Lech Poznań rozbił Radomiak 5:1 – trzy gole w pierwszych dziewięciu minutach

Lech Poznań wysoko wygrał z Radomiakiem

Patrik Walemark Tomasz Rząsa
fot. Lech Poznań
Domyślna grafika
Igor
3 minuty czytania

Piętnaście sekund wystarczyło, by Radomiak objął prowadzenie. Odpowiedź Lecha była natychmiastowa i brutalna – w ciągu kolejnych ośmiu minut poznaniacy odwrócili wynik i nigdy go już nie oddali. Rozkład bramek mówi więcej niż sam rezultat.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Gol w 15. sekundzie, wyrównanie w 3. minucie, prowadzenie gospodarzy w 9. Pierwsze dziewięć minut meczu Lech Poznań – Radomiak dostarczyło trzech bramek i w zasadzie rozstrzygnęło o wyniku końcowym. Ostateczny rezultat 5:1 był konsekwencją tego, co wydarzyło się w początkowej fazie.

Radomiak trafił do siatki niemal z pierwszej akcji. Radosław Murawski stracił piłkę tuż pod własnym polem karnym, a Guilherme Luiz wykorzystał prezent. To scenariusz, który powinien zdestabilizować każdą drużynę grającą u siebie. Lech zareagował jednak odwrotnie niż można by się spodziewać po zespole, który dopiero co popełnił elementarny błąd w rozegraniu.

Odpowiedź przyszła po niespełna trzech minutach. Pablo Rodriguez odebrał piłkę, obrócił się i z dystansu płaskim strzałem pokonał Filipa Majchrowicza. Było 1:1, a tempo meczu nie spadło ani na chwilę. Już w 9. minucie Patrik Walemark wyprowadził Lecha na prowadzenie 2:1. Trzy gole w tak krótkim czasie to rzadkość nawet w Ekstraklasie, gdzie szalone otwarcia nie są czymś niezwykłym.

Kluczowe z punktu widzenia taktycznego jest to, co działo się między 9. a 45. minutą. Lech miał wyraźną przewagę terytorialną. W 20. minucie Szcześniak musiał wybijać piłkę sprzed linii bramkowej po kolejnej próbie Walemarka. Murawski uderzył nad bramką, Walemark posłał piłkę w trybuny, a w 34. minucie bramkarz Radomia Lis obronił strzał Nunnely'ego. Poznaniacy wielokrotnie dochodziili do sytuacji, ale brakowało wykończenia. Presja była jednak na tyle duża, że trzeci gol musiał w końcu paść.

Sayyadmanesh zamknął pierwszą połowę trafieniem z bliskiej odległości po podaniu Ishaka. Wynik 3:1 do przerwy oddawał proporcje gry, choć mógł być jeszcze wyższy. Lech generował sytuacje seryjnie, Radomiak ograniczał się do pojedynczych prób utrzymania piłki.

Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu. Lis na początku złapał strzał Wolskiego, ale w 51. minucie Walemark po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Szwed miał w tym meczu dwa gole i przynajmniej dwie kolejne groźne próby, co czyni go najaktywniejszym zawodnikiem ofensywnym spotkania. W 63. minucie Lis powstrzymał jeszcze Donisa, ale piątą bramkę, autorstwa Rodrigueza, który tego dnia trafił dwukrotnie, radomski bramkarz nie był już w stanie zatrzymać.

Rozkład czasowy bramek mówi tu bardzo wiele. Dwa trafienia w pierwszych dziesięciu minutach, jedno pod koniec pierwszej połowy i dwa na początku oraz w środku drugiej. Lech punktował falami – po każdym okresie dominacji dochodził do kolejnego gola. Radomiak nie potrafił znaleźć sposobu na przerwanie tej sekwencji ani odciąć poznaniakowi dopływu piłki do strefy karnej.

Lech po tym zwycięstwie zajmuje trzecie miejsce w tabeli z trzypunktową stratą do liderującego Górnika. Radomiak pozostaje na czternastej pozycji. Rodriguez i Walemark, z dwoma golami każdy, pokazali, że ofensywa mistrzów Polski potrafi karać za każdy błąd w ustawieniu rywala.

Źródło: Meczyki.pl

Wybrane dla Ciebie