Lechia przejechała się po Górniku. Sygnał od Sezonienki i Bobcka w Gdańsku
Już w pierwszych minutach Lechia Gdańsk wrzuciła piąty bieg i nie odpuszczała, pokazując Górnikowi Zabrze, kto rządził tego dnia w Trójmieście. Kacper Sezonienko i Tomas Bobcek dali prawdziwy popis skuteczności, zamieniając trudny tydzień Lechii w pokaz siły. Niespełna tydzień po pucharowej porażce z tym samym rywalem gdańszczanie zagrali koncertowo i udowodnili, że nie zamierzają łatwo oddać miejsca w Ekstraklasie.
Nie minęło wiele czasu od gdańskiej bolesnej eliminacji w Pucharze Polski, gdy Lechia Gdańsk znów musiała zmierzyć się z Górnikiem Zabrze. Tym razem w rozgrywkach Ekstraklasy, gdzie goście przyjechali jako liderzy tabeli, a gospodarze znów walczyli o przetrwanie. Scenariusz jednak okazał się zupełnie inny niż podczas pucharowej potyczki.
Ekipa Lechii już w czwartej minucie miała powody do radości, choć pierwsza bramka została anulowana przez sędziego ze względu na pozycję spaloną. Ale to nie zniechęciło gdańszczan. Tomas Bobcek otworzył wynik spotkania, dając sygnał kolegom, że tego dnia zamierzają odgryźć się za wcześniejszą porażkę. Górnicy odpowiedzieli dopiero w 35. minucie po trafieniu Patrika Hellebranda, jednak Lechia nie przestawała naciskać i tuż przed przerwą to gospodarze prowadzili już dwoma golami.
Największym katem zabrzan okazał się Kacper Sezonienko, który jeszcze w pierwszej połowie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Gdy wydawało się, że Lechia odskoczyła na dobre, Górnik wykorzystał rzut karny za sprawą Rafała Janickiego, co podkręciło jeszcze tempo widowiska tuż przed zejściem do szatni. Pierwsza połowa należała więc do jednych z najbardziej obfitujących w gole, jakie tej jesieni widzieli kibice w Gdańsku.
Po zmianie stron Lechia nie zamierzała odpuścić. W 60. minucie Tomas Bobcek zdobył swoją drugą bramkę, pogrążając defensywę zabrzan, a chwilę później na 5:2 trafił Bogdan Viunnyk, który tym razem rozpoczął mecz na ławce. Wszystko wskazywało na to, że piłkarze z Zabrza wyszli z szatni jeszcze z myślami o pierwszej połowie, bo nie byli w stanie powstrzymać rozpędzonych gospodarzy.
Końcówka meczu to już totalna dominacja Lechii, która po piątym golu mogła sobie pozwolić na spokojną kontrolę wydarzeń na boisku. Zespół Górnika próbował jeszcze coś wskórać, jednak po raz kolejny musiał przełknąć gorycz porażki. Kibice na stadionie w Gdańsku nie mogli narzekać na brak emocji, oglądając popis strzelecki swojego zespołu.