Liverpool rozgromiony przez Aston Villę – klęska na Villa Park – StolicaSportu.pl

Liverpool rozgromiony przez Aston Villę

Ollie Watkins
fot. Ardfern (Wikimedia CC 4.0)
Domyślna grafika
Eryk
15 maja 2026 23:00
4 minuty czytania

Kiedy wydawało się, że Liverpool powalczy jeszcze o Ligę Mistrzów, Aston Villa brutalnie zweryfikowała jego możliwości i rozbiła The Reds aż 4:2. Właśnie Villa Park stało się miejscem upadku ekipy z Anfield, która po kolejnej kompromitacji w obronie wyjeżdżała z Birmingham mocno przybita. Unai Emery i jego drużyna grali z polotem, skutecznie wykorzystując kolejne potknięcia gości – a reakcja Liverpoolu, mimo ambitnego startu po przerwie, okazała się zbyt słaba na rozpędzonych gospodarzy.

Nastroje wśród kibiców Liverpoolu przed starciem z Aston Villą były pełne nadziei, ale i niepewności. Z jednej strony rywalizacja z ekipą Unaia Emery’ego zapowiadała się na jeden z kluczowych pojedynków tej końcówki sezonu Premier League, z drugiej – The Reds już nie raz w tej kampanii zawodzili oczekiwania, zwłaszcza grą w defensywie.

Arne Slot miał tego dnia do dyspozycji Mohameda Salaha i Ibrahima Konaté, którzy powrócili do składu po przejściach zdrowotnych. Nadal brakowało jednak kilku ważnych ogniw, w tym Stefana Bajceticia i Conora Bradleya. Po stronie gospodarzy także nie wszyscy byli zdolni do gry – Amadou Onana, Alysson i Boubacar Kamara wciąż przebywali poza boiskiem.

Sama pierwsza połowa nie rozpieszczała tempem, choć to Aston Villa wyglądała lepiej i przejawiała znacznie większą determinację. Liverpool przez długie minuty nie potrafił wymyślić nic konkretnego w ofensywie, a powiew ożywienia przyniosła dopiero końcówka tej części. Cody Gakpo już cieszył się z trafienia, jednak sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Kilka minut później Dominik Szoboszlai sprawdził czujność Emiliano Martíneza mocnym uderzeniem z dystansu – bramkarz gospodarzy był jednak na posterunku.

Błąd defensywy Liverpoolu w 42. minucie kosztował przyjezdnych bardzo drogo. Morgan Rogers wykorzystał pasywność obrońców, przejął piłkę w polu karnym i z zimną krwią wpakował ją do siatki. The Reds schodzili do szatni z minimalną stratą, ale świadomością, że jeśli tak dalej pójdzie, nie wrócą do domu nawet z jednym punktem.

Po przerwie obraz gry rzeczywiście odwrócił się na chwilę. Liverpool ruszył żwawo, a już w 52. minucie po precyzyjnym dośrodkowaniu Szoboszlaia, Virgil van Dijk doprowadził do remisu finezyjnym strzałem przy dalszym słupku. Chwilę później Rio Ngumoha obił słupek, a Cody Gakpo zmarnował sytuację na wagę prowadzenia, przenosząc piłkę nad bramką.

Niedługo trzeba było czekać na odpowiedź Aston Villi, bo w 57. minucie katastrofa w rozegraniu Liverpoolu otworzyła gospodarzom furtkę do kolejnego gola. Dominik Szoboszlai poślizgnął się pod własną bramką, czym umożliwił Rogersowi szybkie dogranie do Olliego Watkinsa. Snajper gospodarzy nie mógł tego zmarnować – uderzył w długi róg i nie dał Mamardashviliemu najmniejszych szans.

The Reds całkowicie się pogubili. Villa podkręcała tempo, stwarzając kolejne groźne okazje. Najpierw Watkins był blisko kolejnego trafienia, potem Emiliano Buendia ostemplował słupek. Gospodarze wciąż nękali rywali, aż w końcu – po dwóch kolejnych interwencjach Mamardashviliego – Watkins dorzucił swoje drugie trafienie w meczu.

To nie był koniec przykrości dla Liverpoolu. John McGinn pogrążył przyjezdnych kapitalnym uderzeniem zza „szesnastki” prosto w okienko. Villa Park eksplodowało z radości, a fani gospodarzy nie mogli uwierzyć, z jaką łatwością ich ulubieńcy rozmontowują defensywę potentata Premier League.

The Reds odpowiedzieli jeszcze w doliczonym czasie za sprawą powtórki duetu Szoboszlai – van Dijk, który ustalił wynik na 4:2. Jednak ani ten gol, ani pojedyncze zrywy nie mogły przesłonić bardzo słabej postawy Liverpoolu w grze obronnej przez większą część spotkania.

Aston Villa - Liverpool 4:2 (1:0)
Rogers 42, 57, Watkins 73, McGinn 89 - Van Dijk 52, 90+2

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

Źródło: lfc.pl

Wybrane dla Ciebie