Polski siatkarz mówi o trudnych chwilach. "Nie wstydźmy się prosić o pomoc"
Łukasz Kaczmarek nie ukrywa, że ostatnie lata przyniosły mu nie tylko wielkie sportowe sukcesy, ale także bardzo trudne chwile. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiada o depresji, zakończonej terapii i tym, co pomogło mu stanąć na nogi. – Nikt w życiu nie powinien wstydzić się i bać prosić o pomoc – tłumaczy wielokrotny reprezentant Polski, który tego lata przeniósł się do Asseco Resovii Rzeszów.
Dlaczego wybór padł właśnie na Asseco Resovię Rzeszów?
– Zawsze w swojej karierze wybierałem kluby, które grały o największe cele. Tak było przez sześć lat w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie walczyliśmy o najwyższe trofea, zdobywając medale mistrzostw Polski, Ligi Mistrzów i Pucharu Polski.
Tak samo było w moich ostatnich dwóch latach w Jastrzębskim Węglu. Zawsze była to drużyna, która mierzyła wysoko. Wiedziałem, że Resovia również jest takim zespołem – zawsze chce walczyć o najwyższe cele. Stąd mój wybór padł właśnie na ten klub.
Miał pan inne oferty w ostatnich tygodniach?
– W trakcie realizowania mojego kontraktu z Resovią miałem jeszcze inne opcje, zarówno na krajowym, jak i zagranicznym rynku, ale propozycja z Rzeszowa była dla mnie najlepsza pod względem możliwości walki o najwyższe cele.
Jestem w Resovii, czuję się szczęśliwy, że udało nam się sfinalizować ten transfer i że mogę grać w barwach tego klubu.
A jeśli chodzi o zagraniczne propozycje – może pan zdradzić, z jakich krajów pochodziły?
– Były to bardziej kierunki azjatyckie. Nie Europa, tylko właśnie tam toczyły się jakieś rozmowy. Jestem jednak bardzo szczęśliwy, że trafiłem do Rzeszowa.
Ma pan jakieś indywidualne cele na nadchodzące rozgrywki?
– Moim celem indywidualnym jest przede wszystkim jak najlepiej pomóc drużynie, żeby grała na najwyższym poziomie i mogła walczyć o jak najwyższe cele.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak wzmocniły się drużyny. Mam na myśli naszych rywali, takich jak Zawiercie, Lublin czy Warszawa. Uważam, że poziom rozgrywek w tym sezonie będzie niesamowicie wysoki. Wydaje mi się, że może być najwyższy w historii PlusLigi, a teraz już Tauron Ligi.
Na pewno będzie to dla nas wielkie wyzwanie, żeby grać i walczyć o medale. Mamy jednak drużynę, która jest bardzo doświadczona. Jest wielu zawodników, którzy występowali w klubach walczących o najwyższe cele, a także w reprezentacji. Wielu z nich zdobywało medale – zarówno z kadrą narodową, jak i klubami. Mamy również trenera, który odnosił wielkie sukcesy. Dlatego uważam, że mimo tego, iż poziom będzie dla mnie historycznie wysoki, mamy argumenty i odpowiednie doświadczenie, żeby walczyć o najwyższe cele.
Patrząc na pana historię klubową, rzadko zmienia pan zespoły. Czy liczy pan na to, że w Rzeszowie też spędzi kilka najbliższych lat?
– Na tę chwilę nie wybiegam w przyszłość. Na pewno chciałbym zaprezentować się z jak najlepszej strony i, tak jak mówię, pomóc drużynie w osiąganiu sukcesów. Wiem też, jak bardzo środowisko rzeszowskie jest głodne sukcesów, medali i tytułów.
Na ten moment chciałbym skupić się na tym, żeby prezentować się jak najlepiej i żeby drużyna zaszła jak najwyżej. Później będzie można myśleć o przyszłości. Dla mnie najważniejsze jest to, co tu i teraz.
Jakieś sportowe marzenia ma pan jeszcze przed sobą?
– Wiele sportowych marzeń już spełniłem – zarówno z reprezentacją, jak i klubami. W mojej karierze udało mi się wywalczyć medal z każdej imprezy, jaka jest możliwa w siatkówce reprezentacyjnej – także z igrzysk olimpijskich. W klubowej siatkówce również miałem ten zaszczyt, że udało mi się zdobyć praktycznie każdy możliwy tytuł, zarówno w Polsce, jak i w Lidze Mistrzów.
Uważam, że jestem spełnionym siatkarzem, ale nadal głodnym kolejnych sukcesów. Teraz chciałbym zdobyć medal z Resovią i powalczyć w Pucharze Polski o jak najlepszy wynik. Jeśli chodzi o reprezentację, to na razie jest to odległy plan.
