Fredi Bobić nie owija w bawełnę. "Niektórzy nie mają jaj, by grać w Legii"
W Legii Warszawa atmosfera na granicy wytrzymałości, a szef pionu sportowego Fredi Bobić nie szczędzi mocnych słów. „Niektórzy zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają jaj, by grać w koszulce Legii” – przyznaje w rozmowie dla CANAL+ Sport.
To nie był udany koniec roku dla Legii Warszawa. Ostatnie tygodnie przyniosły nie tylko fatalne wyniki, ale też rozczarowanie, które przerosło nawet wybrednych fanów ze stolicy. W szczerej rozmowie dla CANAL+ Sport Fredi Bobić, odpowiadający za piłkarskie decyzje, nie zamierzał lukrować rzeczywistości. – Mamy wszystko, ale nie mamy wyników. Gra, zwłaszcza w ostatnich dwóch miesiącach… To zaczęło się jeszcze, zanim odszedł od nas Edward Iordanescu – wypalił Bobić, nie kryjąc frustracji.
Listopad i grudzień nazwane zostały przez niego „bardzo ciemnym okresem”. Trudno się dziwić, skoro warszawiacy zafundowali sobie nie tylko stratę punktów, ale i totalny brak współpracy na boisku. Bobić nie unikał twardych określeń – wprost mówił o głupich wyborach i braku jedności w zespole. „Jesteśmy rozczarowani tą sytuacją. Kibice są rozczarowani, jeżdżą za nami wszędzie, nawet do Erywania – było tam 700 osób. Mam do tego ogromny szacunek. Oni cały czas próbują nas wspierać, ale my nie dowozimy” – przyznał, podkreślając przywiązanie fanów, nawet gdy zawodnikom ewidentnie brakuje charyzmy.
Odejście Iordanescu i przeciągające się negocjacje z nowym szkoleniowcem tylko pogłębiły kryzys. Jak ujawnia szef sportowy Legii, klub od razu wytypował swojego faworyta – za kulisami trwała jednak „walka o wyciągnięcie” trenera, co w sumie zajęło niemal dwa miesiące. Bobić wierzy, że wkrótce wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik.
Nie brakowało ironii też w kwestii ewentualnego sztabu dla Marka Papszuna. „Na pewno nie 15 – śmiałem się, jak to zobaczyłem. Przyprowadzi kilka osób, ale nie aż tyle. Zresztą, Iordanescu też miał u nas trzech nowych ludzi. Na razie nie skupiamy się na tym” dodał.
W tym sezonie Legia pobiła niechlubny rekord – 11 meczów bez zwycięstwa. Dla takiego klubu to wstyd, a Bobić nie ukrywa, że drużyna „zawsze znajduje sposób, żeby nie wygrać spotkania”. I choć czasem prowadzi, kończy się to zazwyczaj – jak sam ujął – przykro. Pracę z zespołem uważa dzisiaj za nieustanną walkę o choćby minimalną poprawę mentalności.
– Pewność siebie zniknęła. Niektórzy zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają jaj, by grać w koszulce Legii. Wszyscy w klubie bierzemy za to odpowiedzialność.
Samokrytyka rozciąga się też na plan przygotowań do wiosny. Legia ma przed sobą już tylko 16 ligowych spotkań – Europy i Pucharu Polski w tym sezonie nie ma. „Będziemy mieli wystarczająco czasu, żeby odpoczywać i przygotowywać się do poszczególnych spotkań” – tłumaczył Bobić.
Nastawienie drużyny ma się zmienić – w planach nastąpi nie tylko roszada na ławce, ale i przetasowania kadrowe, które mają wstrząsnąć skostniałą szatnią. W Legii nie ma już miejsca na wymówki: wszystko albo nic – bo cierpliwość kibiców nie będzie trwała wiecznie.