Polacy ogrywają Ukrainę. Od 0:2 do 3:2 w Lidze Narodów
To miał być kolejny trudny sprawdzian dla podopiecznych Nikoli Grbicia. Polacy przegrywali już 0:2 z Ukrainą, a ich gra daleka była od ideału. Wydawało się, że wrócą z parkietu na tarczy, jednak wtedy biało-czerwoni urządzili prawdziwy siatkarski thriller. Ich zwrot w trzeciej partii i heroiczna pogoń w kolejnych setach pozwoliły wyrwać zwycięstwo po tie-breaku. Takiej dawki emocji nikt się chyba nie spodziewał!
Biało-czerwoni w czwartym meczu Ligi Narodów przeżyli prawdziwą siatkarską huśtawkę nastrojów. Mecz z Ukrainą rozpoczął się dla Polaków fatalnie – już od pierwszych piłek było widać nerwowość, zwłaszcza po akcji, w której Bartosz Gomułka dał się zatrzymać na siatce. Chwilę potem serwisu nie wytrzymał Bartosz Firszt, a nasi rywale – napędzani atakami Wasyla Tupczija – uciekali Polakom na trzy punkty. Mimo że udało się na moment wyrównać, to końcówka należała do Ukraińców, którzy pewnie zamknęli seta wynikiem 25:19.
Drugi set wyglądał podobnie. Kolejne zepsute zagrywki i brak pomysłu, jak odpowiedzieć na dyrygenta ukraińskiej ekipy Tupczija, sprawiły, że Polacy strata po punkcie, a trener Nikola Grbić musiał prosić o czas. Tym razem przerwa nie przyniosła oczekiwanych efektów, a nasi zawodnicy ponownie pogrążyli się w końcówce, przegrywając 18:25.
Już wydawało się, że mecz wymyka się spod kontroli, gdy w trzeciej partii do głosu doszedł Michał Granieczny – popisał się kapitalną obroną. W ślad za nim poszli koledzy, a po skutecznej zagrywce Jan Firlej odskoczyli na dwa oczka. Kilka minut później fani mogli złapać oddech: różnica jednak stopniała i dopiero blok Mateusza Lemańskiego na Kowalowie pozwolił zamknąć partię na korzyść Polski (25:22).
W czwartej odsłonie ekipa Grbicia złapała wiatr w żagle. Po pajpie i asie Aleksandra Śliwki dystans urósł do pięciu punktów. Ukraińcy nie potrafili poradzić sobie z serią Polaków, którzy utrzymali przewagę do końca seta, zwyciężając 25:21. I już wiadomo było, że wszystko rozstrzygnie tie-break.
Piąty set rozpoczął się z impetem – punkty zdobywali Tomasz Gierżot oraz Mateusz Nasewicz, a Lemański nie pozwalał Ukraińcom na skuteczne rozegranie piłki. Przeciwnicy zaczęli popełniać proste błędy na zagrywce, co sprytnie wykorzystywali Polacy. Przy stanie 11:9 po ataku Śliwki rywale już nie zdołali odwrócić losów meczu. Ostatecznie podopieczni Grbicia triumfowali 15:11 i mogli świętować drugą wygraną w tegorocznej edycji Ligi Narodów.
Biało-czerwoni zrobią sobie teraz krótką przerwę, a do gry powrócą 24 czerwca, gdy w piątej kolejce zmierzą się z Belgami. Po takim powrocie apetyt kibiców na kolejne emocje zdecydowanie wzrósł.
Polska – Ukraina 3:2 (19:25, 18:25, 25:22, 25:21, 15:11)