Manon Fiorot szczerze: Depresja po walce z Shevchenko, powrót i nowe życie – StolicaSportu.pl

Fiorot szczerze o depresji. "To było jak upadek na dno"

Domyślna grafika
Domyślna grafika
Gacek
31 października 2025 13:44
3 minuty czytania

„Po tej walce naprawdę nie mogłam się pozbierać” – wyznała Manon Fiorot, wracając pamięcią do czasów traumy po przegranej z Valentiną Shevchenko. Francuska wojowniczka przez kilka miesięcy walczyła nie tylko z rywalkami, ale przede wszystkim z własną głową.

Emocje sięgały zenitu, gdy Manon Fiorot wyszła do walki z Valentiną Shevchenko. Stawka – tytuł mistrzyni wagi muszej UFC – była najwyższa w jej karierze. Jednak to, co wydarzyło się później, okazało się dla niej nie tylko sportową porażką, ale też początkiem prawdziwej batalii z samą sobą.

– Po walce było naprawdę bardzo, bardzo trudno. Myślę, że to była swego rodzaju depresja, bo budziłam się rano i nie miałam ochoty iść na trening. Zdarzało się, że płakałam bez powodu – tak właśnie Fiorot, cytowana przez kanał Jab Life, określiła swoją rzeczywistość po tym majowym wieczorze, kiedy Shevchenko odebrała jej marzenia o pasie UFC. Poczucie, że przegrała „walkę życia”, ciążyło jej przez kolejne miesiące. Uczucie wypalenia towarzyszyło jej każdego dnia, a myśl o kolejnym wejściu na matę powodowała coraz większy opór.

Francuzka nie próbowała się usprawiedliwiać. Wręcz przeciwnie – zaskoczyła szczerością, przyznając wprost, że nawet zwycięstwo nie dałoby jej pełnej satysfakcji. – Sądzę, że też bym wtedy popadła w depresję, bo nic mnie nie cieszyło. Straciłam po prostu przyjemność z treningów i walk – opowiadała otwarcie. Ucieczką okazała się radykalna zmiana otoczenia – Fiorot wyjechała do Montrealu, zaczynając wszystko od nowa.

Efekt przyszedł szybko. Już po kilku miesiącach zamieniła przeszłość na agresywną ofensywę. Do klatki wróciła mocniejsza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W starciu z Jasmine Jasudavicius nie oddała rywalce żadnej szansy – wygraną w 74 sekundy nazwała prawdziwą ulgą i przebudzeniem do nowego życia. – W momencie, gdy rozpoczęła się walka, poczułam się świetnie, jakby spadł mi z pleców wielki ciężar – relacjonowała Fiorot.

Dziś Manon Fiorot może z dystansu spojrzeć na ten trudny etap. Czterdziestoczteroletnia zawodniczka otwarcie mówi, że odbudowała sens, codzienną radość i satysfakcję z tego, co robi. – Doceniam to, że mam życie, o którym zawsze marzyłam. Każdego dnia wstaję, trenuję, walczę i dobrze zarabiam. Czego więcej chcieć? – podsumowała.

Źródła: Sport.fr, Jab Life

Wybrane dla Ciebie