Frederiksen z odważną deklaracją: Lech Poznań jest faworytem do tytułu
Niels Frederiksen nie zamierza się kryć ze swoimi ambicjami. Duński szkoleniowiec Lecha Poznań z pełnym przekonaniem wskazał „Kolejorza” jako głównego kandydata do tytułu mistrza Polski, podkreślając przy tym, jak trudno jest gonić lidera i jak cenna jest przewaga punktowa w końcówce sezonu.
Frederiksen uczciwie przyznaje, że wyjazd do Białegostoku nie należy do kategorii spotkań decydujących o wszystkim. Podkreśla udział drużyny w wyścigu o tytuł, ale zarazem tonuje nastroje: „Jeśli będziemy kontynuować grę na obecnym poziomie, prawdopodobnie zakończymy sezon na pierwszym miejscu. Kluczowe będzie jednak utrzymanie stabilności w ostatnich ośmiu meczach”, rzucił podczas konferencji prasowej.
Duński szkoleniowiec nie ucieka od jasnych deklaracji i nie szuka alibi. Przeciwnie – traktuje każdy mecz z równą powagą, choć nie ukrywa, że stawką jest coś więcej niż tylko kolejne trzy punkty. „Dla mnie każde spotkanie ma taką samą wagę. To ważny mecz, ale nie wyjątkowy. Nic nie rozstrzygnie się w sobotę. Naszym zadaniem jest robić to, co zawsze – dać z siebie wszystko, by wygrać”, zaznacza jasno.
Analizując szanse w Białymstoku, Frederiksen rozprawia o kluczowych aspektach piłkarskiego rzemiosła: posiadaniu piłki, organizacji gry w defensywie czy reagowaniu na presję rywala. Wie, że Jagiellonia dysponuje szeroką ławką jakościowych zawodników i skupienie nie może zejść poniżej ustalonych standardów.
Trener Lecha nie zapomina, jak przed rokiem drużyna goniła uciekającą konkurencję. Skandynawska szczerość wybrzmiewa w jego słowach: „Wówczas traciliśmy pięć punktów do pierwszego miejsca na osiem kolejek przed końcem, dlatego dziś wiemy, że nic nie jest jeszcze przesądzone. Każdy mecz będzie wymagający, nie tylko dla nas, ale dla wszystkich zespołów walczących o czołowe lokaty”.
Zdecydowanie wolę być liderem niż gonić. Znajdowaliśmy się już w tej drugiej sytuacji i wiem, jak wymagająca potrafi być. To trudne, ale wolę być liderem.
Na finiszu sezonu margines błędu jest minimalny. Frederiksen powtarza jednak z przekonaniem, że to Lech pozostaje największym faworytem do sięgnięcia po koronę – o ile tylko utrzyma nerwy na wodzy, a zespół nie straci impetu w decydujących momentach ligowej walki.