Micah Richards szczerze o depresji. "Piłem, by zapomnieć”
„Byłem naprawdę w depresji. Piłem dużo, żeby jakoś to wszystko zapomnieć” – tak otwarcie o najcięższym okresie w swoim życiu opowiada Micah Richards. Były piłkarz Manchesteru City i reprezentacji Anglii dziś jest uśmiechniętym ekspertem telewizyjnym, jednak jego droga po zakończeniu kariery była pełna wyzwań.
Na boisku Micah Richards imponował fizycznością i ambicją, dziś jego uśmiech oraz humor rozjaśniają studio programu CBS Sport Golazo. Wspólnie z Thierrym Henrym, Jamiem Carragherem i prowadzącą Kate Scott tworzy drużynę, która przyciąga kibiców nie tylko piłkarskim doświadczeniem, ale przede wszystkim autentycznością. Jednak za kamerami nie zawsze było równie lekko.
Wszystko zmieniło się w 2019 roku, gdy po latach walki z kontuzjami Richards, mając zaledwie 31 lat, musiał oficjalnie zakończyć swoją karierę. Ostatni raz na boisko wyszedł dwa lata wcześniej. Sam przyznał, że dotkliwe urazy odebrały mu wszystko, co kochał – piłkę nożną.
Poruszające słowa Thierry’ego Henry’ego
Podczas jednej z ostatnich transmisji Ligi Mistrzów nie zabrakło emocji. Thierry Henry postanowił na żywo odezwać się do Richardsa, z którym dzielą nie tylko piłkarską przeszłość, ale i zrozumienie wyzwań pożegnań:
„Chciałem ci coś powiedzieć, bo wczoraj nie miałem odwagi. Pokazałeś mi coś, z czym naprawdę się utożsamiałem. Chcę, żebyś o tym wiedział na żywo. Miałem swoje problemy z kontuzjami, ale kończyłem grę na własnych zasadach. Ty tego wyboru nie miałeś. Mam ogromny szacunek do tego, jak to wszystko znosiłeś mentalnie. Nawet jeśli na co dzień się śmiejesz i pocieszasz wszystkich, nie traktujemy cię jako oczywistość. Chciałem, żebyś to wiedział, bo czasem myślisz, że jesteś niewidoczny, ale widzimy cię”
Choć Richards znany jest z żartów i dystansu, te słowa wyraźnie go poruszyły. Sytuacja na chwilę przerwała lekki ton programu – prowadząca Kate Scott zachęciła go, by opowiedział o najtrudniejszych momentach swojego życia. Richards nie owijał w bawełnę: „Byłem zdecydowanie w depresji. Ale nie mierzyłem się z tym otwarcie. Piłem dużo, próbując po prostu zapomnieć” – mówił szczerze.
Poza twardą skorupą angielskiego defensora przez lata kryły się liczne urazy. Problemy z ścięgnami Achillesa pojawiły się już w 2010 roku, potem zaczęły się kłopoty z udem, łydką, kostką, a na końcu – kolanem. Richards przeszedł pierwszy zabieg już jako nastolatek, a gdy musiał odciągać płyny z kolana co trzy dni, lekarze jasno ostrzegli, że gra może się skończyć źle. On jednak nie zamierzał się wtedy poddawać, bo, jak wyznał, „zbyt mocno kochał futbol”.
W tamtym okresie ogromne wsparcie dawała mu rodzina i przyjaciel Madge: „To on pomógł mi spojrzeć na życie z innej perspektywy. Czy jesteś szczęśliwy? Czy masz rodzinę obok siebie? Reszta to tylko fasada: błysk, blask życia piłkarza. Liczą się relacje i ludzie obok. Dopiero wtedy zrozumiałem, że życie jest czymś więcej niż samochody czy domy”.
Humor – i kula u nogi, i tarcza
Kariera Richardsa przypadła na burzliwe lata dla Manchesteru City. Awans z juniorów do pierwszej drużyny w 2006 roku to była szansa – choć wtedy jeszcze klub był ligowym średniakiem. Wszystko zmieniło się trzy lata później po przejęciu przez Abu Dhabi United Group. Właśnie wtedy „The Citizens” weszli na salony, a Richards zdobył dwa mistrzostwa kraju, zanim odszedł na wypożyczenie do Fiorentiny, a finalnie na stałe do Aston Villi.
Sumując, w Manchesterze City rozegrał 245 spotkań i strzelił 9 goli. W Aston Villi pojawił się tylko 31 razy, we Fiorentinie – 19, a dla reprezentacji Anglii zanotował 13 występów. Przy tych liczbach Richards trudno dorównuje legendom takim jak Henry czy Carragher, stąd w studiu częściej jest obiektem żartów niż poważnych analiz. Sam kwituje: „Staram się widzieć dobro w ludziach. Zawsze staram się dodawać innym otuchy. Taki już jestem”.
Jednak za fasadą wygłupów kryje się też poważny facet, który otwarcie mówi o presji, lęku o miejsce w składzie, hejcie w internecie i nieustannym poczuciu, że jeden uraz może skończyć wszystko. „Patrzyłem na to wszystko jednak z innej strony. Ostatecznie jestem człowiekiem pozytywnym” – podsumowuje Richards.