W tym roku nie było pana w kadrze na Ligę Narodów. Czy to był dla pana trudny moment?
– Nie, absolutnie nie był to trudny moment. Rozmawiałem z trenerem Grbiciem, mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Przez dwa lata byłem jego zawodnikiem w ZAKSIE. Odnosiliśmy tam sukcesy – wygraliśmy pierwszą historyczną Ligę Mistrzów po wielu latach. Później przez kilka lat pracowaliśmy razem w reprezentacji, osiągając wspaniałe wyniki.
Byliśmy w kontakcie rok temu i również w tym roku. Rozmawialiśmy przed sezonem reprezentacyjnym. Przedstawił mi swoją wizję tego, jak ma wyglądać dla niego ten sezon. Wybrał taki skład, który na ten moment jest dla niego najlepszy, a za tym idą sukcesy. My, jako Polacy i polscy siatkarze, bardzo się z tego cieszymy.
Mamy bardzo dobrą relację. Powiedziałem trenerowi, że jestem do jego dyspozycji. On zawsze wie, że może na mnie liczyć. Wiemy, jak wygląda rywalizacja na każdej pozycji w naszej reprezentacji. Chłopaki grają na najwyższym poziomie i wygrywają, więc trzeba się z tego cieszyć i trzymać za nich kciuki.
Poza siatkówką ma pan jakieś inne pasje?
– Jestem fanem wielu sportów. Oglądam piłkę nożną na najwyższym poziomie. Jestem wielkim kibicem Realu Madryt. Jeśli chodzi o moje pozasiatkarskie pasje, które praktykuję w wolnym czasie, to jest nią dart. Wydaje mi się, że ta dyscyplina staje się w Polsce coraz bardziej popularna, ale również w Europie i na świecie. Hobbystycznie sobie w niego pogrywam.
Największą moją pasją, poza siatkówką, jest jednak wędkarstwo. Od dwóch lat, po zakończeniu sezonu, wyjeżdżam z chłopakami i przyjaciółmi na tydzień do Szwecji. To taka pasja, która po wielu miesiącach trudów, występów, wysiłku fizycznego i psychicznego daje mi idealną odskocznię. Wyjazd na ryby do Skandynawii pozwala mi się zresetować. Praktycznie przez całe lato staram się jeździć na ryby, bo sprawia mi to ogromną frajdę.
Jaka jest pana największa zdobycz do tej pory?
– Głównie łowię metodą spinningową. Rok temu, kiedy byłem w Szwecji, udało mi się wyciągnąć szczupaka o długości 88 centymetrów. Na tę chwilę jest to moja największa zdobycz.
Wspomniał pan wcześniej o wysiłku psychicznym. Wiadomo, że sezon jest różny – są lepsze i gorsze momenty. Czy cały czas czuje pan tę samą frajdę z siatkówki? Nadal jest w tym trochę tej dziecięcej radości i zabawy, którą miało się na początku?
– Zdecydowanie tak. Siatkówka sprawia mi ogromną radość. Jestem związany z tą dyscypliną od drugiej klasy szkoły podstawowej, czyli od dziewiątego roku życia. Do dziś sprawia mi wielką frajdę i jest moją ogromną pasją.
Na pewno po naszym ostatnim sezonie w Jastrzębskim Węglu, w którym mieliśmy wiele różnych problemów w drużynie, było ciężko. To lato również nie należało dla mnie do najłatwiejszych. Teraz bardzo się cieszę, że trafiłem do tak profesjonalnego klubu, jakim jest Asseco Resovia Rzeszów. Mogę skupić się tylko na tym, żeby jak najlepiej trenować i stawać się coraz lepszym siatkarzem. Wszystkie aspekty organizacyjne są tutaj na najwyższym poziomie, dzięki czemu zawodnik może skoncentrować się przede wszystkim na treningach i jak najlepszych występach.
Nie mówię, że zaraz będzie pan kończył karierę, ale może ma pan już jakieś plany na to, co będzie w przyszłości?
– Na tę chwilę nie mam jeszcze konkretnych planów. Na razie skupiam się na tym, żeby występować na jak najwyższym poziomie.
Staram się też przekazywać swoją wiedzę, którą udało mi się zdobyć przez te wszystkie lata grania w siatkówkę. Prowadzenie treningów z dzieciakami daje mi dużą satysfakcję. To coś, co w przyszłości chciałbym być może robić, ale nie wybiegam tak daleko. Mam nadzieję, że jeszcze przez kilka lat będę grał, a później będę mógł na spokojnie zaplanować swoje życie po zakończeniu kariery.
Treningi z dziećmi zajmują panu teraz dużo czasu?
