Jan Urban tłumaczy zmiany w składzie reprezentacji Polski przed meczem ze Szwecją
Napięcie przed decydującym barażem o mundial znowu sięga zenitu – selekcjoner reprezentacji Polski, Jan Urban, wyjaśnił powody odważnych roszad personalnych w wyjściowej jedenastce na mecz ze Szwecją. Trzy zmiany w składzie, wprowadzenie Wiśniewskiego, Zalewskiego i Świderskiego to nie tylko efekt analizy ostatniego meczu, ale też dostosowania strategii do szwedzkiego przeciwnika. Czy właśnie te decyzje dadzą Biało-Czerwonym upragnioną przewagę?
Jan Urban postanowił zaskoczyć kibiców przed barażowym starciem o awans na Mistrzostwa Świata ze Szwecją, dokonując aż trzech zmian w wyjściowej jedenastce względem spotkania z Albanią, zakończonego zwycięstwem 2:1.
Walka o udział w mundialu trwa w najlepsze, a nasz zespół, choć musiał się zdrowo namęczyć, to jednak zapewnił sobie miejsce w finale europejskich baraży. Tym razem Biało-Czerwoni zmierzą się ze Szwedami na ich terenie, co od razu podnosi poprzeczkę – cztery lata temu udało się ich ograć, ale tym razem zadanie będzie jeszcze trudniejsze.
Selekcjoner nie ukrywał, że kluczowy był odpowiedni dobór personalny względem silnych stron Szwedów. W miejsce Tomasza Kędziory w linii defensywnej pojawił się Przemysław Wiśniewski – Urban tłumaczył, że chodziło głównie o wzrost i fizyczną obecność w polu karnym przy stałych fragmentach gry. „Szwedzi mają wysokich zawodników i przy stałych fragmentach wchodzą głęboko do bramki. Wszyscy są w piątce i robi się duża kumulacja zawodników. Czują się w tym dobrze. Myślę, że wzrost Przemka nam pomoże. Tomek zagrał dobry mecz z Albanią, ale tutaj Wiśniewski będzie musiał się też ścigać z Elangą, Nygrenem czy Gyökeresem” – podsumował selekcjoner.
W pomocy pojawił się Nicola Zalewski, który ma zapewnić większą dynamikę i zdolność rozgrywania akcji od głębi pola. Urban widzi w nim zawodnika, który 'bardzo często będzie pod linią otwierał grę', co w kontekście zmiennych orientacji boiskowych ma dać drużynie dodatkowe atuty, a przy okazji pozwala Kamińskiemu wrócić na ulubioną pozycję.
„Tutaj można zauważyć, że stawiamy na doświadczenie. Zdaje sobie sprawę, że Karol dużo nie strzela w Grecji, ale jest bardzo nieprzyjemny, trudny do upilnowania, potrafi znakomicie utrzymać się przy piłce czy wywalczyć rzut wolny. Często w polu karnym jest oportunistą, potrafi znaleźć się w sytuacji i na to liczymy. A jak się nie powiedzie, to mamy wartościowych graczy na ławce”
Właśnie tym argumentem selekcjoner uzasadnił obecność Karola Świderskiego kosztem Filipa Rózgi w ataku. Jak widać, nie chodzi tylko o liczby, ale także o użyteczność i doświadczenie na trudnym terenie, gdzie każda chwila nieuwagi może zaważyć o wszystkim. Wszystko to po to, by Polska mogła liczyć na kolejny wieczór pełen piłkarskich emocji i, być może, szczęśliwy finał barażowej batalii.