Iordanescu przyznaje: Trzy razy chciałem odejść z Legii!
Edi Iordanescu nie tylko zdobył z Legią Warszawa trofeum i poprowadził drużynę w europejskich pucharach, ale – jak sam przyznaje – towarzyszyła mu krytyka już od pierwszych dni pracy. Rumuński szkoleniowiec otwarcie mówi, że chciał zupełnie innego rozwoju wydarzeń. – Decyzja o odejściu była wyłącznie moja – podkreśla, odsłaniając kulisy rozstania i atmosferę panującą w klubie. Nie obwinia nikogo, lecz nie ukrywa rozczarowania sposobem, w jaki przebiegała przebudowa zespołu.
Edi Iordanescu w końcu przerwał milczenie po swoim odejściu z Legii Warszawa, nie oszczędzając szczegółów dotyczących kulis rozstania i atmosfery wokół zespołu. Były szkoleniowiec Wojskowych nabrał dystansu, ale jasno daje do zrozumienia, że rzeczywistość przy Łazienkowskiej daleka była od scenariusza, jaki sobie wymarzył.
- Chcę zaznaczyć, że decyzja o odejściu była wyłącznie moja. Był to trzeci raz, kiedy o to wnioskowałem i ostatecznie doszliśmy do porozumienia, po czym odszedłem. Obowiązuje klauzula poufności, ale nawet bez niej nigdy nie powiedziałbym złego słowa o Legii. Spędziłem tam bardzo intensywny okres - powiedział.
W rozmowie z rumuńskimi dziennikarzami podkreślił, że Legia jako klub zapewniła mu doskonałe warunki pracy. Nie szczędził ciepłych słów: „Nigdy nie będę krytykował Legii. Spotkałem tam wyjątkowych ludzi, znakomitą infrastrukturę. Warunki są po prostu fantastyczne”.
Iordanescu podkreśla, że o rozstaniu zdecydował sam, a prośbę o rozwiązanie umowy zgłaszał aż trzy razy, zanim ostatecznie doszło do porozumienia z klubem. „Był to bardzo intensywny okres. Nie żałuję, pojechałem i to było niezwykłe doświadczenie. Zdobyliśmy trofeum, awansowaliśmy do Ligi Konferencji UEFA, graliśmy w europejskich pucharach. Staram się zapamiętać tę dobrą stronę” – mówi dziś.
Biorąc pod uwagę burzliwy przebieg ostatnich miesięcy, nie brakowało rozczarowań. „Czy Legia Warszawa to dla mnie porażka? Nie, ale chciałbym, żeby to wyglądało zupełnie inaczej. Początek był bardzo dobry – cztery derby bez porażki, trofeum na starcie, a klub wcześniej w derbach przegrywał wszystkie mecze”, wspomina trener.
W następnych tygodniach strategia klubu nagle się zmieniła. Iordanescu nalegał na utrzymanie trzonu kadry i pozyskanie kilku piłkarzy, tymczasem z klubu odeszło w sumie aż 13–14 zawodników, a nowych 10 dołączyło już po zakończeniu przygotowań. „Bardzo trudno jest przebudować zespół w trakcie sezonu, kiedy okno transferowe jest już na finiszu. Wyniki nie były takie, jakich oczekiwano. Nie przegrywaliśmy, ale brakowało zwycięstw z zespołami, które oddawały nam inicjatywę”, tłumaczy szkoleniowiec.
Po jego odejściu sytuacja szybko się pogorszyła. Legia zanotowała serię dziewięciu meczów bez wygranej (trzy remisy, sześć porażek). Iordanescu nie przypisuje tego sobie, lecz zwraca uwagę, jak trudno było działać w takim kontekście. „Chciałem, żeby pewne sprawy wyglądały inaczej. Przebudowa drużyny w trakcie sezonu to ogromne wyzwanie, ale też okazja, by docenić pozytywne chwile.”
„Były głosy mówiące: ‘dlaczego potrzebujemy Rumuna, który ma nas uczyć, jak pracować’. To były opinie spoza klubu. Polacy to bardzo cywilizowany naród – w bezpośrednim otoczeniu nie spotkałem takich zachowań, ale w opinii publicznej krytyka pojawiała się już od początku. Sukces nie spada z nieba, trzeba go zbudować. Dlatego staram się zachować z tej przygody to, co dobre.”
Trener nie ukrywa, że od początku towarzyszyła mu presja związana z zagranicznym pochodzeniem. Część krytyki nie miała podłoża sportowego – „niekiedy nawet nie zwracano się do mnie po imieniu, tylko mówiono po prostu ‘Rumun’”. Iordanescu podkreśla jednak, że nie miał na tym punkcie kompleksów i nie szuka wymówek, bo jak sam mówi – to nie z tego powodu nie dotrwał do końca kontraktu w Warszawie.
Podsumowując, zdaniem rumuńskiego szkoleniowca futbol potrzebuje otwartości, także na trenerów z zagranicy. „My też chcemy wyjeżdżać za granicę, więc powinniśmy akceptować obcokrajowców przyjeżdżających do nas. Jest swobodny przepływ osób i nie ma sensu się tym frustrować czy patrzeć na to przez pryzmat narodowości.”