– Na tę chwilę miałem w sumie trzy treningi z dziećmi. Jeden z nich odbył się w Przysusze przy okazji Pucharu Polski w siatkówce plażowej. Drugi miał miejsce w moim rodzinnym mieście, w Krotoszynie. Trzeci – w Jastrzębiu-Zdroju, w hali mojego poprzedniego klubu. Była to część projektu ministerialnego „Wielki mistrz”. Bardzo mi się podobało.
Były to spotkania z dzieciakami, podczas których widziałem, jak wielką radość sprawiają im treningi, zabawa, rozmowa i sam kontakt z siatkarzem.
Zacząłem to praktykować w tym roku i pewnie w kolejnych latach również będę chciał to robić. Sam kiedyś byłem dzieckiem i wiem, jaką frajdę sprawiało mi to, że mogłem gdzieś potrenować czy porozmawiać z siatkarzami, którzy występowali w PlusLidze. Widzę, ile pasji i radości daje to dzieciakom, dlatego sam również czerpię z tego ogromną przyjemność.
Czy były w pana karierze momenty, w których myślał pan o tym, żeby rzucić siatkówkę albo zrobić sobie od niej przerwę?
– Myślę, że 2024 rok był takim, powiedzmy, gorszym okresem w moim życiu. Nigdy jednak nie myślałem o tym, żeby rzucić siatkówkę. To coś, co kocham i co uprawiam od ponad 20 lat.
Wiadomo jednak, że w karierze sportowca przychodzą lepsze i gorsze momenty. Wiemy też, w jak wymagających i trudnych czasach żyjemy. Mamy ogromne wymagania, a do tego funkcjonujemy w świecie internetu, gdzie przykładowy Kowalski może skomentować różne rzeczy, kogoś urazić, obrazić i tak dalej.
Na pewno jest to wymagające i trudne, ale od tego są między innymi psychologowie oraz różnego rodzaju rozwiązania, które pomagają skupić się przede wszystkim na siatkówce. Trzeba starać się odkreślić grubą kreską to, co dzieje się w internecie, na różnych forach czy portalach społecznościowych, i skoncentrować się na tym, co jest najważniejsze – treningu, drużynie i osiąganiu wspólnych sukcesów.
W 2024 roku pojawiła się u pana depresja. Czy na tę chwilę jest już lepiej pod tym względem? Zakończył pan już leczenie i tych gorszych momentów jest mniej?
– Tak, zakończyłem terapię i branie tabletek po pół roku od zdiagnozowania problemu. Teraz współpracuję z psychoterapeutą, który w dużej mierze pomógł mi stanąć na nogi i wyjść z trudnego dla mnie momentu.
Czuję się świetnie. Zacząłem też zupełnie inaczej spoglądać na świat. Psychoterapeuta dał mi wiele bardzo ciekawych wskazówek dotyczących tego, jak radzić sobie z trudnymi chwilami i nie wpadać w psychiczny dół.
Na tę chwilę czuję się bardzo dobrze pod względem psychicznym. Tak jak mówię, poprzedni sezon był dla mnie bardzo ciężki i wymagający. Zresztą nie tylko dla mnie, ale dla każdego zawodnika Jastrzębskiego Węgla.
Po tym bardzo trudnym dla nas sezonie, w którym mierzyliśmy się z wieloma przeciwnościami losu, trudno było rywalizować na najwyższym poziomie i skupić się wyłącznie na siatkówce. Dlatego przejście do tak profesjonalnego klubu, jakim jest Resovia, w którym jest wielu zawodników, z którymi grałem w przeszłości i których bardzo dobrze znam, a także trenera, z którym również pracowałem i osiągałem największe sukcesy, jest dla mnie wielką przyjemnością i zaszczytem. Cieszę się, że mogę być tutaj, w takiej drużynie.
Wspomniał pan o ciekawych wskazówkach, które pomogły panu wyjść z tego trudnego momentu. Czy jest coś, czym mógłby się pan podzielić?
– Wydaje mi się, że nie chciałbym o tym szczegółowo rozmawiać, ponieważ jest to indywidualna sprawa. Każdy psychoterapeuta czy psycholog ma dla konkretnej osoby inne wskazówki i rady.
To była moja indywidualna praca z psychologiem i nie chciałbym się nią dzielić. Chciałbym natomiast powiedzieć jedno: żeby nikt w życiu nie wstydził się i nie bał prosić o pomoc – czy to psychologa, czy psychoterapeuty. To są ludzie, którzy naprawdę świetnie znają się na swojej pracy i dzięki odpowiednim radom oraz wskazówkom mogą bardzo pomóc człowiekowi wyjść z trudnej sytuacji.