Kto po Lewandowskim? Barcelona wybiera następcę
W Barcelonie robi się gorąco: klub już teraz musi zmierzyć się z pytaniem, kto zastąpi Roberta Lewandowskiego. Działacze wiedzą, że trzeba przygotować się na zmianę pokoleniową.
FC Barcelona nie czeka aż czas zrobi swoje – już zaczyna myśleć o życiu po Robercie Lewandowskim. Choć kontrakt Polaka obowiązuje do 2026 roku, katalońska ekipa wie, że przedłużanie dyskusji o następcy nie ma sensu. Lewy potrafi jeszcze zapewnić kluczowe momenty, lecz wymagania sportowe stawiane przez Hansiego Flicka są nieubłagane: więcej intensywności, płynności, młodej krwi na szpicy.
W Barcelonie rozważano kilka tropów. Z czterech nazw, które ostały się na radarze: Harry Kane, Julian Alvarez, Karl Etta Eyong i Serhou Guirassy, każdy wnosi coś zupełnie innego. Jak się okazuje, wybór nowej dziewiątki może nadać całemu projektowi zupełnie inny kierunek.
Zanim temat transferu Kane’a trafił do poważnej dyskusji na Camp Nou, wydawał się raczej piłkarską fantazją. Tymczasem Anglik ma klauzulę wykupu w Bayernie na poziomie około 66 mln euro i nie jest wykluczone, że monachijczycy oddadzą go, jeśli zechce nowych wyzwań.
31-letni napastnik to maszyna do bramek. Doświadczenie, wykończenie akcji, a do tego predyspozycje do rozgrywania – Flick szybko zatrybiłby z nim taktycznie. Problem? Kane to rozwiązanie doraźne na maksymalnie dwa-trzy topowe sezony. Do tego dochodzą wysokie zarobki, które już teraz sprawiają, że polityka płacowa Barcelony jest napięta do granic. Transfer miałby sens tylko wtedy, gdyby zdecydowano się na czasowe zabezpieczenie pozycji, czekając aż młodszy napastnik okrzepnie.
Perspektywa ściągnięcia Alvareza przypomina katalońskim kibicom najlepsze czasy Messiego, Neymara i Suareza. Argentyńczyk, grając w Atletico Madryt, daje zarówno gole, asysty, jak i nieustanny pressing, co Flick ceni szczególnie. Co kluczowe, Alvarez potrafi schodzić do skrzydła, kreować przestrzeń i łączyć ruch całego ofensywnego trio – to prawdziwy nowoczesny numer dziewięć.
Kłopot zaczyna się przy finansach – cena transferowa wyceniana jest na ok. 150 mln euro. Atletico nie zamierza oddawać go Barcelonie za mniej, a negocjacje z ligowym rywalem nie należą do najłatwiejszych. Gdyby jednak pieniędzy nie brakowało, to właśnie Alvarez byłby typem piłkarza, wokół którego buduje się atak na całą dekadę.
Spośród czterech kandydatów najsilniej działa na wyobraźnię Etta Eyong. Kameruńczyk występujący w Levante to zupełne przeciwieństwo Kane’a – zadziorność, dynamika, atletyzm, ale sporo do szlifowania: pierwszy kontakt z piłką, ruch w polu karnym czy decyzje pod bramką.
Na papierze jest najtańszy – za jego transfer Barcelona musiałaby wyłożyć między 15 a 30 mln euro, w zależności od aktywowanych klauzul. Kłopot w tym, że Eyong jeszcze nie jest gotowy do gry w podstawie. Jeśli Blaugrana zdecyduje się na jego usługi, musi uzbroić się w cierpliwość i opracować plan stopniowego wprowadzania go do pierwszego składu lub wypożyczenia – w każdym razie wiąże się to z inwestycją w rozwój na kilka lat.
Wreszcie Guirassy – gość, o którym dużo się mówi w kontekście Borussii Dortmund. Siła, świetny przegląd pola, regularne gole. Jeśli Barca szuka kogoś, kto z miejsca poprawi fizyczność i realnie zagrozi rywalom pod ich bramką, to właśnie on.
68 mln euro klauzuli wygląda rozsądnie przy realiach rynku, a do tego jego liczby pozwalają sądzić, że przez kolejne trzy-cztery sezony mógłby być bardzo stabilnym punktem. 29 lat na karku oznacza przewidywalność i mniej ryzyka niż w przypadku najmłodszych kandydatów.
Podsumowując analizę sportową i ekonomiczną, porządek na liście preferencji układa się dość klarownie. Na szczycie: Julian Alvarez – piłkarsko i charakterologicznie najbliżej nowoczesnej wizji. Najbardziej wyważony wybór: Guirassy – bezpieczeństwo bez ekonomicznego szaleństwa. Eyong to inwestycja z potencjałem, a Kane – pomost, bez długofalowej gwarancji.