje konkretną kwotę
Widzew Łódź latem zaplanował ofensywę transferową z rozmachem – za kulisami nie brakowało emocji i oczekiwań na szybkie efekty. Dariusz Adamczuk przyznaje, że wydano aż 7 milionów euro, lecz na razie inwestycja nie przekłada się na wyniki. Klubowi nie sprzyjała również karuzela na ławce trenerskiej, a kibice coraz głośniej mówią o rozczarowaniu rundą jesienną PKO Ekstraklasy.
Widzew przed sezonem 2025/26 niespodziewanie znalazł się w centrum uwagi całej piłkarskiej Polski. Latem działacze klubu z Serca Łodzi nie żałowali środków, chcąc zbudować zespół zdolny do walki o czołowe pozycje i awans do europejskich pucharów. Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu ds. sportowych, w rozmowie z „Interią” ujawnił, że na transfery wydano aż 7 milionów euro.
Letnie okienko transferowe w wykonaniu Widzewa miało być przełomem. Do klubu ściągnięto zawodników z myślą nie tylko o poprawie jakości gry, ale i realnej walce o występy na międzynarodowej arenie. Oczekiwania były ogromne, ale – jak się okazuje – większość nowych nabytków nie spełniła pokładanych w nich nadziei. Na domiar złego, zamieszanie na ławce trenerskiej wyraźnie odbiło się na stabilności zespołu. Zaledwie piętnaście kolejek i już trzeci szkoleniowiec pokazują, jak duże napięcie panowało w klubie.
W rozmowie z „Interią” Dariusz Adamczuk nie ukrywał skali inwestycji i przyznał: „Transfery zawsze potrzebują czasu. Na końcu to zawsze trener pracuje z zawodnikami. To też nie pomaga, że mieliśmy ich już trzech w ciągu piętnastu kolejek, ale mimo wszystko wydanie 7 mln euro na polskie warunki to bardzo, bardzo duża kwota […] nie mamy złych zawodników. Ale nie mamy drużyny”.