Przełamanie i dublet Sesko dało tylko punkt w meczu z Burnley
Kibice liczyli na nowe otwarcie po pożegnaniu Rubena Amorima, „Czerwone Diabły” wciąż rażą nieskutecznością i błędami w obronie. Co ciekawe, mimo zmian na ławce szkoleniowej – zwycięstwo nadal pozostaje nieosiągalne.
Oczekiwania wobec Manchesteru United były ogromne. Po zwolnieniu Rubena Amorima, zespół miał wyjść z cienia rozczarowań i pokazać inny styl pod wodzą tymczasowego szkoleniowca Darrena Fletchera. Fani liczyli, że to będzie moment przełomu. Jednak rzeczywistość szybko ostudziła ich entuzjazm.
Wyjazdowe starcie z Burnley rozpoczęło się fatalnie dla „Czerwonych Diabłów”. Już w 13. minucie Ayden Heaven skierował futbolówkę do własnej siatki. Defensorzy Manchesteru mieli jednak czas, by się zrehabilitować. Najpierw Bashir Humphreys wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej po strzale Matheusa Cunhy, a chwilę później Lisandro Martinez trafił do siatki, lecz uprzednio faulował Kyle’a Walkera, co nie umknęło arbitrowi.
Dopiero po przerwie goście złapali wiatr w żagle. Benjamin Sesko w odstępie 10 minut dwukrotnie pokonał golkipera Burnley i wydawało się, że dominacja jest już oczywista. Jednak euforia nie trwała zbyt długo. Defensywa United pozwoliła Jaidonowi Anthony’emu na efektowny rajd w polu karnym i Burnley wyrównało. Piłkarz oddał precyzyjny strzał niemal w samo okienko i ustalił wynik na 2:2.
Remis z przedostatnim zespołem w tabeli nie poprawił nastrojów w obozie United. Znów pojawiły się głosy, że problem nie leży wyłącznie w osobie trenera, a kadra wciąż razi brakiem pewności siebie oraz konsekwencji w grze defensywnej.
BURNLEY FC - MANCHESTER UNITED 2:2 (1:0)
1:0 Heaven 13-sam.
1:1 Sesko 50
1:2 Sesko 60
2:2 Anthony 66